Dyscyplinarka dla prokuratorów to odwet za reportaż TVN?

Udostępnij

- absolwentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Dziennikarka działu prawnego "Gazety Wyborczej". Wcześniej przez 11 lat pracowała w „Dzienniku Gazecie Prawnej”…

Więcej

O odebraniu białostockim prokuratorom śledztwa dotyczącego fałszerstw przed wyborami samorządowymi na Podlasiu w 2014 r. zdecydował Krzysztof Sierak, zastępca Zbigniewa Ziobry - ustaliła "Wyborcza".



Poniższy tekst opublikowany został w Gazecie Wyborczej dnia 11 lutego 2019 roku. Dziękujemy za możliwość jego przedruku.

 

Prokurator Sierak to zaufany człowiek Ziobry. Za pierwszych rządów PiS był m.in. szefem Prokuratury Okręgowej w Katowicach znanej z tego, że prowadziła polityczne śledztwa. Wtedy nadzorował m.in. sprawę rzekomej korupcji Barbary Blidy, byłej posłanki SLD (zginęła w swoim domu podczas zatrzymania przez ABW w 2007 r.). Potem trafił do Prokuratury Krajowej.

 

W 2010 r. Sierak wraz z innymi śledczymi związanymi z Ziobrą odszedł w sile wieku w stan spoczynku, czyli na prokuratorską emeryturę. Dostał wysokie, kilkunastotysięczne uposażenie. Z prokuratorskiej emerytury wrócił w 2016 r., kiedy władzę w prokuraturze ponownie przejął Ziobro. Od marca 2016 r. jest jego zastępcą. Zasłynął tym, że osobiście wydał wrocławskim śledczym polecenie wycofania aktu oskarżenia przeciwko byłemu księdzu Jackowi Międlarowi, nacjonaliście oskarżanemu o nawoływanie do nienawiści do Żydów i Ukraińców.

 

Fałszerstwa. Wśród podejrzewanych – wiceminister

 

W sobotę program „Superwizjer” TVN ujawnił, że białostoccy prokuratorzy chcieli postawić wiceministrowi cyfryzacji Adamowi Andruszkiewiczowi zarzut kierowania fałszerstwami, do jakich dochodziło na Podlasiu przed wyborami samorządowymi w 2014 r. Chodzi o podpisy wymagane do zarejestrowania list wyborczych. Z ustaleń Macieja Dudy i Łukasza Rucińskiego wynika, że przełożeni śledczych uznali, że materiał nie daje podstaw do wystąpienia o uchylenie immunitetu poselskiego. Nakazywali prokuratorom przesłuchanie Andruszkiewicza w charakterze świadka (co wyklucza wykorzystanie jego zeznań po postawieniu mu zarzutu) i w kluczowym momencie, gdy śledczy chcieli go przesłuchać i przeprowadzić przeszukania w jego biurze poselskim i domu, zabrali im akta oraz zablokowali czynności. Osobą, która miała za to odpowiadać, była Elżbieta Pieniążek, szefowa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku (zaufana Mariusza Kamińskiego, byłego szefa CBA, koordynatora służb specjalnych).

 

W niedzielę niespodziewanie okazało się, że białostoccy śledczy mają postępowanie dyscyplinarne. PAP zacytował wypowiedź Ewy Bialik, rzeczniczki Prokuratury Krajowej, która poinformowała, że postępowanie dotyczy zbyt opieszałego prowadzenie śledztwa przez białostocki śledczych.

 

„Badając akta śledztwa, które trwa od 2014 r., Prokuratura Krajowa stwierdziła niezasadną zwłokę w prowadzeniu postępowania i w zbieraniu dowodów. Prowadzący śledztwo nie przeprowadzili wielu ważnych czynności dowodowych, na które wielokrotnie wskazywali im zwierzchnicy”.

 

Rzeczniczka zwracała uwagę, że śledztwo było prowadzone „nieudolnie, opieszale, bez koncepcji oraz z oczywistym naruszeniem zasad koncentracji materiału dowodowego i ekonomiki procesowej”. Tłumaczyła, że postępowanie dyscyplinarne wszczęto po kontroli Prokuratury Krajowej z ubiegłego roku, kiedy stwierdzono niezasadną zwłokę w zbieraniu dowodów. Chodzi zwłaszcza o to, że białostoccy śledczy nie zlecili grafologowi porównania próbek pisma Andruszkiewicza z podpisami na listach wyborczych. A to nie wymagało przesłuchania posła Andruszkiewicza ani pobrania od niego próbek pisma, ponieważ prokuratura ma je już od dawna.

 

Rzeczniczka Prokuratury Krajowej nie podała PAP kluczowych informacji: kiedy wszczęto postępowanie dyscyplinarne i kto o tym zdecydował.

 

Dowiedzieli się z mediów

 

Według informatorów „Wyborczej” białostoccy prokuratorzy, którzy chcieli stawiać Andruszkiewiczowi zarzuty, o dyscyplinarce dowiedzieli się w niedzielę z mediów. O postępowaniu nie wiedziała nic ich własna jednostka.

 

– Do tutejszej prokuratury nie dotarła informacja o toczącym się postępowaniu dyscyplinarnym wobec prokuratorów, którzy prowadzili śledztwo dotyczące fałszowania podpisów na listach poparcia w wyborach samorządowych z 2014 r. – przekazał w poniedziałek „Wyborczej” prokurator Łukasz Janyst, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.

 

„Wyborcza” chciała rozwiązać zagadkę kto, kiedy i za co tak naprawdę zainicjował dyscyplinarkę. Prokurator Bialik poinformowała „Wyborczą”, że „wszczęcie postępowania dyscyplinarnego to efekt przeprowadzonej w 2018 r. i ponowionej na początku 2019 r. kontroli śledztwa przez Prokuraturę Krajową”. W piśmie z 20 listopada 2018 r. Prokuratura Krajowa, wskazując procesowe czynności do wykonania, zażądała ich zintensyfikowania. Ale nie zostały one przeprowadzone.

 

– Zastępca prokuratora generalnego wystąpił do prokuratora regionalnego w Białymstoku o wszczęcie postępowania służbowego. Prokurator regionalny w Białymstoku polecił z kolei zastępcy rzecznika dyscyplinarnego dla białostockiego okręgu regionalnego wszcząć postępowanie dyscyplinarne dotyczące zaniedbań obowiązków prokuratorów wchodzących w skład zespołu powołanego do prowadzenia tego śledztwa w Prokuraturze Okręgowej w Białymstoku – przekazała rzeczniczka Bialik.

 

Obecnie trwają czynności wyjaśniające. Wielokrotnie dopytywaliśmy, kiedy prokurator Pieniążek poleciła wszcząć postępowanie rzecznikowi dyscyplinarnemu oraz kiedy nakazał wszczęcie postępowań służbowych zastępca PK. A także – czy odbyło się to po zapowiedzi lub emisji reportażu „Superwizjera”, tak że może to rodzić podejrzenie odwetu za nagłośnienie kulisów śledztwa w mediach. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi z PK.

 

– Proszę zwrócić uwagę na niekonsekwencję PK, która może świadczyć o kłamstwie co do czasu wszczęcia dyscyplinarki. Po powrocie akt z PK jesienią ubiegłego roku śledztwo powierzono do dalszego prowadzenia prokuratorom, którzy mieli rzekomo dopuścić się uchybień dających podstawę do wszczęcia dyscyplinarki. Dlaczego wówczas nie odsunięto ich od sprawy? Dlaczego, skoro stwierdzono opieszałość i uchybienia, nie powierzono śledztwa innym prokuratorom? – pyta nasze źródło, które zna szczegóły śledztwa.

 

Zagadką jest też to, że nie zainicjowano postępowania służbowego wobec białostockich śledczych, jak chciał tego zastępca PG, a Pieniążek zdecydowała się uderzyć w podwładnych od razu dyscyplinarką.

 

Odebranie śledztwa

 

Z ustaleń „Wyborczej” wynika, że śledztwo dotyczące fałszowania list poparcia przed wyborami w 2014 r. zostało odebrane białostockim prokuratorom 5 lutego decyzją zastępcy prokuratora generalnego. Przekazano je do Prokuratury Regionalnej w Lublinie. Który z zastępców Ziobry tak rozstrzygnął?

 

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Białostoccy śledczy w rozmowach z „Wyborczą” przypuszczali, że o zabraniu im sprawy mógł zdecydować Krzysztof Sierak. Zweryfikowaliśmy to w Prokuraturze Krajowej. Jej rzeczniczka potwierdziła, że o przekazaniu śledztwa do Lublina zdecydował Sierak.

 

– Decyzja ta zapadła z uwagi na nieudolność prowadzącej dotychczas postępowanie Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, której nieuzasadnione decyzje procesowe zmierzały do nadmiernego przedłużenia śledztwa – twierdzi rzecznik Bialik.

 

Nasi informatorzy znający kulisy śledztwa zwracają uwagę na to, że sprawę dotyczącą fałszowania list wyborczych zabrano białostockim prokuratorom 5 lutego – w kluczowym momencie postępowania. Bo 4 lutego do Adama Andruszkiewicza dotarły wezwania na przesłuchanie w charakterze świadka.

 

– Przypadek? Na ten tydzień były planowane czynności z nim, na które prokuratura regionalna tak nalegała. Dlaczego prokuratorom uniemożliwiono ich dokonanie? – pyta nasze prokuratorskie źródło.

 

Prokuratura Regionalna w Białymstoku kierowana przez Elżbietę Pieniążek, nie odpowiedziała na pytania „Wyborczej”.

 

Platforma Obywatelska w poniedziałek wezwała premiera Morawieckiego do zdymisjonowania wiceministra Adama Andruszkiewicza. – Obecność wiceministra Andruszkiewicza nie tylko urąga powadze i wizerunkowi rządu, ale także jest groźna dla bezpieczeństwa – powiedział Andrzej Halicki.



Autor


- absolwentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Dziennikarka działu prawnego "Gazety Wyborczej". Wcześniej przez 11 lat pracowała w „Dzienniku Gazecie Prawnej”…


Więcej

Opublikowany

12 lutego 2019







Inne artykuły tego autora

25.04.2019

Kaczyński, Lenin i emotikon. Sędzia ścigany, bo miał znieważyć „wodza”

16.04.2019

Rzecznik od Ziobry ściga prokuratorów: na celowniku Korneluk, Gembalczyk, Parchimowicz

26.03.2019

Prokuratura grozi „Wyborczej” sądem. Bo „patologie prokuratury” nie istnieją

18.03.2019

Efekt „reformy” – prokuratura Ziobry coraz mniej wydolna

22.02.2019

Minister kontroli, nacisków i ręcznego sterowania. Zbigniew Ziobro dzieli i rządzi w resorcie sprawiedliwości

19.02.2019

Ranking sądów posłużył Ziobrze do czystki wśród prezesów. Ministerstwo nie chce go pokazać

05.02.2019

Sprawa dyscyplinarna prokuratora, który uczestniczył w demonstracji. Sędzia kazała legitymować publiczność

28.01.2019

Prokurator, który Ziobrze się nie kłania. Jak „dobra zmiana” ściga Krzysztofa Parchimowicza



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200