Prof. Sadurski dla „Wyborczej”: Pytania referendalne Dudy dzielą się na trzy kategorie: zbędne, bezsensowne i szkodliwe

Udostępnij

prof. dr hab., konstytucjonalista, profesor Wydziału Prawa Uniwersytetu w Sydney, dziekan Wydziału Prawa Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji (2003-2006), profesor…

Więcej

Andrzej Duda skazał się na trzeciorzędną pozycję w polskiej polityce. Nie ma to jednak nic wspólnego z tekstem Konstytucji RP, a ma z odwagą i kręgosłupem piastuna najwyższego urzędu, bo tych przymiotów Andrzejowi Dudzie dramatycznie brakuje.



To symboliczne, że swój marsz w kierunku nowej konstytucji zaczyna Andrzej Duda krokiem niekonstytucyjnym.

 

W obecnie obowiązującej Konstytucji RP – przestrzegać którą prezydent przysięgał – w ogóle nie ma procedury konsultatywnego referendum konstytucyjnego.

 

W obecnie obowiązującej konstytucji referendum konstytucyjne jest bowiem możliwe tylko ex post – głosowanie dotyczy wówczas zatwierdzenia lub odrzucenia uchwalonych zmian w treści ustawy zasadniczej.

 

Nie jest to oczywiście zaskoczenie – autor propozycji zmian łamał obecną konstytucję wielokrotnie i jest winny ciągłego przestępstwa wobec konstytucji, ponieważ uporczywie nie przyjmuje ślubowania od legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

 

Brak uzasadnienia

 

Ktoś mógłby powiedzieć: „Bywają szczególne momenty w życiu narodu, gdy twórcy nowej konstytucji nie powinni być związani postanowieniami starej, nawet jeśli chodzi o procedurę jej zmiany”.

 

Być może, ale muszą istnieć specjalne przyczyny, dla których zmiana konstytucji jest niezbędna, a stara konstytucja taką zmianę utrudnia.

 

Sęk w tym, że Duda i jego prawnicy takiego powodu nie przedstawili.

 

W istocie postępowanie prezydenta to pierwszy znany mi w historii konstytucjonalizmu przypadek, gdy proponuje się pracę nad nową ustawą zasadniczą, nie podając zupełnie żadnych mocnych powodów, dla których stara ma wymagać zmiany.

 

W swym wystąpieniu prezydent wskazał dwa powody skłaniające go do proponowania zmian w konstytucji. Oba są kłamliwe.

 

Fałszywa jest teza, że konstytucja z 1997 r. to „konstytucja okresu przejściowego”.

 

Konstytucją przejściową była tzw. mała konstytucja z 1992 roku, której celem było umożliwienie Polsce przejścia od państwa jednopartyjnego do demokracji i przygotowanie gruntu pod przygotowanie całościowej, pełnej ustawy zasadniczej.

 

Taką jest obecnie obowiązująca Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r., w której nie ma nic tymczasowego. Można jej nie lubić, ale to jeszcze nie oznacza, że jest „przejściowa”.

Druga przyczyna, wymieniona przez Andrzeja Dudę jako rzekoma kompromitacja obecnej konstytucji, to fakt, że nie zapobiegła ona obniżeniu wieku emerytalnego przez poprzedni rząd.

 

To również nieprawda: wiek emerytalny w Polsce, tak jak na całym świecie, był i jest regulowany ustawą, a zatem zmiana tej regulacji nie podlega konstytucyjnym ograniczeniom (chyba że oznacza złamanie konstytucji, ale tego Trybunał Konstytucyjny nie stwierdził).

 

To prawniczy absurd, że ten sam prezydent, który nie oponuje przeciwko zmienianiu przez PiS konstytucji zwykłymi ustawami (np. wygaszaniu konstytucyjnych kadencji sędziów-członków KRS oraz Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego), nagle idzie w odwrotnym kierunku i chce, by konstytucja zapobiegała zmianom regulacji zarezerwowanych dla ustaw.

 

Referendum nad wyjściem z Unii

 

Fakt, że prezentacji pytań prezydentowi towarzyszyło kilkoro naukowców bez żadnego dorobku i znaczenia w polskich naukach prawnych, tłumaczyć może komiczną nieudolność zaprezentowanych pytań.

 

Dzielą się one bowiem na trzy kategorie: zbędne, bezsensowne i szkodliwe; granice między tymi kategoriami są zresztą płynne.

 

Do kategorii pytań zbędnych, bo powielających już istniejące sformułowania konstytucyjne, należy pytanie o celowość uznania dorobku chrześcijaństwa w preambule.

 

Preambuła obowiązującej ustawy zasadniczej już zawiera nawiązanie do „kultury zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu”. Poza nadgorliwością w podlizywaniu się hierarchom nie ma żadnego uzasadnienia dla powtarzania tej formuły.

 

Zbędność polegająca na powielaniu już istniejących przepisów konstytucyjnych cechuje również pytanie 10 (o ochronę rolnictwa), 12 (o ochronę pracy) i 14 (o ochronę kobiet ciężarnych, osób niepełnosprawnych itp.).

 

Zadawanie pytań o celowość wprowadzenia rzeczy, które już w konstytucji się znajdują, świadczy albo o elementarnej nieznajomości obecnej konstytucji, albo o planie wycofanie tych przepisów, gdy w referendum obywatele masowo odpowiedzą „nie” na te pytania. 

 

Nie podejrzewam jednak autorów pytań o taki makiawelizm.

 

Nonsensem jest wyrażony przez prof. Andrzeja Waśkę postulat wycofania obecnego, słynnego na całym świecie sformułowania preambuły o „wierzących w Boga i niepodzielających tej wiary, a uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”. Z wypowiedzi prof. Waśki wynika, iż podobno dzieli ono Polaków na dwie kategorie.

 

Ma to mniej więcej tyle sensu, ile twierdzenie, że wymienienie w preambule „rodaków rozsianych po świecie” wbija klin między Polaków żyjących w kraju a rozsianą po świecie Polonię.

 

Istnienie niewierzących jest faktem, być może niemiłym dla profesora Waśki, ale trzeba się z tym pogodzić, bo to się nie zmieni.

 

Do kategorii pytań nonsensownych lub opierających się na błędzie należy również pytanie 8. – o suwerenność Polski w UE oraz o nadrzędność konstytucji nad prawem europejskim. Wchodząc do UE, obywatele Polski dobrowolnie zgodzili się scedować część suwerenności państwa na organy unijne.

 

Supremacja prawa unijnego nad krajowym w zakresie kompetencji unijnych jest warunkiem członkostwa w Unii – podważenie tej wyższości jest równoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej.

 

Szkodliwe pytania referendalne to m.in. propozycja utrwalenia obecnego wieku emerytalnego, która uniemożliwi przyszłym rządom demokratyczną zmianę systemu i utrwali dyskryminację polegającą na zróżnicowaniu wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet.

 

Konstytucyjna ochrona systemu „500 plus” jako „prawa nabytego” utrudni z kolei przyszłym rządom racjonalną ekonomicznie politykę socjalną, lub inną niż ta, która polega na rozdawaniu gotówki.

 

W sytuacji gorszej koniunktury, która może przecież nadejść, sztuczne kontynuowanie tego programu może być napędzającym inflację drukowaniem pieniędzy.

 

Kręgosłup, nie przepisy

 

Tak naprawdę jedynym realnie ustrojowym zagadnieniem z pytań Dudy jest kwestia ewentualnego wzmocnienia pozycji Prezydenta RP w dziedzinie obronności i spraw zagranicznych.

 

Tu jednak są dwa zastrzeżenia: po pierwsze, ideę „resortów prezydenckich” z marnym skutkiem przerabialiśmy za prezydentury Lecha Wałęsy. Po drugie zaś, obecna konstytucja wcale nie jest mało łaskawa dla Prezydenta RP w tych dziedzinach, ponieważ definiuje go jako zwierzchnika sił zbrojnych i reprezentanta Polski w stosunkach międzynarodowych.

 

To nie jest wina przepisów Konstytucji RP, że jako prezydent Andrzej Duda nie korzysta z tych prerogatyw, ale prezydenta, który w pełni uznał zwierzchnictwo pozakonstytucyjnego „centralnego ośrodka dyspozycji politycznej”.

 

Lękając się silnego obstawania przy własnych kompetencjach, skazał się na trzeciorzędną pozycję w polskiej polityce. Nie ma to jednak nic wspólnego z tekstem konstytucji, ale z odwagą i kręgosłupem piastuna najwyższego urzędu, których to przymiotów Andrzejowi Dudzie dramatycznie brakuje.

 

Pomysł nowej konstytucji jest z gruntu niepoważny, ponieważ nie jest oparty na defektach obecnej konstytucji, lecz jest desperacką próbą zaznaczenia swej obecności przez polityka słabego, lękliwego i lekceważącego obecną konstytucję.

 

To ruch znamionujący osobowość narcystyczną a jednocześnie słabą. Narcyzm domaga się blasku, jakiego prezydentowi może przysporzyć debata konstytucyjna, a słabość nie pozwala na wykorzystywanie formalnych uprawnień, z jakich korzystali poprzednicy obecnego prezydenta.

 

To problem Andrzeja Dudy, nie Konstytucji RP. Dlatego traktujący się poważnie obywatele nie powinni dać się wciągnąć w tę infantylną zagrywkę. Jedyną racjonalną postawą obywateli jest zignorowanie tego referendum – Andrzej Duda i w tym przypadku nie zasługuje na klejnot naszej uwagi.

 

Tekst pochodzi ze strony Gazety Wyborczej, gdzie ukazał się 15 czerwca 2018 roku. Dziękujemy Gazecie Wyborczej za możliwość jego przedruku.

 

 



Autor


prof. dr hab., konstytucjonalista, profesor Wydziału Prawa Uniwersytetu w Sydney, dziekan Wydziału Prawa Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji (2003-2006), profesor…


Więcej

Opublikowany

18 czerwca 2018





Inne głosy w debacie



Inne artykuły tego autora

12.04.2019

Sadurski – profesor ścigany przez PiS. „Jako człowiek dorosły wiem, co robię, i mogłem się tego spodziewać”

22.03.2019

Prof. Sadurski: Jeśli PiS przegra wybory parlamentarne, Kaczyński może pójść siedzieć. Dlatego w kampanii nie zawaha się przed niczym

26.10.2018

Oskarżam. Jarosława Aleksandra Kaczyńskiego, urodzonego 18 czerwca 1949 r. w Warszawie…

20.07.2018

Prof. Sadurski dla „Wyborczej”: Tzw. TK uznał, że prawem łaski prezydent może określić grupę osób całkowicie ponad prawem

18.06.2018

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego się broni. To ona, nie zagranica, jest prawdziwym problemem dla Kaczyńskiego

09.06.2018

List profesorów prawa do Timmermansa: ustawa o SN powinna być pilnie rozpatrzona przez Trybunał Sprawiedliwości

19.04.2018

Zwołując posiedzenie KRS, Pierwsza Prezes SN zmarnowała okazję, aby zawalczyć o rządy prawa



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200