Sadurski – profesor ścigany przez PiS. „Jako człowiek dorosły wiem, co robię, i mogłem się tego spodziewać”

Udostępnij

prof. dr hab., konstytucjonalista, profesor Wydziału Prawa Uniwersytetu w Sydney, dziekan Wydziału Prawa Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji (2003-2006), profesor…

Więcej

PiS ściga mnie za rzekome "naruszenie dóbr osobistych" partii. Chodzi o to, że na Twitterze kilkukrotnie porównałem sposób działania PiS do sposobu funkcjonowania zorganizowanej grupy przestępczej. A jej prezesa - do herszta.



Poniższy wywiad z prof. Sadurskim przeprowadziła dla Gazety Wyborczej Ewa Ivanowa. Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość jego przedruku.

 

EWA IVANOVA: Ma pan już cztery postępowania: dwa karne, jedno cywilne i jedno dyscyplinarne.

 

WOJCIECH SADURSKI: Nie żalę się. Przyjmuję te postępowania jako naturalną część tego, co robię. Krytykując państwo, które staje się coraz bardziej autorytarne, narażam się na reakcje instytucji tego państwa. Jako człowiek dorosły wiem, co robię, i mogłem się tego spodziewać. Choć oczywiście godnym ubolewania jest to, że państwowe instytucje używają prawa karnego albo cywilnego, by ścigać swoich krytyków.

 

Ściga pana PiS. Czym podpadł pan partii rządzącej?

 

– PiS ściga mnie za rzekome „naruszenie dóbr osobistych” partii. Chodzi o to, że na Twitterze kilkukrotnie porównałem sposób działania PiS do sposobu funkcjonowania zorganizowanej grupy przestępczej. A jej prezesa – do herszta zorganizowanej grupy przestępczej. W pozwie PiS twierdzi, że przypisuję pojedynczym członkom partii winy za działania przestępcze. To oczywiście bzdura. Użyłem metafory. Chciałem opisać zjawisko polegające na zsynchronizowanych działaniach grupy rządzącej zmierzających do zdemontowania polskiego systemu prawnego.

 

PiS pozywa pana cywilnie?

 

– Tak. Poza domaganiem się ode mnie gigantycznego odszkodowania, 20 tys. zł na cel społeczny, żąda, by sąd zakazał mi dalszego naruszania dóbr osobistych partii, w szczególności aby zakazał mi wypowiedzi, w których wskazuję, że działalność PiS można w jakikolwiek sposób zestawić z działalnością przestępczą. To nic innego niż domaganie się od sądu nałożenia na mnie cenzury prewencyjnej. To wskazuje, jaki jest stosunek tej partii do wolności słowa i konstytucji, która wprost zakazuje wprowadzania cenzury prewencyjnej.

 

A TVP o co pana oskarża?

 

– Z oskarżenia prywatnego, czyli ze sławetnego art. 212 kodeksu karnego, TVP zarzuca mi zniesławienie. Po zabójstwie prezydenta Pawła Adamowicza w Gdańsku napisałem na Twitterze, że został on „zaszczuty przez rządowe media”. Wezwałem też polityków opozycji do bojkotu „goebbelsowskich mediów”. TVP wzięła te stwierdzenia do siebie i uznała się za rządowe czy też za goebbelsowskie media i wytoczyła mi proces karny grożący mi nawet karą pozbawienia wolności.

 

Na razie sąd umorzył postępowanie zainicjowane przez TVP.

 

– Telewizja już złożyła zażalenie na to umorzenie. Paradoks polega na tym, że TVP skarży mnie za działania, za które pewien polski polityk został skazany kilkukrotnie przez polskie sądy w 2006 r. Po czym po wielu latach, w 2016 r., został całkowicie oczyszczony przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Otóż tym politykiem był Jacek Kurski, wówczas poseł na Sejm, a obecnie prezes TVP podpisujący się pod aktem oskarżenia przeciwko mnie.

 

O czym to świadczy?

 

– O tym, że politycy, którzy dochodzą do władzy, kompletnie nie szanują zasady wolności słowa. Że uznają prawa, ale tylko wtedy, gdy im służą, a całkowicie je odrzucają lub ignorują, gdy chodzi o prawa ich krytyków. Absolutnie skandaliczne jest to, że media domagają się ograniczenia wolności słowa. Jeszcze mógłbym zrozumieć, choć nie pochwalić, że robią to politycy, którzy traktują prawo jako instrument wzmacniania własnej władzy. Ale gdy pozywa z art. 212 kodeksu karnego medium, to w sposób fundamentalny zaprzecza swym podstawowym celom statutowym i trwoni publiczne pieniądze na walkę z krytykami treści w publicznej telewizji.

 

Ma pan także sprawę w prokuraturze o znieważenie funkcjonariusza publicznego Jarosława Kaczyńskiego z art. 226 kodeksu karnego. O co chodzi w tym postępowaniu?

 

– Ktoś złożył doniesienie obywatelskie przeciwko mnie. Szczegółów sprawy nie znam. Wiem, że prokuratura ochoczo podjęła działania i zleca wykonywanie czynności policji. Sprawa została wszczęta. Na razie jestem jednak traktowany jako świadek: nie przysługuje mi wgląd w akta sprawy, ale odbyło się już moje przesłuchanie. Z moich źródeł wynika, że lider jednego ze stowarzyszeń uznał, że moje wypowiedzi w jednej z telewizji komercyjnych znieważyły szefa PiS, gdyż porównałem jego działania do metod szefa zorganizowanej grupy przestępczej.

 

Czy czuje pan, że przekroczył granice krytyki i wolności słowa, wypowiadając się o PiS czy TVP?

– Absolutnie nie. Działam w ramach wolności słowa, która jest zagwarantowana w polskiej konstytucji i europejskiej konwencji praw człowieka. Całe orzecznictwo Strasburga i naszego TK (zanim został skolonizowany przez PiS) jednoznacznie mówi, że wypowiedzi krytyczne mające charakter opinii na tematy publiczne korzystają z najwyższej ochrony prawnej. I tylko w wyjątkowych, skrajnych przypadkach mogą być sankcjonowane. Ale nigdy prawem karnym, ewentualnie tylko środkami cywilnymi. Wypowiadam się o sprawach publicznych. Tych, na których się znam zawodowo: skupiam się na szeroko rozumianym konstytucjonalizmie. Nie stosuję personalnych wycieczek, które mogłyby mieć charakter osobistego zniesławienia czy znieważenia. Dlatego dalej będę się wypowiadał w podobny sposób.

 

Żadnych przeprosin? Żadnego kroku wstecz?

 

– Nie ma powodów do przeprosin. Gdybym kogoś znieważył lub zniesławił, tobym to przyznał. Umiem przepraszać. Ale w tych sprawach, w których jestem nękany przez państwo polskie i jego instytucje, nie zamierzam się z niczego wycofywać. Dokonałem oceny systemu i miałem do tego prawo jako obywatel i naukowiec.

 

Jak te działania podejmowane wobec pana świadczą o polskim systemie prawnym ?

 

– W państwach demokratycznych takie sytuacje nie mają prawa się wydarzyć. Natomiast w państwach niedemokratycznych lub odchodzących od demokracji stosowanie środków prawnych przeciwko krytykom władzy jest popularnym środkiem. Można w tym przypadku mówić o legalizmie dyskryminacyjnym. Polega on na tym, że autorytaryści chętnie uciekają się do legalnych środków prawnych, ale wykorzystują je w sposób selektywny, włącznie przeciwko swym krytykom. To zostało pięknie wyrażone w słynnym zdaniu byłego prezydenta Peru Óscara Benavides: „Dla moich przyjaciół wszystko, dla moich wrogów prawo”. To właśnie robi teraz PiS i jego instytucje. Używa prawa w sposób najbardziej skrupulatny, dosłowny i dolegliwy przeciwko swoim wrogom.

 

Natomiast totalnie je ignoruje, a więc go nie egzekwuje, jeśli chodzi o członków elity rządzącej. Proszę zauważyć, że dotyczą mnie już dwie sprawy karne, podczas gdy prokuratura nawet nie wszczęła sprawy dotyczącej Jarosława Kaczyńskiego i dwóch wież. To pokazuje jak ten stronniczy, partyjny legalizm funkcjonuje w Polsce.

 

Jakie szanse ma obywatel w starciu z władzą, która nęka całkowicie legalnie stosując dozwolone środki prawne?

 

– Takie same szanse jak ów kierowca Seicento, który miał pecha i zderzył się z nim samochód ówczesnej premier. Ma takie same szanse jak prof. Balcerowicz, który jest nękany przez prokuraturę krajową za krytykę działań śledczych. Ale dochodzimy tu do sedna sprawy: sądy w Polsce nie zostały jeszcze całkowicie przejęte i upolitycznione. Pani sędzia sądu rejonowego umorzyła sprawę przeciwko mnie z oskarżenia TVP. PiS jeszcze nie skolonizował sądownictwa. Choć szuka desperacko metody, która pozwoli to osiągnąć. Rzecznicy dyscyplinarni inicjują postępowania wobec sędziów , planowana jest zmiana struktury sądownictwa. Ale grupę 10 tys. sędziów nie jest łatwo podporządkować władzy. I tak długo jak PiS się to nie udaje, krytycy władzy tacy jak ja mają jeszcze szanse na wygraną. Mamy szansę tak długo jak istnieją niezależne media. Mamy szanse tak długo jak działają organizacje pozarządowe broniące wolności słowa i praw człowieka.  Ale nie oszukujmy się: wraz z postępem kolonizowania państwa przez PiS, te szanse stają się coraz słabsze.

 

 

[Podoba Ci się ten artykuł? Zapisz się na newsletter Archiwum Osiatyńskiego. W każdą środę dostaniesz wybór najważniejszych tekstów, a czasem również zaproszenia na wydarzenia.]



Autor


prof. dr hab., konstytucjonalista, profesor Wydziału Prawa Uniwersytetu w Sydney, dziekan Wydziału Prawa Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji (2003-2006), profesor…


Więcej

Opublikowany

12 kwietnia 2019





Inne głosy w debacie



Inne artykuły tego autora

22.03.2019

Prof. Sadurski: Jeśli PiS przegra wybory parlamentarne, Kaczyński może pójść siedzieć. Dlatego w kampanii nie zawaha się przed niczym

26.10.2018

Oskarżam. Jarosława Aleksandra Kaczyńskiego, urodzonego 18 czerwca 1949 r. w Warszawie…

20.07.2018

Prof. Sadurski dla „Wyborczej”: Tzw. TK uznał, że prawem łaski prezydent może określić grupę osób całkowicie ponad prawem

18.06.2018

Prof. Sadurski dla „Wyborczej”: Pytania referendalne Dudy dzielą się na trzy kategorie: zbędne, bezsensowne i szkodliwe

18.06.2018

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego się broni. To ona, nie zagranica, jest prawdziwym problemem dla Kaczyńskiego

09.06.2018

List profesorów prawa do Timmermansa: ustawa o SN powinna być pilnie rozpatrzona przez Trybunał Sprawiedliwości

19.04.2018

Zwołując posiedzenie KRS, Pierwsza Prezes SN zmarnowała okazję, aby zawalczyć o rządy prawa



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200