Prokuratura przesłuchuje tłumaczkę Donalda Tuska

Udostępnij

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa…

Więcej

Obok wątku politycznego nie mniej ważny jest prawny. Kodeks Tłumacza Przysięgłego zobowiązuje go do zachowania tajemnicy zawodowej. Ale Kodeks postępowania karnego pozwala łatwo tę tajemnicę uchylić: może to zrobić prokurator. Mamy lukę w prawie: ustawodawca nie pomyślał, że ktoś kiedyś wpadnie na pomysł zdobywania informacji o rozmowach dyplomatycznych za pomocą prokuratury.



Poniższy tekst został opublikowany w tygodniku „Polityka” (nr 2, 9-15 stycznia 2019). Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość jego przedruku.

 

Sąd będzie miał niełatwe zadanie. Prawo słabo chroni tajemnicę tłumacza, a rozmowa dwóch polityków, nawet najwyższej rangi, nie jest chroniona tajemnicą z mocy prawa. W Polsce nie istnieje prawna ochrona tajemnicy dyplomatycznej. Sąd nie będzie się też mógł podeprzeć orzecznictwem, bo sprawa jest precedensowa.

 

Nigdy dotąd nie zdarzyło się, by próbowano wymuszać na tłumaczu zeznania o treści rozmów dyplomatycznych w cztery oczy.

 

Chodzi o ustalenie, czy Donald Tusk dopuścił się zdrady dyplomatycznej, godząc się na śledztwo w trybie konwencji chicagowskiej, czyli prowadzone przez kraj, w którym miała miejsce katastrofa. To, jakie prawo powinno być zastosowane, jest do dziś kwestią sporną, ale prokuratura ma nadzieję udowodnić, że Tusk zmówił się z Putinem, na miejscu katastrofy, nad dymiącym wrakiem samolotu. Że celowo działał na szkodę Polski. Prokuratura jest całkowicie podporządkowana rządowi, a więc można przypuszczać, że śledztwo ma prowadzić do kompromitacji politycznego przeciwnika.

 

Siedmiu byłych prezydentów i premierów, których rozmowy tłumaczyła wezwana przez prokuraturę Magdalena Fitas-Dukaczewska, podpisało list protestacyjny. Ostrzegają, że złamanie obyczaju poszanowania tajemnicy „narazi polską dyplomację na utratę wiarygodności w przyszłych kontaktach zagranicznych”.

 

Obok wątku politycznego nie mniej ważny jest prawny. Czy i z jaką tajemnicą mamy do czynienia?

 

Na pewno z tajemnicą tłumacza. Kodeks Tłumacza Przysięgłego zobowiązuje go „do zachowania tajemnicy zawodowej, którą objęte są wszelkie informacje uzyskane w związku z tłumaczeniem”. Ale Kodeks postępowania karnego pozwala łatwo tę tajemnicę uchylić: może to zrobić prokurator (przysługuje zażalenie do sądu) i nie musi wcale udowadniać – jak w przypadku dziennikarzy, lekarzy czy adwokatów – że przemawia za tym interes wymiaru sprawiedliwości. Ani że informacji nie można pozyskać inaczej. Mamy lukę w prawie: ustawodawca nie pomyślał, że ktoś kiedyś wpadnie na pomysł zdobywania informacji o rozmowach dyplomatycznych za pomocą prokuratury.

 

Pełnomocnik Magdaleny Fitas-Dukaczewskiej adwokat Mikołaj Pietrzak powiedział dziennikarzom, że prokuratura wydała postanowienie o zwolnieniu jej z tajemnicy o klauzuli poufne i zastrzeżone, ale nie tajne i ściśle tajne. Tyle że rozmowa polityków – nawet szefów państw – w cztery oczy nie jest z mocy prawa objęta jakąkolwiek klauzulą. Żeby była tajna, trzeba by ją objąć klauzulą tajności indywidualnie. Tylko jak? Fizycznie stempla „tajne” nie można na niej postawić. Można było co najwyżej odnotować fakt odbycia tej rozmowy i stwierdzić, że nadaje się samej rozmowie i informacjom o jej przebiegu klauzulę tajności. Nie wiemy, czy tak się stało. Jeśli nie, to sąd musiałby sam ocenić, czy to, co podczas rozmowy mówiono, odpowiada definicji tajemnicy, i którego stopnia. A w tym celu przesłuchać tłumaczkę. Z przesłuchania sporządzić protokół i go oklauzulować. Tyle że prokurator będzie miał dostęp do tego dokumentu, nawet jeśli sąd tajemnicy nie uchyli. Choć nie będzie go mógł wykorzystać jako dowodu, to jednak poufność rozmowy zostanie złamana.

 

Jeśli natomiast okazałoby się, że informacji o rozmowie nadano klauzulę tajności, to pytanie, kto miałby ją teraz zdjąć z tłumaczki? Premier Tusk, którego rozmowę tłumaczyła, czy obecny premier – Morawiecki? Ale on, nie znając treści rozmowy, nie może ocenić, czy można z niej zdjąć klauzulę.

 

Cała sprawa dotyczy jeszcze granic konstytucyjnego prawa do informacji o działaniach władzy. Jak dalece władza powinna być transparentna? Co powinna móc ukrywać? Gdyby nie opór organizacji watchdogowych, jeszcze w 2012 r. uchwalono by w Polsce przepis o tajemnicy dyplomatycznej. I dziś rozmowa Tusk–Putin zapewne byłaby chroniona z automatu, bez konieczności nadawania klauzuli, bo tamta definicja tajemnicy była niezwykle pojemna. Ale zanim uznamy, że nieuchwalenie przepisu o tajemnicy dyplomatycznej było błędem, warto dodać, że rząd Tuska chciał ją wprowadzić w reakcji na protesty przeciwko kontrowersyjnej umowie handlowej ACTA, której treść podczas negocjacji była trzymana w tajemnicy. Podobnie jak stanowiska państw. Pod naciskiem opinii publicznej rząd Tuska ujawnił informacje o polskim stanowisku. Ale zaraz przygotował przepis o „tajemnicy dyplomatycznej”, by w przyszłości móc odmawiać.

 

Czy należy uchwalić prawną definicję tajemnicy dyplomatycznej? Mamy już doświadczenie, że przepisy o ochronie informacji niejawnych, podobnie jak wszelkie inne – np. o ochronie danych osobowych – są nadużywane, bo władza ma tendencję do ukrywania czego się da przed opinią publiczną. Gdyby doszła do tego jeszcze kolejna tajemnica – byłby dodatkowy pretekst do ukrywania. Wydaje się, że bezpieczniej byłoby przyznać tłumaczom taką samą ochronę jak dziennikarzom. A w przypadkach szczególnych taką, jaka chroni dziennikarskie źródła informacji: tylko dla wykrycia najpoważniejszych przestępstw.

 

A co z Magdaleną Fitas-Dukaczewską? Jeśli uzna to za swój obowiązek, może – zwolniona przez sąd z tajemnicy – zastosować obywatelskie nieposłuszeństwo i mimo to dochować tajemnicy, narażając się na kolejne grzywny. Nie straci wtedy zawodowej wiarygodności, która dla tłumacza rozmów dyplomatycznych jest kluczowa. Niektórzy podpowiadają, że przecież tłumacząc na żywo setki i tysiące rozmów, po dziewięciu latach od zdarzenia można zwyczajnie rozmowy nie pamiętać. A przynajmniej nie na tyle, by móc o tym zeznać pod groźbą odpowiedzialności karnej.



Autor


Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa…


Więcej

Opublikowany

18 stycznia 2019





Inne głosy w debacie



Inne artykuły tego autora

04.09.2020

Siedlecka: W sprawie Rzecznika Praw Dziecka opozycja idzie w ślady Ordo Iuris

04.06.2020

Siedlecka: Stan postprawia. TK Przyłębskiej przyklepał neosędziów

01.06.2020

Były członek PKW o wyborach, których nie było

06.04.2020

Siedlecka: Szaleńcze mutacje wyborczego wirusa w PiS

21.02.2020

Neo-KRS, mąż, kochanka i żona

11.02.2020

Nawacki – wzór sędziego „dobrej zmiany”. Zawdzięcza partii wszystko

11.02.2020

Siedlecka: Kto w Polsce sądzi gwałciciela i zabójcę dziecka? Sędzia czy opinia publiczna?

21.01.2020

„Kasta”, czyli niewybuch w TVP. Kapcie widzom nie spadły

20.12.2019

Siedlecka: Wojna sędziów z władzą PiS. Jest szansa na zwycięstwo

13.12.2019

Siedlecka: PiS ogłasza sędziom stan wojenny, ale jest skazany na porażkę

11.12.2019

Siedlecka ostrzega opozycję: Banasia nie można postawić przed Trybunałem Stanu

09.12.2019

Siedleckiej osobiste pożegnanie z Trybunałem: Pogrąży się we własnym bagnie

06.12.2019

Izby Relaksu w Sądzie Najwyższym, czyli gdzie szukać „nadzwyczajnej kasty”

28.11.2019

Siedlecka ujawnia: Rząd chce powołać anty-Bodnara. Będzie wiceministrem u Ziobry

21.10.2019

Sędzia dubler wzywa Przyłębską do dymisji. Konflikt w Trybunale Konstytucyjnym

29.09.2019

Siedlecka: Jaka „Kasta”, jaki Banaś? Nie ma sprawy, czyli parodia państwa

29.09.2019

Cztery lata rządów PiS: Straciliśmy renomę państwa praworządnego

31.08.2019

Siedlecka: Sędziowie nie chcą orzekać z bohaterami afery farmy trolli w resorcie Ziobry

10.07.2019

Prosty banan sędziego Dudzicza. Składam doniesienie do rzecznika dyscyplinarnego

20.05.2019

Zaostrzenie kodeksu karnego, czyli pedofilia wyborcza



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200