Były członek PKW o wyborach, których nie było

Udostępnij

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa…

Więcej

Janusz Niemcewicz, były członek PKW, sędzia TK w stanie spoczynku, o tym, co można zrobić po nieodwołanych wyborach, które się nie odbyły, i kto za to powinien odpowiedzieć



EWA SIEDLECKA: Wybory to podstawa ustroju państwa. Czy władza może ich po prostu nie przeprowadzić?

 

JANUSZ NIEMCEWICZ: Ja rozumiem, że pyta mnie pani o prawo. Ale to, co się w Polsce dzieje w ostatnich latach, nie ma wiele wspólnego z prawem. To jest naga siła większości sejmowej. Więc ja mogę się starać przedstawić moje poglądy, jak to wygląda od strony prawnej. Na pytanie, czy władza miała prawo nie przeprowadzić wyborów, odpowiadam: nie, nie miała, jeśli nie wprowadziła stanu nadzwyczajnego.

 

To jest ewidentne naruszenie praw obywatelskich zagwarantowanych w art. 62 konstytucji, który daje obywatelom prawo udziału w wyborach, także naruszenie Kodeksu wyborczego.

 

Jaką mamy teraz prawnie sytuację: wybory się odbyły, ale bez głosowania?

 

Chyba tak należałoby do tego podejść. Wybory nie zostały odwołane w sensie prawnym, bo nie ma do tego innej podstawy niż ich przesunięcie w związku ze stanem nadzwyczajnym. I nie ma takiego organu, który mógłby odwołać wybory. A więc nie były odwołane, ale nie doszło do głosowania i nikt nie został wybrany. Proces wyborczy został przerwany.

 

PKW nie odwołała wyborów? Wieczorem w dniu wyborów ogłosiła, że wybory się nie odbyły z powodu braku kandydatów.

 

PKW nie może odwołać wyborów. Przyznam, że nie rozumiem tej uchwały. PKW dokonała bardzo kreatywnej wykładni art. 293 Kodeksu wyborczego, uznając, że skutki nieprzeprowadzenia wyborów z powodów organizacyjnych są takie same jak skutki braku kandydatów na urząd prezydenta. W rozumieniu PKW „rak jest rybą”. Nie widzę żadnego oparcia w przepisach dla takiej fikcji prawnej, zwłaszcza że kandydatów nie brakuje.

 

Mnie to przypomina sytuację, gdy prezydent Andrzej Duda odmówił zaprzysiężenia sędziów do Trybunału Konstytucyjnego, a premierzy Szydło i Morawiecki odmawiali publikacji wyroków TK.

Zgadzam się. I to też jest delikt konstytucyjny. Jeśli władza w ten sposób lekceważy fundamentalne obowiązki wynikające z konstytucji, to znaczy, że lekceważy podstawy ustroju państwa.

 

Kto jest za to odpowiedzialny? PKW?

 

PKW odebrano możliwość przeprowadzenia wyborów, odbierając jej kompetencje ustalenia wzoru kart do głosowania i zlecenia ich druku. A także „zawieszono” możliwość publikowania obwieszczeń wyborczych. Nie da się przeprowadzić wyborów bez zawiadomienia obywateli, kiedy, gdzie i jak mają głosować. A ostatnią ustawą, „pocztową”, w związku z utworzeniem gminnych komisji wyborczych rozwiązano powołane wcześniej komisje obwodowe.

 

Czyli PKW jest w porządku?

 

Jak chodzi o nieprzeprowadzenie wyborów – tak, jest bez winy. Ale ja bym zarzucił jej co innego: to, że nie protestowała przeciwko odbieraniu jej uprawnień, przeciwko trybowi uchwalania nowych przepisów wyborczych i przeciwko samym przepisom, które łamią konstytucyjne zasady przeprowadzania wyborów. Spodziewałbym się jasnych oświadczeń PKW w tej sprawie, a tymczasem przewodniczący PKW stwierdził w piśmie do Senatu, że rolą Komisji jest stosowanie przepisów, a nie ich ocenianie. Zresztą: skoro tak deklaruje, to stosowanie przepisów nie powinno być tak „kreatywne” jak w ostatniej uchwale, którą trudno mi zaakceptować.

 

Kto jest winien nieprzeprowadzenia wyborów 10 maja? Rząd?

 

Wytworzono taki stan prawny, że nikt nie odpowiadał za ich przeprowadzenie. PKW pozbawiono kompetencji. Przepisy upoważniające ministra Sasina do organizowania wyborów nie weszły w życie. Poczta Polska została zobowiązana jedynie do doręczenia pakietów wyborczych i do ich odebrania, czego nie mogła zrobić, skoro nie było pakietów.

 

Moim zdaniem w takiej sytuacji, w której nikt za nic nie odpowiada – odpowiada rząd. Na podstawie art. 146 konstytucji: „do Rady Ministrów należą sprawy państwowe nie zastrzeżone dla innych organów i samorządu terytorialnego”. Przeprowadzenie wyborów to jest zadanie, które powinno być wykonane. Na dwa dni przed wyborami minister Sasin nie miał uprawnień do organizowania czegokolwiek, bo przepisy nie weszły jeszcze w życie. Skoro obowiązek nie należy do nikogo, to znaczy, że należy do Rady Ministrów. Osobno można rozpatrywać odpowiedzialność tego, kto przeprowadzał czynności – zlecenie druku kart wyborczych – nie mając do tego uprawnień. Działanie bez podstawy prawnej to nadużycie władzy, czyli odpowiedzialność z art. 231 Kodeksu karnego. Ale to już pozostawiam ocenie prokuratury.

 

Rząd i PiS wskazują winnego tej sytuacji: Senat, który wykorzystał całe 30 dni na prace nad ustawą „pocztową”.

 

Senat wykorzystał termin, jaki dała mu konstytucja. Sejm i rząd powinny się z tym terminem liczyć. Ponadto Senat czasu nie marnował. Zrobił to, czego nie zrobił Sejm – przeprowadził konsultacje i zasięgnął opinii.

 

Wybory można by przesunąć, wprowadzając stan nadzwyczajny. Czy można mówić o odpowiedzialności Rady Ministrów za niewprowadzenie stanu nadzwyczajnego? Czy jest obowiązek jego wprowadzenia?

 

W art. 228 konstytucji – o stanach nadzwyczajnych – użyto sformułowania, że stan nadzwyczajny „może” zostać wprowadzony, jeżeli występują określone zagrożenia.

 

„Może”, czyli obowiązku nie ma?

 

Tu wchodzimy w interpretację konstytucji. Moim zdaniem jeśli organ państwa ma jakąś czynność do wykonania w przypadku zaistnienia określonych przesłanek, i te przesłanki zajdą, to powinien tej czynności dokonać. W tym wypadku wprowadzić stan nadzwyczajny. Do rozstrzygnięcia jest więc to, czy w związku z epidemią powstały szczególne zagrożenia i czy środki zwykłe są niewystarczające. Jeśli tak, to określenie „może wprowadzić” staje się obowiązkiem Rady Ministrów. Czyli: jeśli zaistnieją warunki do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego – należy go wprowadzić. Taki jest mój pogląd.

 

Czy można mówić o odpowiedzialności karnej prezesów Gowina i Kaczyńskiego za podżeganie rządu do nieprzeprowadzenia wyborów? Ich oświadczenie, że wyborów 10 maja się nie przeprowadzi, nie ma mocy prawnej, ale, jak widać, ma moc faktyczną: wyborów nie zorganizowano.
Byłbym w tej kwestii ostrożny. Niezorganizowanie wyborów jest, w mojej ocenie, deliktem konstytucyjnym. Nie ma przestępstwa polegającego na podżeganiu do deliktu konstytucyjnego. Prawa karnego nie można interpretować rozszerzająco. Poza tym obaj panowie nie pełnili w chwili zawierania porozumienia funkcji rządowych.

 

Czyli Jarosławowi Kaczyńskiemu znowu się upiecze?

 

Na to wygląda. Na tym polega ten układ: że osoba faktycznie rządząca nie odpowiada za nic.

 

A odpowiedzialność polityków PiS: za działania, które w sumie zaowocowały pozbawieniem nas prawa do wyboru prezydenta w konstytucyjnym terminie? I za forsowanie wyborów „pocztowych”, czyli sprzecznych z konstytucją? To politycy PiS wymyślają te przepisy i przepychają je w niekonstytucyjnym trybie przez Sejm. Można ich potraktować jak „zorganizowaną grupę przestępczą”?

 

Powtarzam, ja jestem przeciwnikiem naciągania prawa karnego, żeby zastosować je w polityce. Prawo karne jest do walki z przestępczością, a nie do walki politycznej.

 

Zgadzam się. Ale z drugiej strony, jeśli nikt nie poniesie żadnej – konstytucyjnej czy karnej – odpowiedzialności za nieprzeprowadzenie wyborów, to powstaje niezwykle groźny precedens: władza może po prostu nie organizować wyborów. Może wybierać dla wyborów dogodny dla siebie moment, kiedy ma wysokie poparcie – jak teraz w przypadku Andrzeja Dudy. A odroczenie wyborów może uzasadniać np. tym, że wybory dużo kosztują, a mamy kryzys i te pieniądze przydadzą się na dotacje i zasiłki.

 

Takie obawy są uzasadnione. Coś, co zdarzyło się raz, zawsze może się powtórzyć. Tylko pytanie, czy mechanizmy prawne mogą być skuteczne tam, gdzie władza nie przejmuje się prawem, a do rządzenia używa mechanizmów przemocy instytucjonalnej. Mamy nie rządy prawa, ale rządy nieskrępowanej prawem większości: „Mamy większość, więc uchwalamy, co chcemy, nie patrząc na konstytucję”.

 

Czy Sąd Najwyższy mógł orzec o nieważności wyborów, jeśli one się nie odbyły? Orzeka przecież o „ważności wyboru prezydenta”, a nikogo nie wybrano.

 

Uważam, że Sąd Najwyższy nie może orzec o ważności wyborów, które się nie odbyły. Także dlatego, że termin [30 dni] do podjęcia takiej uchwały biegnie od podania wyników wyboru do publicznej wiadomości, a wyników nie ma i nie będzie. Ale ostatnie słowo należy do Sądu Najwyższego.

 

Czy możemy składać protesty wyborcze, skoro wyborów nie było? I czy Sąd Najwyższy musi je rozpatrzeć?

 

Protest składa się przeciwko ważności wyboru prezydenta, a wyboru nie było. Konsekwencją poglądu, że Sąd Najwyższy nie może orzec o ważności wyboru prezydenta, którego nie wybrano, jest to, że protesty przeciwko wyborowi nie mają sensu, bo wybór nie nastąpił. To nie znaczy, że protestów nie można składać. Można – pytanie, co Sąd Najwyższy z nimi zrobi.

 

Można złożyć protest wyborczy o uniemożliwienie głosowania przez niezorganizowanie wyborów?

 

Na przykład. Tylko nie będzie to „protest wyborczy” w rozumieniu konstytucji i ustawy, bo protest może być tylko w sprawie „ważności wyboru prezydenta”, a nie w sprawie nieprzeprowadzenia wyborów. Ale Sąd Najwyższy będzie decydował, co z nimi zrobić. Gdyby w tych protestach powoływano się na przestępstwo, Sąd Najwyższy musiałby je przekazać prokuratorowi generalnemu. Jak prokuratura je potraktuje, to inna sprawa.

 

Gowin i Kaczyński, publikując swoje oświadczenie, że się porozumieli, napisali o „spodziewanym ogłoszeniu przez SN nieważności wyborów”.

 

Na pewno takie „spodziewanie się” konkretnego orzeczenia Sądu Najwyższego jest, delikatnie mówiąc, objawem lekceważenia, braku szacunku dla tego sądu. Właściwą reakcją orzeczniczą byłaby odmowa wydania „spodziewanego” orzeczenia.

 

Orzeczenie SN miało być, według władzy, podkładką do rozpisania kolejnych wyborów. Kiedy prezes Izby Kontroli Nadzwyczajnej Joanna Lemańska wypowiedziała posłuszeństwo, w sukurs władzy przyszła PKW, dając pani marszałek Sejmu możliwość ogłoszenia nowych wyborów.

 

Sugestię o pójściu PKW w sukurs władzy pozostawię bez komentarza.

 

Czy można zaskarżyć tę uchwałę PKW?

 

Przepis Kodeksu wyborczego, na który powołała się PKW, nie przewiduje możliwości odwołania. Nie wykluczam jednak, że w wypadku wniesienia skargi w trybie wyborczym przez pełnomocnika wyborczego Sąd Najwyższy zastosuje równie twórczą co PKW wykładnię prawa i przyjmie ją do rozpoznania.

 

Co, jeśli uchwała PKW zostanie zakwestionowana? Jaka będzie podstawa prawna do rozpisania nowych wyborów?

 

Tu musimy przejść do twórczej interpretacji konstytucji, która jest zawsze ryzykowna. Jeśli nie ma orzeczenia o nieważności wyborów, to nie ma podstaw do zarządzenia nowych wyborów. W takiej sytuacji, jeśli pominiemy teoretyczną możliwość dymisji prezydenta, moim zdaniem trzeba czekać do końca kadencji prezydenta Dudy [6 sierpnia].

 

Nie wystarczy przepis, który wszedł właśnie w życie z ustawą „pocztową” i który daje marszałkowi Sejmu prawo do przeniesienia wyborów na dwa inne konstytucyjne terminy: 17 lub 23 maja?

 

Nie, bo wybory zostały zarządzone na 10 maja i tego nie zmieniono przed 10 maja.

 

I te wybory, jak ustaliliśmy, odbyły się w formie niewyborów – bez głosowania.

 

Poza tym ten przepis o prawie marszałka do zmiany terminu jest niezgodny z konstytucją. M.in. dlatego, że ci, którzy skończą 18 lat między 10 a 17 czy 23 maja, nie zdążą zarejestrować się jako wyborcy. A ci, którzy w tym czasie nabędą bierne prawo wyborcze i mogliby startować jako kandydaci, nie będą mieli szansy tego zrobić. To narusza prawa wyborcze obywateli. Wreszcie: wiadomo, że te wybory są technicznie nie do przeprowadzenia ani za tydzień, ani za dwa. Natomiast uchwała PKW otworzyła marszałkowi Sejmu możliwość zarządzenia nowych wyborów w ciągu 14 dni z terminem głosowania w ciągu dni 60. Gdyby wprowadzono stan nadzwyczajny, spowodowałoby to przesunięcie także tych wyborów. Ale, jak powiedziałem, moim zdaniem uchwała PKW jest bezpodstawna.

 

Jeżeli mamy mówić o rozwiązaniach zgodnych z konstytucją i niebudzących wątpliwości prawnych, to moim zdaniem należałoby doczekać do końca kadencji prezydenta i potraktować ten dzień jako moment, w którym „opróżniony” został urząd prezydenta. Wtedy uruchamia się konstytucyjna procedura nowych wyborów z art. 128.

 

A kto wtedy sprawuje urząd prezydenta?

 

Moim zdaniem najwłaściwszą interpretacją konstytucji będzie uznanie, że marszałek Sejmu. Lub Senatu, jeśli marszałek Sejmu nie może. Art. 131 konstytucji mówi, że marszałek Sejmu tymczasowo wykonuje tę funkcję, m.in. w razie „nieważności wyboru prezydenta lub innych przyczyn nieobjęcia urzędu po wyborze”. Uważam, że opróżnienie urzędu wobec upływu kadencji jest najbliższe tych „innych przyczyn”.

 

Bardzo to zawiłe. A jeśli przyjąć, że prezydent sprawuje urząd do czasu przeprowadzenia nowych wyborów? Tak jak to jest w przypadku rzecznika praw obywatelskich? Konstytucja tego nie opisuje, odpowiedni przepis jest w ustawie o RPO.

 

Taka sytuacja jest niemożliwa, bo przedłużenie kadencji prezydenta musiałoby mieć wyraźną podstawę konstytucyjną, jak w przypadku stanu nadzwyczajnego. Moim zdaniem więcej argumentów przemawia za interpretacją, że funkcję prezydenta przejmuje marszałek, chociaż jest to interpretacja dyskusyjna.

 

Uważa pan, że nieprzewidzenie takiej sytuacji jak dzisiejsza to wada konstytucji?

 

Ja unikam takiego myślenia. Każdą konstytucję, każde prawo można złamać. Konstytucja jest uchwalana z założeniem, że władza będzie ją szanować i że będzie szukać w niej rozwiązań, także interpretując jej postanowienia, w najlepszej wierze, dbając o dobro wspólne. Nie ma konstytucji, która byłaby odporna na nadużycia. Gdyby władza przestrzegała konstytucji, to nie byłoby problemu, który dziś mamy: wprowadziłaby stan nadzwyczajny, odraczając wybory, lub by je przeprowadziła w konstytucyjnym terminie.

 

Wygląda na to, że zabrnęliśmy dalej, niż sięga wyobraźnia. Kto powinien wskazać kierunek rozwiązań i nie być postrzeganym jako strona sporu?

 

Instytucje kontrolne straciły autorytet. Rozmaite stowarzyszenia prawników też zostały naznaczone jako strony sporu. Można pójść tropem eksperckim. I tu widzę ewentualnie Instytut Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, gdzie są eksperci o różnych poglądach. Ewentualnie rady uniwersyteckich wydziałów prawa. Ich pogląd byłby, oczywiście, niewiążący, ale poparty eksperckim, naukowym autorytetem.

 

Ale, niestety, wszystkie autorytety – eksperckie i instytucjonalne – zostały w Polsce zniszczone w wyniku działań polityków. I to nie tylko w ostatnich latach. W tej sytuacji zwycięża nie prawo, nie dobro wspólne, tylko interes silniejszego.

 

***

 

Janusz Niemcewicz – były członek PKW z ramienia Trybunału Konstytucyjnego (2010–19), sędzia TK (2001–10) i wiceprezes TK, były wiceminister sprawiedliwości (1997–2001), poseł Unii Demokratycznej (1993–97), adwokat, obrońca opozycji w stanie wojennym.

 

Polityka 20.2020 (3261) z dnia 12.05.2020; Rozmowa Polityki; s. 13. Oryginalny tytuł tekstu: „Na nieznanych wodach”. AO dziękuje za możliwość przedruku.



Autor


Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa…


Więcej

Opublikowany

1 czerwca 2020







Inne artykuły tego autora

04.09.2020

Siedlecka: W sprawie Rzecznika Praw Dziecka opozycja idzie w ślady Ordo Iuris

04.06.2020

Siedlecka: Stan postprawia. TK Przyłębskiej przyklepał neosędziów

06.04.2020

Siedlecka: Szaleńcze mutacje wyborczego wirusa w PiS

21.02.2020

Neo-KRS, mąż, kochanka i żona

11.02.2020

Nawacki – wzór sędziego „dobrej zmiany”. Zawdzięcza partii wszystko

11.02.2020

Siedlecka: Kto w Polsce sądzi gwałciciela i zabójcę dziecka? Sędzia czy opinia publiczna?

21.01.2020

„Kasta”, czyli niewybuch w TVP. Kapcie widzom nie spadły

20.12.2019

Siedlecka: Wojna sędziów z władzą PiS. Jest szansa na zwycięstwo

13.12.2019

Siedlecka: PiS ogłasza sędziom stan wojenny, ale jest skazany na porażkę

11.12.2019

Siedlecka ostrzega opozycję: Banasia nie można postawić przed Trybunałem Stanu

09.12.2019

Siedleckiej osobiste pożegnanie z Trybunałem: Pogrąży się we własnym bagnie

06.12.2019

Izby Relaksu w Sądzie Najwyższym, czyli gdzie szukać „nadzwyczajnej kasty”

28.11.2019

Siedlecka ujawnia: Rząd chce powołać anty-Bodnara. Będzie wiceministrem u Ziobry

21.10.2019

Sędzia dubler wzywa Przyłębską do dymisji. Konflikt w Trybunale Konstytucyjnym

29.09.2019

Siedlecka: Jaka „Kasta”, jaki Banaś? Nie ma sprawy, czyli parodia państwa

29.09.2019

Cztery lata rządów PiS: Straciliśmy renomę państwa praworządnego

31.08.2019

Siedlecka: Sędziowie nie chcą orzekać z bohaterami afery farmy trolli w resorcie Ziobry

10.07.2019

Prosty banan sędziego Dudzicza. Składam doniesienie do rzecznika dyscyplinarnego

20.05.2019

Zaostrzenie kodeksu karnego, czyli pedofilia wyborcza

20.05.2019

Groteska nadgorliwości



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200