Adam Bodnar: Norweski sąd rejonowy orzekł, że nie może zaufać polskim sądom

Udostępnij

Polski prawnik i nauczyciel akademicki, doktor nauk prawnych, działacz na rzecz praw człowieka, w latach 2010–2015 wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw…

Więcej

Kilka dni temu norweski sąd rejonowy w Vestfold ogłosił, że nie zamierza wydać Polsce osoby poszukiwanej w sprawie narkotykowej. Stwierdził, że przeszkodą jest stan praworządności – sąd nie może zaufać polskim sądom, że będą orzekały w sposób niezależny i bezstronny. To orzeczenie powinno być mocnym sygnałem ostrzegawczym dla władz polskich.   Norwegia nie należy do […]



Kilka dni temu norweski sąd rejonowy w Vestfold ogłosił, że nie zamierza wydać Polsce osoby poszukiwanej w sprawie narkotykowej. Stwierdził, że przeszkodą jest stan praworządności – sąd nie może zaufać polskim sądom, że będą orzekały w sposób niezależny i bezstronny. To orzeczenie powinno być mocnym sygnałem ostrzegawczym dla władz polskich.

 

Norwegia nie należy do Unii Europejskiej, jednak w zakresie stosowania instytucji europejskiego nakazu aresztowania jest objęta specjalną umową regulującą współpracę z Unią. Nie wchodząc w szczegóły, skoro fizyczne granice pomiędzy Norwegią a UE są praktycznie zniesione, to konieczne jest dodatkowe określanie współpracy w ściganiu przestępców.

 

ENA to bardzo ważny instrument polityki karnej w Unii. Jego istota sprowadza się do następującej konstrukcji. Skoro tworzymy otwartą przestrzeń w ramach UE, skoro pozwalamy podróżować i przemieszczać się między państwami członkowskimi praktycznie bez ograniczeń, to musimy tworzyć środki bezpieczeństwa. Bo z tej wolności przemieszczania się korzystają nie tylko uczciwi robotnicy, naukowcy, lekarze, przedsiębiorcy, studenci, turyści, ale także osoby ścigane czy podejrzane o popełnienie przestępstwa. Oskarżany o zabójstwo Kajetan P. szybko wyjechał z Polski i został zatrzymany dopiero na Malcie. Podobnie zachowuje się wiele osób. Z dnia na dzień mogą zamienić swoje małe polskie miasteczko na plażę w Algarve, byle tylko starczyło im gotówki na paliwo.

 

Dlatego państwa członkowskie postanowiły współpracować. Temu służy ENA. Nie ma znaczenia, gdzie znajduje się osoba poszukiwana. Zawsze może być zatrzymana i sprowadzona do państwa, w którym powinna zostać przekazana wymiarowi sprawiedliwości i osądzona (albo zmuszona do odbycia kary, jeśli np. uciekała przed więzieniem). Decyzję podejmuje sąd w tym państwie, w którym dana osoba została zatrzymana.

 

Stosowanie ENA opiera się na idei wzajemnego zaufania. Państwa członkowskie uznają, że mają zbliżone standardy funkcjonowania całego systemu wymiaru sprawiedliwości, zapewniające podsądnym równoważny poziom ochrony i gwarancji rzetelnego procesu. Systemy mogą się różnić co do procedur, terminów postępowania, zakresu odpowiedzialności za poszczególne czyny. Ale co do zasady powinny być podobne. Dzięki temu możliwe jest uruchomienie całego mechanizmu współpracy pozwalającego, aby w sposób uproszczony – w stosunku do tradycyjnej procedury ekstradycyjnej – wydać daną osobę państwu, w którym powinna być osądzona.

 

Słowem, jeśli spełnione są warunki formalne, to decyzja jest w zasadzie automatyczna. Sąd wyraża zgodę na wydanie danej osoby, jest ona najczęściej odwożona na lotnisko i pod nadzorem policji transportowana do innego państwa. Tam jest oddawana w ręce lokalnych władz i oczekuje w areszcie tymczasowym na osądzenie.

 

Przepisy ENA wymagają zbadania kilku kwestii formalnych, zanim decyzja o wydaniu zostanie podjęta. Chodzi o sprawdzenie, czy nie mamy do czynienia z wyjątkiem, który uniemożliwia zastosowanie takiej instytucji. Wyjątki są ściśle określone, dotyczą np. zwolnienia z odpowiedzialności, ponieważ czyn został objęty amnestią, czy też przeciwnie – osoba już została za ten czyn prawomocnie skazana w innym państwie Unii (ne bis in idem). Na tym często polega rola lokalnych prawników – wykazanie, że dana sprawa po prostu nie spełnia wymogów ENA.

 

W kontekście współpracy opartej na zaufaniu raz na jakiś czas między państwami członkowskimi iskrzy. Przed pięciu laty Trybunał Sprawiedliwości UE, który musi czasami interpretować wątpliwe sprawy dotyczące ENA, zajmował się sprawami obywateli Węgier oraz Rumunii. Zostali zatrzymani w Niemczech na podstawie ENA. Sąd w Bremie powziął jednak wątpliwość, czy może ich wydać do Węgier i Rumunii, gdyż taka decyzja mogłaby skutkować naruszeniem ich praw podstawowych. Dlaczego? Ponieważ warunki w więzieniach węgierskich i rumuńskich nie spełniały wymogów humanitarnego traktowania. TSUE doszedł do wniosku, że należy to zbadać. Sąd zatem nie może przyjmować automatycznie, że więzienia i areszty działają zgodnie ze standardami – jeżeli pojawiają się wiarygodne informacje, że tak może nie być, musi to dokładnie przeanalizować. Słowem, okazujemy wzajemne zaufanie, ale pozostajemy ostrożni i sprawdzamy, bo różne okoliczności wskazują na to, że to nasze zaufanie może zostać nadużyte.

 

Tego typu myślenie zaczęło się także kilka lat temu w sprawach polskich. Dotyczyło jednak nie warunków w polskich więzieniach (choć wielu polskich obywateli „ściąganych” z Wielkiej Brytanii próbowało na tym opierać argumentację), lecz funkcjonowania sądów. Pierwszy wystrzał armatni nastąpił z ławy sędziowskiej sędzi Aileen Donnelly z Irlandii.

 

TSUE, odpowiadając na to pytanie, ale także na kolejne pytania sądów innych państw członkowskich (zwłaszcza holenderskie), nigdy nie stwierdził, że niemożliwe jest wydawanie osób do Polski na podstawie ENA. Ale za każdym razem formułował test prawniczy, który musi być przeprowadzony przed podjęciem decyzji. Sąd wydający musi sprawdzić, czy w konkretnej sprawie nie istnieje zagrożenie dla prawa oskarżonego do osądzenia przez niezależny sąd. Upraszczając, jeśli nie ma jakichś szczególnych okoliczności wskazujących na zachwianie niezależności sądu w konkretnej sprawie (np. konferencja prasowa ministra sprawiedliwości odsądzająca od czci i wiary osobę poszukiwaną, a także skład sędziowski, na który minister mógł mieć istotny wpływ), trzeba zgodzić się na wydanie danej osoby. Należy to jednak dokładnie sprawdzić. Nie ma już automatyzmu, jest procedura, która musi zostać wypełniona.

 

Rozstrzygnięcia TSUE są uznawane za dość zachowawcze. Jednak chodziło w nich przede wszystkim o wysłanie sygnału ostrzegawczego. Sądy państw członkowskich mają prawo się dopytywać. Patrzymy polskim władzom i sądom na ręce. Niepokoi nas sytuacja w sądownictwie. Kończymy z automatyzmem. Ale jednak co do zasady nie zaprzestajemy współpracy w zakresie ENA. Podobnie orzekał norweski sąd najwyższy – nawet jeśli mamy wątpliwości dotyczące systemu powołań sędziów czy mechanizmów odpowiedzialności dyscyplinarnej, to jednak dalej współpracujemy z polskimi sądami.

 

Problem w tym, że sytuacja w Polsce w zakresie funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości się nie polepsza. Z każdym tygodniem rząd okazuje coraz większe lekceważenie wyrokom TSUE, kolejni sędziowie są zawieszani lub przenoszeni pomiędzy wydziałami, zapowiadane są zmiany, których treść mrozi krew w żyłach. Narasta konflikt z Unią. Na razie nic nie wskazuje, że sędziowie będą działali w bardziej praworządnych warunkach, z gwarancjami pełnej niezależności.

 

Świat to widzi. Stąd reakcja sądu rejonowego w Vestfold. Sąd zakwestionował dotychczasowe orzecznictwo TSUE oraz norweskiego sądu najwyższego. Stwierdził, że „musimy w Norwegii zadać pytanie o domniemanie, czy w Polsce wciąż gwarantowane jest prawo do rzetelnego procesu, skoro system dyscyplinarny w stosunku do sędziów wpływa na ich niezależność oraz bezstronność. Tym samym musimy zadać pytanie, czy wydawanie osób do Polski nie powinno być w ogóle zawieszone”.

 

Przed TSUE toczą się kolejne sprawy dotyczące stosowania ENA w wyniku pytań skierowanych przez sądy irlandzkie i holenderskie. Trybunał w Luksemburgu może zmienić podejście i powiedzieć twardo – to już nie jest moment na stosowanie jakichkolwiek testów, tylko po prostu trzeba wstrzymać wykonywanie ENA. Tak jak to zrobił sąd rejonowy w Vestfold. Słowem, Polsce grożą nie tylko sankcje finansowe, ale także zablokowanie jednego z najważniejszych mechanizmów współpracy między państwami członkowskimi.

 

Powstaje pytanie, jak wtedy rząd będzie sobie z tym radził. Co powie ofiarom przestępstw, kiedy sprawcy będą bez żadnych przeszkód wyjeżdżali do innych państw członkowskich i nie będzie można ich sprowadzić do Polski celem osądzenia? Czy na tym ma polegać osławiona walka o bezpieczeństwo obywateli? Czy wszystko znowu zostanie sprowadzone do oskarżeń, że winna jest Unia? A może rząd wprowadzi kontrole na granicach, aby sprawdzać, kto wyjeżdża z Polski, po co i dlaczego. Bo skoro rezygnujemy ze współpracy pomiędzy państwami członkowskimi opartej na zaufaniu, to musimy wprowadzić środki zaradcze. Czy istnieją jakieś inne niż sprawdzanie paszportów każdej osoby wyjeżdżającej z Polski?

 

Drogi Premierze, bo do Pana piszę te słowa: pull up, pull up, pull up. Czas najwyższy. Chodzi nie tylko o pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy, ale o normalne, zwyczajne funkcjonowanie w Unii Europejskiej. Bez fizycznych granic. Bo właśnie także dzięki zasadzie wzajemnego zaufania, która łączy sądy, tych granic nie mamy.

 

 



Autor


Polski prawnik i nauczyciel akademicki, doktor nauk prawnych, działacz na rzecz praw człowieka, w latach 2010–2015 wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw…


Więcej

Opublikowany

5 listopada 2021






Inne artykuły tego autora

10.07.2022

Jest więcej spraw, w których pewnie też się dowiemy o jakichś mailach i odwiedzinach w TK

08.11.2021

Laudacja Inicjatywy Wolne Sądy z okazji przyznania Europejskiej Nagrody Obywatelskiej

20.11.2020

Bodnar: Władza pokazuje, że można próbować go złamać. Tuleya, to nie jest jeden z wielu sędziów

18.11.2020

Bodnar: Co Unia Europejska i Rada Europy robią i mogą zrobić w sprawie praworządności w Polsce

08.11.2020

Bodnar o przyczynach buntu kobiet: Wstyd za własne autorytarne państwo i zaduch kadzidła

13.08.2020

Bodnar w Senacie o Polsce: Coraz bardziej wydrążona demokracja i coraz bardziej świadomi obywatele

30.07.2020

Bodnar: „Wypowiedzi władz świadczą o braku wiedzy o konwencji i braku szacunku dla pokrzywdzonych”

10.07.2020

Bodnar dla OKO.press: Grozi nam los salami, odcinanie demokracji plasterek po plasterku [WYWIAD]

10.07.2020

Oświadczenie Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie debaty prezydenckiej

10.05.2020

Adam Bodnar: Daliśmy z siebie za mało. Rozleniwiło nas poczucie, że „przecież nikogo nie zamykają”

02.04.2020

Oświadczenie RPO: „Konstytucja ratuje państwo i społeczeństwo”

16.03.2020

Bodnar o czasie epidemii: Odłóżmy to, co nas dzieli. Czas na wzajemną pomoc i dbanie o najsłabszych

09.03.2020

Bodnar mówi Osiatyńskim: „Jestem feministą”

15.12.2019

Adam Bodnar przedstawia pięć drogowskazów dla Polski: „Przygotujmy się, zanim będzie za późno”

27.08.2019

Adam Bodnar. Mówią o nim: ostatni bastion normalnej Polski. Oraz rzecznik bestii

21.06.2019

Oświadczenie: Godności człowieka broniłem i będę bronił bez względu na okoliczności

29.04.2019

Bodnar: Wiktor Osiatyński byłby dumny z walki obywateli o praworządność w Polsce

01.04.2019

Bodnar o strachu. Zło, którego wszyscy doświadczamy

12.03.2019

Bodnar: Walka o niezależność sądownictwa nie skończyła się. Toczy się każdego dnia w każdym polskim sądzie

21.01.2019

Jak walczyć z mową nienawiści? 20 rekomendacji rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200