Jerzy Zajadło: Prawo a Sprawiedliwość. Partia oksymoronu

Udostępnij

prof. dr hab., filozof prawa, kierownik Katedry Teorii Filozofii Państwa i Prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, Laureat nagrody im. Edwarda…

Więcej

Użycie koniunkcji („i”) powoduje logiczny wniosek, że prawo jakoby nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością. Ale to filozoficzno-prawny absurd. Chodzi o urzeczywistnienie idei „sprawiedliwego prawa” na poziomie jego tworzenia i stosowania. Dlatego demokracja i podział władzy są nierozerwalnie związane z ideą rządów prawa.



Poniższy tekst pochodzi ze strony konstytucyjny.pl gdzie opublikowany został 2 lutego 2019 roku. Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość jego przedruku.

 

Fraza „Prawo i Sprawiedliwość” w nazwie partii politycznej prawnikom, a zwłaszcza filozofom prawa, od początku powinna się wydawać niebezpiecznie podejrzana. Sugeruje bowiem, że sprawiedliwość jest czymś odrębnym od prawa i odwrotnie.

 

Twórcy tej nazwy mogliby jej oczywiście bronić w ten sposób, że chodziło im o komplementarnie urzeczywistnianie zarówno prawa, jak i sprawiedliwości, ale to nie zmienia i nie niweluje terminologicznej konfuzji. Użycie formy koniunkcji („i”) powoduje bowiem logiczny wniosek, że prawo jakoby nie ma nic wspólnego ze sprawiedliwością, natomiast sprawiedliwość, przy wszystkich trudnościach z jednoznacznym zdefiniowaniem tego pojęcia, jest jakąś ideą realizowaną przy użyciu innych metod niż prawo, chociaż w warunkach państwa prawa nie bardzo wiadomo jakich. Można by oczywiście na to odpowiedzieć, że prawo to tylko sprawiedliwość formalna, a nam chodzi o sprawiedliwość materialną, ale ze wspomnianej wyżej nazwy partii politycznej nic takiego wprost nie wynika, a poza tym takie wytłumaczenie miało już w historii miejsce wielokrotnie i najczęściej kończyło się dramatycznie.

 

Te obawy powinny się jeszcze bardziej pogłębić po słynnym wywiadzie premiera Mateusza Morawieckiego dla Deutsche Welle – brytyjski dziennikarz Tim Sebastian otwierał szeroko oczy ze zdumienia, kiedy usłyszał, że prawo nie jest najważniejsze, ważniejsza jest sprawiedliwość. Tutaj mamy bowiem do czynienia nie tylko z odróżnieniem prawa od sprawiedliwości, lecz wręcz ze stopniowaniem ich wagi i znaczenia. Logiczny wniosek z tej wypowiedzi jest taki, że jej autor gotów jest poświęcić prawo na rzecz sprawiedliwości, co jednak w ustach szefa rządu z uwagi na treść przepisu art. 7 Konstytucji (Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa) brzmi dosyć osobliwie. Wprawdzie szef jego partii, o będącej przedmiotem tego felietonu nazwie, stwierdził ostatnio w kontekście raczej pejoratywnym, że „państwo prawa to bajka” [czytaj: bujda, blaga, fantazmat], ale szefowi rządu z uwagi na treść art. 2 Konstytucji (Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej) nie bardzo wypada nawet tego słuchać. Nawet jeśli istotnie chodzi tutaj o odróżnienie sprawiedliwości formalnej i materialnej, to w myśl tego przepisu także ta ostatnia ma być urzeczywistniana w ramach państwa prawa, ergo – ściśle określonymi środkami prawnymi, a nie bliżej nie określonymi metodami pozaprawnymi.

 

Można by oczywiście spróbować bronić premiera i twierdzić, że chodziło mu być może o słynną formułę Radbrucha, a zwłaszcza o tzw. tezę o rażącej sprzeczności (Konflikt między sprawiedliwością a bezpieczeństwem prawnym dałby się rozstrzygnąć w ten sposób, że prawo pozytywne, gwarantowane przez ustanowienie i władzę zachowałoby prymat nawet mimo niecelowości i niesprawiedliwej treści, chyba że ustawa w stopniu tak nieznośnym przeczy sprawiedliwości, że ta ostatnia musi ostatecznie przeważyć nad prawem niesprawiedliwym). Trudno wprawdzie oczekiwać od premiera biegłości w niuansach filozoficzno-prawnych, ale skoro publicznie tak kategorycznie formułuje swoje tezy, to trzeba mu coś wyjaśnić. Otóż Radbruch nigdy nie użyłby formuły „prawo i sprawiedliwość”, ponieważ sprawiedliwość była dla niego immanentną częścią idei prawa, obok pewności i celowości. Tym samym dla niego prawo było podstawową i właściwie jedyną formą urzeczywistniania sprawiedliwości,  ponieważ chodziło mu zwłaszcza o sprawiedliwość w znaczeniu równości wobec prawa, chociaż nie tylko.

 

Oczywiście, w ramach tak pojętej idei prawa może dochodzić, twierdził Radbruch, do antynomii, a najbardziej dramatyczna z nich to konflikt pewności prawa ze sprawiedliwością.  Odbywa się on jednak wewnątrz prawa, a nie obok niego, czy poza nim. Dlatego też formuła „prawo i sprawiedliwość” jest wewnętrznie sprzeczna w razie konfliktu tych wartości. Przyznanie prymatu sprawiedliwości nad prawem powoduje, że znika prawo, a jak znika prawo – znika też i sprawiedliwość. Ale i odwrotnie – odwrócenie tej preferencji powoduje, że prędzej czy później wylądujemy w formalizmie abstrahującym nie tylko od sprawiedliwości prawa, lecz także od sprawiedliwości wydanych na jego podstawie konkretnych decyzji. Tak więc ostatecznie formuła „prawo i sprawiedliwość”, mimo być może szlachetnych intencji jej twórców, okazuje się ułudą, w której gubimy zarówno istotę idei prawa, jak i istotę będącej jego częścią idei sprawiedliwości. Doświadczenia ostatnich kilku lat dobitnie tego dowodzą.

 

To, o czym wyżej  napisałem jest filozoficzno-prawnym elementarzem. Tak jednak bywa z elementarnymi problemami, że są z jednej strony najbardziej fundamentalne, z drugiej zaś bywają najbardziej skomplikowane. Tak jest i w tym przypadku – z problemem sprawiedliwości filozofia prawa zmaga się już od ponad dwóch tysięcy lat i trudno przypuszczać, by formuła „prawo i sprawiedliwość” miała być ostatecznym kamienieniem filozoficznym. Dzisiaj już wiemy, że nie chodzi o przeciwstawienie „prawa i sprawiedliwości”, ponieważ to filozoficzno-prawny absurd. Chodzi raczej o  komplementarne urzeczywistnienie idei „sprawiedliwego prawa” na poziomie jego tworzenia (treść, forma i deliberacja) i idei „sprawiedliwości prawa” na poziomie jego stosowania (wykładnia, argumentacja i procedura). Często pada pytanie, dlaczegóż to demokracja i podział władzy mają być jakoby nierozerwalnie z ideą rządów prawa. No właśnie dlatego.



Autor


prof. dr hab., filozof prawa, kierownik Katedry Teorii Filozofii Państwa i Prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, Laureat nagrody im. Edwarda…


Więcej

Opublikowany

6 lutego 2019







Inne artykuły tego autora

30.12.2018

Analiza: Niedemokratyczne państwo bezprawia

20.12.2018

Jerzy Zajadło o przemówieniu Andrzeja Dudy w TK: Agresja urażonej megalomanii

17.12.2018

Jerzy Zajadło: Co po kryzysie konstytucyjnym? Sięgnijcie do Fullera

15.11.2018

Jerzy Zajadło: Nihil hoc ad ius, ad Deram

11.11.2018

Jerzy Zajadło: Sąd sądem (bez znanego podtekstu)

29.10.2018

Jerzy Zajadło: Prawoznawstwo: gdy rozum śpi, budzą się demony pseudonauki

25.10.2018

Jerzy Zajadło: Kazus Hanny Zdanowskiej w pułapce reguł kolizyjnych

23.09.2018

Prawoznawstwo – broń się! [FELIETON]

17.06.2018

Pytania referendalne – konstytucyjny dyletantyzm czy polityczna manipulacja?

01.03.2018

Sprawiedliwość tranzycyjna po PiS-ie?

01.03.2018

Taniec nad otchłanią. Poezja na nasze czasy, której nie ma w prezydenckiej Antologii Niepodległości

15.02.2018

Polska pod pręgierzem formuły Radbrucha

09.02.2018

Receptura konstytucyjnego zamachu stanu

07.11.2017

Komisja weryfikacyjna jako sądowy specorgan

23.10.2017

Strażnicy konstytucyjnej aksjologii, czyli co może zrobić sędzia



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200