Trzy katastrofy, które nas czekają, jeśli prezydentem zostanie Andrzej Duda

Udostępnij

Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). Prawniczka oraz aplikantka adwokacka w Okręgowej Izbie Adwokackiej w Warszawie.

Więcej

Jeśli wybierzemy prezydenta bezkrytycznie podpisującego to, co uchwali rządząca większość, czekają nas kolejne legislacyjne katastrofy. Trzy z nich łatwo przewidzieć, bo rządzący sami je zapowiadają.



Jeśli na fotelu prezydenta nie zasiądzie osoba będąca rzeczywistym strażnikiem konstytucji, grozi nam ostateczna likwidacja sądów niezawisłych od polityków, podporządkowanie Rzecznika Praw Obywatelskich obozowi władzy oraz atak na niezależność prywatnych mediów.

 

Weryfikacja niepokornych sędziów

 

O planach tzw. spłaszczenia struktury sądownictwa mówiono od dłuższego czasu, jednak więcej konkretów usłyszeliśmy dopiero 8 lutego 2020 r. na konwencji Solidarnej Polski. Politycy związani z formacją Zbigniewa Ziobry jasno stwierdzali w wystąpieniach, że „reforma sądownictwa PiS” jeszcze się nie zakończyła. Zamach na Trybunał Konstytucyjny, KRS oraz Sąd Najwyższy, wprowadzenie tzw. ustawy kagańcowej – wszystkie te elementy składające się na destrukcję praworządności ma zwieńczyć bowiem w najbliższej przyszłości zapowiedziany projekt kolejnych „reform”.

 

„Mamy dzisiaj rozbudowany, niemalże bizantyjski system sądownictwa – cztery poziomy. Dlatego proponujemy zmianę w postaci spłaszczenia struktury, likwidacji tej rozbuchanej struktury sądownictwa, wprowadzenie dwóch instancji, jednolite stanowisko sędziowskie i łatwiejsze drogi awansowe dla sędziów pracowitych, rzetelnych, których mamy ogromną liczbę”.

 

Ten cytat pochodzi od Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości oraz pełnomocnika rządu ds. praw człowieka. Co kryje się pod pomysłem całkowitej reorganizacji sądownictwa powszechnego? Zgodnie z art. 180 ust. 5 Konstytucji RP w razie zmiany ustroju sądów lub zmiany granic okręgów sądowych wolno sędziego przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku z pozostawieniem mu pełnego uposażenia.

 

W praktyce oznacza to, że aby doprowadzić do ponownej weryfikacji niewygodnych politycznie sędziów, wystarczy zmienić ustrój sądownictwa. Wprowadzenie nowego ustroju i stopni zawodowych sędziów wiązać się będzie z ponownym ich przypisywaniem do innych sądów. Będzie oznaczać powtórną weryfikację sędziów przez polityków, a jeżeli zostanie ona przeprowadzona na wzór zmian dokonywanych w 2016 r. w prokuraturze, to może doprowadzić do nagradzania i karania sędziów ze względu na interesy polityczne rządzących.

 

Władza przejmie urząd Rzecznika Praw Obywatelskich

 

Przyzwyczailiśmy się już również do zmian wprowadzanych błyskawicznie do ustaw, które uniemożliwiają lub utrudniają wprowadzenie rozwiązań zgodnych z oczekiwaniami rządzącej partii. Tak wydarzyło się m.in. przy okazji nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym.

 

Do 14 lutego 2020 r., zgodnie z art. 183 ust. 3 Konstytucji RP, pierwszego prezesa Sądu Najwyższego powoływał prezydent RP na sześcioletnią kadencję spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. W ramach tzw. ustawy kagańcowej wprowadzono jednak dodatkowy art. 13a do ustawy o Sądzie Najwyższym, który umożliwił dokonanie wyboru „pełniącego obowiązki” pierwszego prezesa Sądu Najwyższego w razie, gdyby przedstawieni kandydaci zostali wybrani, w ocenie Prezydenta RP, wbrew przepisom.

 

Jest uzasadniona obawa, że podobne zmiany zostaną wprowadzone do ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich. Kadencja Adama Bodnara, obecnego RPO, kończy się 9 września 2020 r.

 

Do jesiennych wyborów 2019 r. PiS mógł być pewny, że wybór kandydata odpowiadającego partii to czysta formalność. Dziś na przeszkodzie stoi obowiązek uzyskania zgody Senatu RP (art. 209 ust. 1 Konstytucji RP). Jednakże można przeprowadzić nowelizację ustawy o RPO, która określa szczegółowy tryb powoływania Rzecznika. Wystarczy wykreślić art. 3 ust. 6 ustawy o RPO (który zakłada, że dotychczasowy Rzecznik pełni swoje obowiązki do czasu objęcia stanowiska przez nowego Rzecznika), a następnie wprowadzić przepis wzorowany na art. 13a ustawy o Sądzie Najwyższym.

 

Oznaczałoby to wprowadzenie niekonstytucyjnej instytucji „pełniącego obowiązki RPO” do momentu zatwierdzenia nowej kandydatury przez Senat. Co ważne, w rzeczywistości nie wiemy, jak długo by to trwało. Kandydat nieakceptowany przez Senat mógłby więc przez ten okres pełnić rolę swoistego uzurpatora.

 

Kandydat obozu opozycyjnego, który wielokrotnie opowiadał się po stronie państwa prawa, nie podpisałby takiej zmiany. Instytucję „pełniącego obowiązki” wprowadzono również do Trybunału Konstytucyjnego, co skutkowało obsadzeniem w tej roli obecnej prezes TK Julii Przyłębskiej.

 

Należy pamiętać, iż jednym z powtarzających się nazwisk na giełdzie następców Adama Bodnara jest obecny wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł (współodpowiedzialny m.in. za zmiany w ustawach sądowych i kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego). Jest wielce prawdopodobne, że właśnie z tego powodu powołano go na pełnomocnika rządu ds. praw człowieka w grudniu 2019 r. (wcześniej nie było takiej instytucji). Innym nazwiskiem przewijającym się w doniesieniach medialnych pozostaje poseł Przemysław Czarnek, znany z homofobicznych komentarzy oraz nazywania ludzi protestujących w obronie wolnych sądów „potomkami ubeków, sowietów i kapusiów”.

 

Koniec wolnych mediów

 

„Musimy się powoli zastanowić nad sytuacją mediów w Polsce, bo nad tym, co się teraz tu dzieje, nie możemy zupełnie przejść do porządku dziennego” – zapowiadał niedawno minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro, w reakcji na nieprzychylną dla władzy publikację, zamieszczoną w mediach prywatnych.

 

Ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda, 3 lipca 2020 stwierdził natomiast, że „gazeta »Fakt«, której właścicielem jest koncern o niemieckim rodowodzie, chce wpłynąć na wybory prezydenckie w Polsce; Niemcy chcą wybierać w Polsce prezydenta”.

 

Już 24 czerwca 2019 r. Walne Zgromadzenie Towarzystwa Dziennikarskiego ostrzegało, że planowana od dawna „repolonizacja mediów” w praktyce może polegać na przejęciu udziałów zagranicznych właścicieli mediów przez spółki skarbu państwa, a więc firmy kontrolowane przez rządzących polityków.

 

W związku z tymi powtarzającymi się zapowiedziami polityków obozu władzy (ostatnio mówił o tym też minister Piotr Gliński) należy zadać sobie pytanie:  czy taką ustawę podpisze prezydent wywodzący się z opozycji?

 

Możemy wybrać człowieka, który to zablokuje

 

Opisane projekty to trzy potencjalne strzały wycelowane przez obóz władzy w instytucje demokratycznego państwa prawa. Państwo bez niezależnych sądów i niezwisłych sędziów, pozbawione konstytucyjnej ochrony praw i wolności, bez wolnych mediów – to kraj z papierową konstytucją, której nie sposób egzekwować.

 

Prezydent niezależny od partii rządzącej to z kolei szansa na prezydenckie weta dla ustaw sprzecznych z jej treścią. Szansa na ostatni bezpiecznik.

 

Artykuł ukazał się pierwotnie w „Gazecie Wyborczej”. Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość przedruku.



Autor


Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). Prawniczka oraz aplikantka adwokacka w Okręgowej Izbie Adwokackiej w Warszawie.


Więcej

Opublikowany

9 lipca 2020







Inne artykuły tego autora

28.07.2020

Można ciąć koszty, ale nie wartości

17.07.2020

Nacjonalizacja prywatnych mediów? Potrzebny podpis prezydenta

09.07.2020

Prawo do obrony pod znakiem zapytania

21.05.2020

Nowy rodzaj przemocy: legislacyjna. W butach prawa

17.04.2020

Bezkarność w czasach zarazy?

18.09.2019

Rząd PiS udaje, że rasizm i przestępstwa nim motywowane u nas nie występują. Więc nie ma sprawy



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200