Prezydent Duda: Konstytucja 3 maja została uchwalona “balansując na granicy prawa”. Jak było naprawdę?

Udostępnij

Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o…

Więcej

Prezydent Duda w wystąpieniu 3 maja przypomniał, że konstytucja 1791 roku została uchwalona przez patriotów, którzy aby ratować ojczyznę “balansowali na granicy prawa". To brzmi jak uzasadnienie tego, co robił, robi i będzie dalej robił PiS i sam Duda! Przypominamy, jak to wówczas było i sprawdzamy, jaki jest sens takiej analogii



Pełen tekst wystąpienia prezydenta można znaleźć na jego stronie internetowej – tutaj.  Całe jego przemówienie to próba przekonania Polaków do zmian w konstytucji, które Duda forsuje – nawet wbrew PiS – jako swój program polityczny.

 

227 lat temu – kiedy uchwalano Konstytucję 3 maja – Rzeczpospolita była krajem niesuwerennym i poddanym obcym wpływom. Patrioci, którzy chcieli uchwalenia konstytucji – mówił prezydent – wiedzieli, że kres niepodległego państwa bez podjęcia reform niechybnie nadejdzie (tego oczywiście nie wiemy, ale pozwólmy prezydentowi na taką figurę retoryczną).

 

Patrioci wiedzieli, że ta sytuacja prędzej czy później doprowadzi do całkowitego zniknięcia Polski. Marzyli o Polsce silnej, sprawiedliwej, która wróci na swoją pozycję, jaką miała w Europie XVI wieku. Jednego z największych państw europejskich, które potrafiło w XVII wieku pokonać pod Wiedniem Turków Osmańskich, które potrafiło ratować Europę. 

 

Prezydent wspominał, że miejscem spotkań stronnictwa dążącego do reform był Pałac Radziwiłłowski, dziś – Pałac Prezydencki. 227 lat temu – mówił –

 

Zebrali się tam patrioci, balansując na granicy prawa, walcząc o to, aby zmienić sytuację naszego kraju.

 

To zdanie kluczowe. Podczas uroczystości rocznicowych Konstytucji 3 maja mówi się zazwyczaj o jej zaletach – pierwsza w Europie, druga na świecie, wprowadziła w Rzeczypospolitej nowoczesny jak na ówczesne czasy rząd – ale rzadko przypomina się, że została uchwalona z naruszeniem procedur i nigdy w pełni nie weszła w życie.

 

Sprzeciw wewnątrz kraju był silny i wynikał nie tylko z naruszenia interesów magnatów, ale z poczucia radykalnego wywracania całego porządku społecznego do góry nogami. Rzadko się także wspomina, że ustawa przyjęta przed konstytucją – prawo o sejmikach – faktycznie ograniczało prawo głosu wyłącznie do szlachty posiadającej ziemię, a więc pozbawiało praw część potencjalnych wyborców i zmniejszało odsetek ludności, który był uprawniony do głosowania.

 

Na czym polegało łamanie procedur w czasie uchwalania Konstytucji 3 maja?

 

Oddajmy głos świadkom – Antoniemu Siarczyńskiemu, sekretarzowi Sejmu Czteroletniego (jego książeczkę o uchwalaniu konstytucji, wydaną w 1791 roku, można w całości znaleźć tutaj) oraz pisarzowi i działaczowi politycznemu Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi (jego wspomnienia, wydane w 1880 roku, tutaj). Spośród historyków pisał o tym ostatnio zajmujący się sprawami polskimi Brytyjczyk Richard Butterwick, autor ogromnej, liczącej blisko tysiąc stron monografii o stosunku Kościoła do Sejmu Czteroletniego i jego reform.

 

Pisanie tekstu konstytucji zakończono w kwietniu 1791 roku. 3 maja publiczność warszawską ostrzeżono, że coś się dzieje, i zarówno galerie w Sejmie, jak i ulice wokół Zamku Królewskiego zapełniał tłum. Prof. Butterwick pisze (cytujemy za polskim wydaniem):

 

Na początku sesji odczytano kilka spreparowanych depesz, stwarzając wrażenie straszliwego zagrożenia dla niepodległości narodu, zanim Małachowski [marszałek sejmu] ogłosił, że projekt, który zbawi Rzeczypospolitą, był pod ręką. Wbrew normalnej procedurze został on odczytany prawie niezwłocznie, a wielu wzywało do uchwalenia go przez aklamację, tu i teraz.

 

Podniosły się jednak głosy protestu. W efekcie posiedzenie sejmu się przeciągało. Pod wieczór na ulicach zmęczony i zniecierpliwiony tłum wznosił już głośne okrzyki, wzywające do zaprzysiężenia proponowanej konstytucji. Prof. Butterwick:

 

Król, w otoczeniu posłów i senatorów, stanął na krześle po to, aby być widzianym i wezwał biskupa krakowskiego do odczytania jego przysięgi. (…) Na wezwanie króla prawie cała izba poszła za jego przykładem w sąsiednim kościele św. Jana Chrzciciela.

 

Było to złamanie procedur. Konstytucję uchwalono tak, jak PiS uchwala swoje ustawy – jednego dnia, właściwie bez debaty. To dało później jej przeciwnikom powód do twierdzenia, że została uchwalona nielegalnie, a więc nie obowiązuje.

 

Sekretarz Sejmu, Antoni Siarczyński, usprawiedliwiał pośpiech zagrożeniem dla kraju. Zacytujmy, zachowując uroczą ortografię z epoki.

 

„Im bardziey nieprzyiaźna zawiść natężała chytrych sprężyn na zgubę naszą, tym silniey wzmagała się obywatelska gorliwość. (…) Trzebaż było w powolnym postępowaniu dać czas zdradzie, aby potym biedzić się trudnieyszą pracą w rozdzierzgnieniu węzła intrygi? Nie. Roztropność uprzedzić radziła. (…) W zwłoce dalszey było niebezpieczeństwo, w pośpiechu ocalenie. Ten był powód, prędzey, niżeliby z porządku rzeczy wypadało, wprowadzenia na dniu 3. Maja Projektu Ustawy Rządu”.

 

Oto i uzasadnienie: działaliśmy w stanie wyższej konieczności, musieliśmy uprzedzić opozycję – więc działaliśmy nielegalnie, ale za to dla dobra ojczyzny.

 

Dalej Siarczyński przekonuje, że co prawda konstytucja została uchwalona z naruszeniem reguł, ale za to jest znakomita. Projekt – pisze – “był skutkiem długiego namysłu, dziełem doskonałych uwag” oraz “wprzód zdań większością zeznaną w licznych podpisach Osób Seymuiących przyiętym, niżeli z formalności nabył mocy i świętości Prawa”.

 

Czyli: konstytucja jest tak doskonała i cieszyła się takim poparciem, że z tego powodu (a nie z powodów formalnych) “nabyła mocy i świętości” prawa.

 

W uchwalonym kilka dni później prawie w dodatku zagrożono wszystkim, którzy są “przeciwni” konstytucji, nawet tylko przez “przewrotne tłomaczenie”, ukaraniem przez sąd sejmowy za zdradę. Krytycy dostali wówczas dodatkową amunicję: mogli zasadnie twierdzić, że zwolennicy konstytucji łamią wolność słowa.

 

Opozycja przeciw konstytucji występowała w sposób niesłychanie teatralny i całkowicie nieskuteczny (co również może nam dzisiaj coś przypominać). Poseł gnieźnieński Jan Suchorzewski w proteście przeciwko wprowadzeniu dziedziczenia tronu wyprowadził na środek sali swojego dziewięcioletniego syna i zagroził:

 

„Zabiię własne dziecie, aby niedożyło niewoli, którą ten proiekt Krajowi gotuje”.

 

Jak zauważył zgryźliwie Niemcewicz – inny poseł, “ogromny Kublicki”, podniósł Suchorzewskiego i odsunął go, żeby nie mógł spełnić groźby. “Ogolić łeb wariatowi i odesłać do czubków” – miał wtedy powiedzieć o pośle biskup kamieniecki Adam Stanisław Krasiński.

 

Dokładnie taka sama argumentacja, jaką posługiwali się zwolennicy Konstytucji 3 maja, znalazła się w przemówieniu prezydenta Dudy 227 lat później. Przed ojczyzną są nowe zagrożenia i nowe wyzwania; konstytucja jest – przekonuje prezydent – potrzebna. Przodkowie uchwalili swoje wielkie dzieło “balansując na granicy prawa”. Może i my, PiS, możemy to zrobić? Działamy przecież, tak jak i oni, z troski o dobro Polski.

 

A jak Duda i PiS łamali prawo? I po co?

 

Łamanie prawa przez samego Dudę i cały obóz polityczny PiS, było setki razy opisywane w OKO.press i nie idzie tu o żadne balansowanie na granicy, ale pozbawione skrupułów przesuwanie granicy bezprawia. Ostatnio Dominika Sitnicka podsumowała, jak Duda kilkanaście razy złamał Konstytucję (Duda kilkanaście razy Konstytucję złamał, naciągał, sponiewierał. A teraz chce o niej debatować [raport OKO.press]”)

 

Metafora Dudy miałaby jeszcze jakiś sens, gdyby sytuację Polski wtedy i dziś dało się porównać.

 

Wówczas kraj otaczały trzy wrogie mocarstwa, które już raz dokonały jego rozbioru. Łamiąc prawo, patrioci próbowali uratować państwo.

 

Dziś Polsce nic nie grozi, wręcz przeciwnie pozycja międzynarodowa Polski w 2015 roku była lepsza niż kiedykolwiek w historii i dopiero polityka PiS ją osłabiła. Zresztą nawet sam prezydent Duda w przemówieniu nie wymienił ani jednego zagrożenia, które uzasadniałoby łamanie prawa.

 

Jedynym wyrazistym celem naruszania samych podstaw demokracji w Polsce było umacnianie władzy obozu, do którego prezydent należy. Trudno to uznać za cel patriotyczny, chyba że – zgodnie z propagandą PiS – utożsamimy partię z narodem i państwem (co zresztą nie jest wynalazkiem Kaczyńskiego – na tym opiera się dziś rosnący w siłę w Europie prawicowy populizm). Dopiero wtedy analogia Dudy nabiera sensu i wszystko się zgadza.

 

 



Autor


Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o…


Więcej

Opublikowany

7 maja 2018







Inne artykuły tego autora

23.08.2019

Resortowa „Kasta” kompromitowała sędziów tak, jak komuniści i SB opozycjonistów? Porównujemy metody

13.12.2018

IPN chciał „skonfiskować pamięć”. Ta ekspertyza obroniła ulice Warszawy przez szaloną dekomunizacją

16.11.2018

Prof. Bilewicz pozwany. Autor antysemickiego rysunku nie zgadza się na miano antysemity

12.04.2018

Cenzurowanie historii przez PiS przed Europejski Trybunał Praw Człowieka. Pozew prof. Machcewicza



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200