Prawoznawstwo – broń się! [FELIETON]

Udostępnij

prof. dr hab., filozof prawa, kierownik Katedry Teorii Filozofii Państwa i Prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, Laureat nagrody im. Edwarda…

Więcej

Na razie prawoznawstwo się jeszcze broni, ale nie można wykluczyć, że z czasem kosmiczne teorie tworzone instrumentalnie na potrzeby bieżącej polityki zaczną przenikać do dyskursu naukowego i infiltrować nauki prawne



Tytuł tego felietonu powinien właściwie brzmieć nieco inaczej, ale byłby zbyt długi – polskie prawoznawstwo, broń się, ponieważ jesteś w wielkim niebezpieczeństwie, grozi ci albo marginalizacja, albo ideologizacja. Obecna władza nie lubi bowiem prawników, ponieważ patrzą jej na ręce i wytykają punkt po punkcie przypadki łamania konstytucji.

 

Władza odpowiada więc w charakterystyczny dla siebie sposób defamacją całej tej grupy zawodowej: po pierwsze, prawnicy to zamknięta kasta dbająca wyłącznie o własne interesy a nie o dobro zwykłych ludzi; po drugie, prawnicy są podzieleni i właściwie jest tyle możliwych interpretacji prawa, ilu jest prawników; po trzecie, prawnicy są programowo przeciwni „dobrej zmianie”, ponieważ odsłania ich ciemne interesy i pozbawia ich niezasłużonych przywilejów; po czwarte, prawnicy w swoim destrukcyjnym imposybilizmie są hamulcem reform jakie niesie ze sobą „dobra zmiana”, tymczasem chcieć to móc, ergo – dajmy sobie spokój z prawnikami i oddajmy głos zwykłym ludziom etc. etc. etc.

 

Ten propagandowy bełkot dotknął w pierwszej kolejności sędziów, ale z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że przyjdzie czas także na inne grupy, w tym także prawników uczonych zajmujących się prawoznawstwem jako nauką i ta grupa szczególnie mnie tutaj interesuje.

 

Jak każda dziedzina wiedzy, także prawoznawstwo ma swoje paradygmaty, z których nie chce i nie powinno zrezygnować. Kształtowały się przez wiele stuleci tworząc pewien szkielet prawniczej roztropności (czyli jurysprudencji) i są dla prawników tym, czym np. dla chemików jest tablica Mendelejewa. To prawda, jest pewien imposybilizm w tworzeniu, wykładni i stosowaniu prawa, ale oznacza on coś zupełnie innego niż to, co w swoim populizmie zarzuca prawnikom obecna władza. To imposybilizm narzucający prawodawcy pewne formalne i materialne granice treści stanowionego prawa, a prawnikom – pewne zasady i reguły, których powinni przestrzegać w procesie stosowania i interpretacji. Tak więc w obrębie prawoznawstwa chwalebne „chcieć” nie może oznaczać  arbitralnego „móc”.

 

Tymczasem w ostatnich trzech latach w polskiej przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, które w istotny sposób naruszają te ustalone paradygmaty prawoznawstwa jako nauki. Jeśli ich autorami są politycy, to mogę je nie tyle usprawiedliwić, ale przynajmniej wytłumaczyć zwykła niewiedzą. Gorzej jeśli pochodzą od prawników, którzy mają akademicki status samodzielnych prawników naukowych – w tym przypadku niewiedza nie wchodzi w grę, pozostaje zła wiara i instrumentalne odzieranie prawoznawstwa z naukowości w imię realizacji bieżących celów politycznych. Towarzyszy temu charakterystyczna ambiwalencja – autorzy tych wypowiedzi nie powtarzają ich później w swoich poważnych opracowaniach naukowych, ponieważ paradoksalnie zdają sobie sprawę z ich absurdalności i nie chcą się narażać na śmieszność w środowisku innych uczonych.

 

Posłużmy się trzema przykładami, zostawiając jednak na boku nazwiska, ponieważ nie chodzi o autorstwo, lecz o treść jeżącą włos na głowach przedstawicieli nauk prawnych, zwłaszcza teorii i filozofii prawa. Pierwszy z nich pojawił się już na początku „dobrej zmiany”, dwa pozostałe pochodzą z ostatnich miesięcy i potwierdzają pewną eskalującą się tendencję.

 

Przykład numer jeden – to właściwie nie jest jedna wypowiedź, lecz raczej cały ciąg opinii towarzyszących uchwalaniu w grudniu 2015 roku zmian w ustawie o TK. Naruszeń paradygmatów prawoznawstwa był tam cały szereg, a wszystkie zmierzały do wpędzenia konstytucyjnego organu państwa w pewną logiczną pułapkę błędnego koła – możesz orzec o konstytucyjności przyjętej regulacji, ale na zasadach, które ona sama dyktuje. Najbardziej spektakularne w tamtej dyskusji, w którą włączyli się także niektórzy uczeni prawnicy, była próba uzasadnienia poglądu, iż można zmienić przepis art. 190 ust. 5 Konstytucji zwykłą ustawą przez doprecyzowanie jego treści. Przypomnijmy – przepis przewiduje, że orzeczenia TK zapadają większością głosów, w proponowanej ustawie zmieniono to na „większością dwóch trzecich”. Podstawowy argument z tamtej debaty brzmiał mniej więcej tak – dwie trzecie to też większość, a więc w czym problem? Wprawdzie wycofano się z tego później po orzeczeniu TK w tej sprawie, ale tak czy inaczej była to pierwsza próba uśpienia rozumu, by zbudzić demony pseudonauki.

 

Przykład numer dwa – oto w migawce telewizyjnej kandydat na sędziego SN posiadający stopień naukowy doktora habilitowanego zapytany o konstytucyjną sześcioletnią kadencję I Prezesa SN mówi tak: Przepis art. 183 ust. 3 Konstytucji nie jest przepisem żelaznym i należy go interpretować z uwzględnieniem obowiązujących ustaw. W świetle wspomnianych paradygmatów prawoznawstwa szokująca w tej wypowiedzi jest nie tyle pierwsza, co raczej druga jej część. Oczywiście, żaden przepis nie jest żelazny i można go uchylić bądź zmienić, pod warunkiem wszakże zachowania formy i trybu przewidzianych dla zmiany Konstytucji. Gorzej jest z drugim członem tej opinii, ponieważ tak naprawdę oznacza ona odwrócenie fundamentalnej reguły kolizyjnej lex superior derogat legi inferiori. Okazuje się bowiem, że to nie ustawy mają być interpretowane z zachowaniem konstytucyjnych standardów, lecz odwrotnie – to konstytucyjne standardy należy dopasować do obowiązujących ustaw, w tym przypadku właśnie uchwalonych zmian w ustawie o SN.

 

Przykład numer trzy – wysoki urzędnik kancelarii prezydenta, odpierając zarzuty o rzekomym łamaniu Konstytucji, sformułował następujący pogląd będący swoistą interpretacją przepisu art. 7 Konstytucji: Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Ale co to oznacza?  Jeżeli ktoś wykracza poza, to nie ma zakazu działania poza granicami prawa, ponieważ jest nakaz działania w granicach prawa. Nie ma przepisu prawnego zakazującego działania poza prawem, bo jest nakaz działania w ramach prawa. Ktoś może powiedzieć, że ten urzędnik jest wprawdzie również doktorem habilitowanym, ale nie jest prawnikiem, lecz politologiem. Jednakże kontekst tej wypowiedzi był taki, iż można było wnosić o raczej powszechnym przekonaniu co do słuszności tego poglądu nie tylko kancelarii, lecz także u samego prezydenta. Teoretykowi i filozofii prawa właściwie trudno nawet komentować to, co usłyszeliśmy, ponieważ trudno w ogóle złapać sens tej opinii. Trzeba by powrócić do elementarza modalności i takich pojęć jak nakaz, zakaz czy przyzwolenie wykładanego studentom pierwszego roku prawa w ramach wstępu do prawoznawstwa. Spuśćmy więc raczej zasłonę milczenia, ponieważ posługiwanie się w tym kontekście kategorią prawniczego paradygmatu mogłoby zabrzmieć jak sarkazm czy ironia, a przecież nikomu nie powinno być do śmiechu.

 

Te przykłady można mnożyć – na potrzeby bieżącej polityki jest świadkami narodzin różnych kosmicznych teorii np. w sprawie znaczenia lex specialis, pojęcia normy kompetencyjnej, mechanizmu wykładni systemowej, istoty zasady podziału władz, gwarancji niezależności sądów i niezawisłości sędziów etc. etc. etc.

 

Na czym polegają w tym kontekście wspomniane wyżej zagrożenia dla prawoznawstwa? Otóż moim zdaniem może to, chociaż nie musi, prowadzić do dwóch różnych czarnych scenariuszy.

 

Pierwszy polega na tym, że takich kosmicznych opinii będzie coraz więcej w przestrzeni publicznej, ale nie będzie to miało wpływu na samo prawoznawstwo, które obroni swoje paradygmaty. Może to jednak oznaczać niebezpieczne rozchodzenie się nauki i praktyki prawa. Niebezpieczne, ponieważ nauki prawne przestaną być teorią nadbudowywaną nad praktyką, utracą z nią kontakt i staną się teorią dla teorii. W dłuższej perspektywie musi to prowadzić do ich marginalizacji.

 

Drugi scenariusz wydaje się jeszcze smutniejszy. Na razie prawoznawstwo się jeszcze broni, ale nie można wykluczyć, że z czasem kosmiczne teorie tworzone instrumentalnie na potrzeby bieżącej polityki zaczną przenikać do dyskursu naukowego i infiltrować nauki prawne. Prawoznawstwo jest z istoty rzeczy nauką polityczności, w tym scenariuszu stanie się natomiast zideologizowanym instrumentem w walce politycznej. A to jest zasadnicza różnica – nauka polityczności to nie to samo co upolitycznienie nauki. W końcu wiemy coś o tym z nie tak odległej przeszłości.



Autor


prof. dr hab., filozof prawa, kierownik Katedry Teorii Filozofii Państwa i Prawa Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, Laureat nagrody im. Edwarda…


Więcej

Opublikowany

23 września 2018







Inne artykuły tego autora

07.12.2019

Prof. Zajadło: Ziobro wszczepi niemiecki implant z XIX wieku

31.10.2019

Prof. Zajadło o Igorze Tulei: nie zapomniał o etosie sędziego, który wyznaczają prawo, prawda i sprawiedliwość

02.08.2019

Prof. Zajadło: Państwo PiS poza granicą kulturową Europy. Siedem grzechów głównych

04.07.2019

Po co PiS-owi konstytucja? Po nic. Woli państwo bez prawdziwej Konstytucji

20.06.2019

Krótka historia pewnego pozwu

20.05.2019

Jerzy Zajadło: Widmo von Kirchmanna

20.05.2019

Jerzy Zajadło: Czy projekt ustawy może być deliktem konstytucyjnym? (Rdza na tarczy, kłonica zamiast miecza)

01.04.2019

Skarga nadzwyczajna w świecie sprawiedliwości i polityki

27.03.2019

Władza ponad władzą

20.02.2019

Jerzy Zajadło: Dlaczego podział władzy jest tak ważny?

06.02.2019

Jerzy Zajadło: Prawo a Sprawiedliwość. Partia oksymoronu

30.12.2018

Analiza: Niedemokratyczne państwo bezprawia

20.12.2018

Jerzy Zajadło o przemówieniu Andrzeja Dudy w TK: Agresja urażonej megalomanii

17.12.2018

Jerzy Zajadło: Co po kryzysie konstytucyjnym? Sięgnijcie do Fullera

15.11.2018

Jerzy Zajadło: Nihil hoc ad ius, ad Deram

11.11.2018

Jerzy Zajadło: Sąd sądem (bez znanego podtekstu)

29.10.2018

Jerzy Zajadło: Prawoznawstwo: gdy rozum śpi, budzą się demony pseudonauki

25.10.2018

Jerzy Zajadło: Kazus Hanny Zdanowskiej w pułapce reguł kolizyjnych

17.06.2018

Pytania referendalne – konstytucyjny dyletantyzm czy polityczna manipulacja?

01.03.2018

Sprawiedliwość tranzycyjna po PiS-ie?



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200