Wybory o wszystko: najsłynniejsze prezydenckie pojedynki III RP. Każdy był grą o demokrację

Udostępnij

Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o…

Więcej

Wałęsa i Tymiński. Wałęsa i Kwaśniewski. Kaczyński kontra Tusk. Już kilka razy w historii III RP wybory prezydenckie wydawały się obserwatorom grą o przyszłość demokracji w Polsce. Za każdym razem demokracja wychodziła z nich obronną ręką. Przypominamy emocje z tamtych czasów



Wielokrotnie w krótkiej trzydziestoletniej historii III RP komentatorom wydawało się, że stawką wyborów jest wybór pomiędzy demokracją i populizmem i dyktaturą.

 

Zawsze te obawy się nie sprawdzały – albo oskarżany o takie skłonności kandydat przegrywał, albo okazywał się po wyborach mniej groźny dla demokracji, niż pisali jego przeciwnicy. Emocjom sprzyjał osobisty charakter tych wyborów: głosowano na człowieka, a nie na partię.

 

Dziś emocje z tamtych czasów mało kto pamięta – warto więc je przywołać, żeby wiedzieć, czego się wówczas obawiano i spojrzeć na dzisiejsze lęki z pewnego dystansu. I jeszcze jedno – także wówczas media, w tym media publiczne, miały swoje sympatie, chociaż nigdy nawet nie zbliżyły się do tego natężenia propagandy, które panowało w TVP w ostatnich tygodniach kampanii 2020 roku.

 

Rok 1990: Wałęsa kontra Tymiński

 

Czego się bano: populizmu i „człowieka znikąd”

 

W 1990 roku obóz dawnej „Solidarności” był już bardzo głęboko podzielony. Trwała „wojna na górze” pomiędzy Lechem Wałęsą (i popierającymi go braćmi Kaczyńskimi) oraz elitami dawnej opozycji, które założyły kilka miesięcy później Unię Demokratyczną.

 

Wałęsa prowadził jak na tamte czasy bardzo brutalną kampanię wyborczą, w której m.in. pojawiały się wątki antysemickie. Jeden z biskupów poczuł się nawet zmuszony tłumaczyć, że „Mazowiecki ma drzewo genealogiczne wyprowadzone w oparciu o metryki chrztu aż do XV wieku, pokazywał mi je biskup płocki”.

 

Mazowiecki przegrał jednak nie tylko z Wałęsą, ale także z tajemniczym biznesmenem z Peru Stanem Tymińskim, który przeszedł do drugiej tury. Nie było jasne, jaki Tymiński ma program; na konferencjach prasowych pokazywał tajemniczą teczkę, w której miały się znaleźć materiały obciążające politycznych przeciwników albo rewelacyjne recepty na Polskę.

 

Bogaty i nieuwikłany w polskie spory biznesmen w oczach wielu Polaków symbolizował sukces – uważa politolog prof. Antoni Dudek.

 

Ostatecznie przeciwko Tymińskiemu wystąpiła prawie cała opozycyjna elita: na konferencjach prasowych atakowali go dziennikarze, a tuż przed wyborami TVP wyemitowała dokument, w którym oskarżała go, że bije żonę (przegrała proces, ale dopiero po wyborach). Wygrał Wałęsa, także dzięki poparciu Kościoła.

 

Rok 1995: Wałęsa kontra Kwaśniewski

 

Czego się bano? Jedni: postkomunizmu, drudzy: dyktatury Wałęsy

 

Wałęsa miał złe notowania jako prezydent: postrzegany był jako kłótliwy i umiarkowanie kompetentny, oskarżano go także o dyktatorskie zapędy. Podczas tzw. obiadu drawskiego z generałami na poligonie w Drawsku Pomorskim miał podważać kontrolę rządu nad armią (Wałęsa zaprzeczał tym zarzutom).

 

Był w ostrym konflikcie z kolejnymi rządami, zarówno solidarnościowymi, jak i postkomunistycznymi (w 1993 roku wybory wygrało SLD).

 

Mimo to w 1995 roku w wyborach większość dawnych elit opozycji – w tym krytykująca ostro Wałęsę „Gazeta Wyborcza” – namawiały do głosowania na niego, a nie na jego rywala, którym był Aleksander Kwaśniewski, lider SLD.

 

Tuż przed wyborami „Gazeta” opublikowała nawet zdjęcie prezydenta Wałęsy, który podczas wiecu wyborczego heroicznie rzucił się przez kordon ochroniarzy ratować omdlałą starszą panią.

 

Ostrzegano przed powrotem elit dawnego PRL oraz ustanowieniem na pół–autorytarnych rządów podobnych do tych, które istniały wówczas w krajach dawnego ZSRR, przed korupcją, zahamowaniem reform gospodarczych i odwrotem od integracji z Zachodem.

 

Mimo to Kwaśniewski wygrał, a ostrzeżenia zupełnie się nie sprawdziły – okazał się konsekwentnie prozachodnim prezydentem, a za jego dwóch kadencji Polska weszła do NATO (1999) oraz do Unii Europejskiej (2004).

 

Rok 2005: Tusk kontra Kaczyński (Lech)

 

Czego się bano: autorytarnego PiS

 

Po dwóch kadencjach Aleksandra Kwaśniewskiego wybory 2005 roku odbyły się w warunkach dramatycznego przetasowania na scenie partyjnej. SLD, skompromitowane aferami – w tym zwłaszcza aferą Rywina – przestało się liczyć, podobnie jak postsolidarnościowa Unia Wolności.

 

Dwie nowe partie, Platforma Obywatelska i PiS, wygrały wybory pod hasłami ostrej krytyki rządów SLD, walki z korupcją oraz budowy „IV Rzeczypospolitej”, odnowionej pod względem moralnym demokracji polskiej (hasła IV RP użył jako jeden z pierwszych w artykule w 2003 roku prof. Paweł Śpiewak, wówczas polityk PO).

 

Wybory parlamentarne we wrześniu 2005 wygrał PiS, minimalnie wyprzedzając PO. Negocjacje nad powołaniem wspólnego rządu PO-PiS, o którym marzyło wielu komentatorów i część polityków, rozpadły się jednak w spektakularny sposób.

 

W czasie wyborów prezydenckich w październiku trwał już bardzo ostry konflikt pomiędzy liderami obu partii: PiS zarzucił wówczas Donaldowi Tuskowi „dziadka z Wehrmachtu” i proniemieckie sympatie. Zrobił to publicznie Jacek Kurski, dzisiejszy szef TVP, którego wówczas nawet wyrzucono za to z PiS (szybko jednak wrócił na łono tej partii).

 

W 2005 PiS wygrał wszystko – miał własnego prezydenta, własny rząd (w koalicji z Samoobroną i LPR, co miało wkrótce doprowadzić do jego upadku) oraz program radykalnej przebudowy Polski.

 

Jarosław Kaczyński mówił wówczas o konieczności walki z „układem” elit, postkomunizmem i lustracji, które miały być lekarstwem na problemy polskiego życia. Na tle rządów po 2015 roku PiS – posądzany wówczas o skłonności autorytarne przez opozycję – był jednak dużo mniej radykalny. Uwikłany w afery koalicjantów rząd PiS upadł w 2007 roku, a Lech Kaczyński był na dobrej drodze do przegranej w wyborach w 2010 roku, niepopularny i dołujący w sondażach.

 

Rok 2010: Komorowski kontra Kaczyński (Jarosław)

 

Czego się bano: autorytarnego PiS (odc. 2)

 

Wybory prezydenckie 2010 roku odbyły się w cieniu katastrofy smoleńskiej, w której zginął Lech Kaczyński. Platforma Obywatelska – która poparła kandydaturę marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego – była wówczas u szczytu potęgi, przekraczając 50 proc. poparcia w sondażach (np. w marcu 2010 roku PO miała 50 proc., PiS – 24 proc.).

 

Elektorat doskonale też pamiętał chaos i agresję poprzednich rządów PiS. Jarosław Kaczyński, mroczny i pogrążony w żałobie o bracie, prowadził jednak bardzo skuteczną kampanię, odwołując się do współczucia wyborców i przybierając spokojny, bardzo zrównoważony ton.

 

Robił także gesty w stronę wyborców głosujących na postkomunistów; nazwał nawet Józefa Oleksego, byłego premiera z SLD, „lewicowym politykiem średniostarszego pokolenia”. Kaczyńskiego wyraźnie popierało także wielu księży. Mimo to w drugiej turze w lipcu 2010 roku Komorowski dostał o milion głosów więcej (poparło go 53 proc. głosujących).

 

Rok 2015: Komorowski kontra Duda

 

Czego się bano: jedni – autorytarnego PiS (odc. 3), drudzy – przedłużenia gnijących rządów PO

 

Ta kampania zapoczątkowała wielką zmianę polityczną w Polsce i otworzyła PiS drogę do władzy. Jarosław Kaczyński wystawił wówczas do wyborów Andrzeja Dudę, urzędnika w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, polityka mało znanego, któremu nikt nie dawał wielkich szans.

 

Urzędujący prezydent Bronisław Komorowski cieszył się wówczas rekordowym zaufaniem społecznym (sięgającym 80 proc. w styczniu 2015 roku) oraz bardzo wysokim poparciem w sondażach. Jeszcze w maju 2015 wiele mediów wróżyło Komorowskiemu wygraną w pierwszej turze, chociaż jego wyniki spadały.

 

Duda jednak prowadził doskonałą kampanię – bardzo intensywnie jeździł po kraju, był aktywny w mediach społecznościowych, a jego zwolennicy prowadzili bardzo agresywną agitację w internecie (czego PO wówczas nie potrafiła).

 

Co więcej, doskonale grał na znużeniu wielu wyborców ośmioletnim okresem rządów PO, krytykując je za stagnację i gnuśność. Sam Komorowski okazał się fatalnym kandydatem: nie potrafił zorganizować swojego sztabu, a liczne wpadki pozwalały łatwo przedstawić go jako człowieka całkowicie odklejonego od warunków życia zwykłych Polaków. Ku powszechnemu osłupieniu wielu komentatorów, Duda wygrał najpierw pierwszą, a potem drugą turę wyborów.

 

Wybory prezydenckie okazywały się bardzo często zaskoczeniem – tylko jeden prezydent, Aleksander Kwaśniewski, wygrał w III RP reelekcję.

 

Na pamiątkę licznych płonnych nadziei i złudzeń warto przypomnieć okładkę tygodnika „Polityka”, który tuż przed wyborami 2015 roku przesądzał zwycięstwo Komorowskiego – nawet w pierwszej turze.

 



Autor


Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o…


Więcej

Opublikowany

29 czerwca 2020







Inne artykuły tego autora

12.04.2020

Kuriozalny list prezydenckiego ministra w sprawie zablokowanej profesury Michała Bilewicza

23.08.2019

Resortowa „Kasta” kompromitowała sędziów tak, jak komuniści i SB opozycjonistów? Porównujemy metody

13.12.2018

IPN chciał „skonfiskować pamięć”. Ta ekspertyza obroniła ulice Warszawy przez szaloną dekomunizacją

16.11.2018

Prof. Bilewicz pozwany. Autor antysemickiego rysunku nie zgadza się na miano antysemity

07.05.2018

Prezydent Duda: Konstytucja 3 maja została uchwalona “balansując na granicy prawa”. Jak było naprawdę?

12.04.2018

Cenzurowanie historii przez PiS przed Europejski Trybunał Praw Człowieka. Pozew prof. Machcewicza



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200