O lekarstwach na zbrodnię

Udostępnij

adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a następnie członek Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji…

Więcej

Do przestępstw wynikających z nienawiści dochodzi nie dlatego, że mamy złe prawo, lecz głównie z tego powodu, że państwo na nienawiść pozwala. Zamiast zmieniać prawo wystarczy w sposób rzetelny stosować to, które istnieje, doprowadzając do tego, by każde zachowanie naganne łączyło się nieuchronnie z represją. By to osiągnąć, konieczne jest spowodowanie, że nie znajdą akceptacji społecznej choćby najmniejsze przejawy nienawiści w przestrzeni zarówno prywatnej, jak i publicznej - piszą Jacek Dubois i Michał Zacharski



Współautorem poniższego tekstu jest Michał Zacharski*

 

Arystoteles powiadał, że kara jest także rodzajem lekarstwa. Idąc tym tropem, przypomnieliśmy sobie słowa Paracelsusa: „tylko dawka czyni truciznę”. Lekarstwo stosowane w nadmiarze również może stać się trucizną.

 

Jeśli zatem kara ma na celu sui generis leczenie, wymierzanie jej ponad miarę odnosi skutek odwrotny do zamierzonego. Dlatego tak istotne jest zachowanie proporcji między przestępstwami a wymierzanymi za nie karami.

 

Po morderstwie dokonanym na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu w przestrzeni publicznej pojawiły się m.in. dwie wypowiedzi pochodzące od najwyższych urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości. Wiceminister Patryk Jaki stwierdził, że przyczyną zbrodni była zbyt niska kara wymierzona podejrzanemu Stefanowi W. za wcześniej popełnione przestępstwa, zaś Minister Zbigniew Ziobro stwierdził, że dla sprawcy czynu nie wyobraża sobie innej kary niż kara dożywotniego pozbawienia wolności, przy czym wyraził żal, że nie jest możliwe wymierzenie podejrzanemu kary śmierci.

 

Równocześnie pojawiło się wiele głosów, że aby nie doszło do podobnych czynów w przyszłości, konieczna jest zmiana obowiązujących przepisów, celem zaostrzenia odpowiedzialności karnej. Chcielibyśmy podzielić się efektami naszych rozważań w kwestii słuszności tego rodzaju postulatów.

 

Zacznijmy od tego, że wypowiedzi reprezentantów Ministerstwa Sprawiedliwości są skandaliczne.

 

Obowiązująca bowiem zasada domniemania niewinności mówi, że o winie i niewinności decyduje niezależny sąd, zaś prawo zabrania przesądzania o winie przed wydaniem wyroku. Wina to nie tylko fakt popełnienia czynu, lecz także stwierdzenie, czy dana osoba może w ogóle ponieść zań odpowiedzialność, czyli czy w chwili czynu miała zdolność jego oceny lub pokierowania swoim postępowaniem, co ustala sąd w oparciu o opinie biegłych psychiatrów.

 

Przesądzanie zatem o winie przed procesem jest próbą bezprawnego wpłynięcia na niezależny sąd przez osoby mające wpływ na obsadę sądów i na kariery poszczególnych sędziów. Również wymiar kary oparty jest na swobodzie sędziowskiej. Zatem sugestia urzędników, jaką karę sąd powinien orzec za konkretny czyn, również stanowi bezprawną próbę wywarcia wpływu na niezależny sąd.

 

Warto jednak podjąć próbę szerszego ujęcia treści wypowiedzi Zbigniewa Ziobry i Patryka Jakiego. Wpisują się one bowiem w narrację doskonale znaną, określaną w nauce mianem populizmu penalnego. Po raz pierwszy sformułowanie to zostało użyte przez Tima Newburna, natomiast szeroki opis tego zjawiska w swych pracach przedstawił Jay Pratt.

 

Mechanizm polega na odkryciu przez polityków, że łatwo jest zdobyć głosy poparcia, gdy uda się odwołać do zagrożonego bezpieczeństwa wyborców i zaproponować program gwarantujący ochronę. Chcąc zdobyć lub utrzymać władzę, politycy wskazują zatem na znaczny stopień zagrożenia przestępczością, by następnie przedstawić program walki z nią. Rzeczywisty stan przestępczości nie jest istotny. Chodzi jedynie o osiągnięcie sukcesu w nadchodzących wyborach.

 

Skutki omawianego zjawiska są bardzo szkodliwe.

 

Upolitycznienie przestępstwa sprawia, że o polityce karnej decydują nie specjaliści, lecz ukształtowana przez polityków za pomocą mediów opinia publiczna.

 

Ponadto postępująca marginalizacja stanowiska nauki sprawia, że niemożliwe staje się budowanie długofalowych programów, które za cel miałyby zwalczanie przestępczości.

 

W Polsce populizm penalny należy wiązać ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości. Po wejściu w życie obowiązującego obecnie kodeksu karnego z 1997 r. już w czerwcu 2001 r. Lech Kaczyński jako świeżo upieczony minister sprawiedliwości patronował projektowi ustawy nadzwyczajnej, przewidującej wysokie kary, w tym karę śmierci oraz surowe kary stosowane wobec nieletnich w wypadku zastosowania trybu doraźnego na podstawie decyzji prokuratora.

 

Głównymi punktami programu PiS stało się zaostrzanie kar i zasad odpowiedzialności karnej w ogólności.

 

Należy przy tym zauważyć, że w roku założenia partii poziom przestępczości ustabilizował się. Co więcej, odnotowano postępujący na przestrzeni dwóch poprzedzających lat spadek wskaźników przestępczości wykrytej.

 

Nie przeszkodziło to jednak w głoszeniu przez PiS całkowicie fałszywych tez o wzroście przestępczości w Polsce, wzroście poczucia zagrożenia przestępczością, powszechnym w opinii publicznej przekonaniu o konieczności zaostrzenia kar, oraz o szczególnym zwiększeniu liczby przypadków popełnienia najcięższych przestępstw przeciwko życiu.

 

Jak widać Zbigniew Ziobro i Patryk Jaki są jedynie uczniami swoich mistrzów.

 

Najstarszy sposób ustalania wymiaru kary wyrażono biblijnym „oko za oko, ząb za ząb”, oznaczającym, że kara powinna być odwetem wprost proporcjonalnym do wyrządzonej szkody. Współczesna nauka prawa odeszła od tej tezy, przyjmując, że kara musi mieć charakter humanitarny, a zatem nie może być okrutna, nawet jeśli sam czyn karygodny był okrutny. Musi być natomiast proporcjonalna, czyli współmierna do stopnia zawinienia sprawcy i szkodliwości jego czynu, jak również spełniać zasady prewencji szczególnej i ogólnej, czyli służyć zapobieganiu, by sprawca popełnił przestępstwo w przyszłości, oraz służyć jego wychowaniu, a także kształtować świadomość prawną całego społeczeństwa. Stąd kara poza spełnieniem funkcji odpłaty ma doprowadzić do resocjalizacji sprawcy oraz wywołać społeczne przekonanie, że nie warto norm prawnych naruszać. Kara stająca się jedynie odwetem nie spełnia swoich założeń i zamiast leczyć, w konsekwencji truje.

 

Prawdą jest, że w obliczu zwiększonej przestępczości lub okrucieństwa popełnionych przez sprawcę czynów ludzie pragną odwetu, uważając, że w ten sposób sprawiedliwości stanie się zadość, a oni sami będą bezpieczni. Problem polega jednak na tym, że najczęściej dochodzi do wykreowania u opinii publicznej fałszywej świadomości wzrostu wskaźników przestępczości. To populistom służy w najwyższym stopniu. Pamiętać jednak należy, że żadnemu systemowi opartemu na surowej reakcji karnej nie udało się dotąd wyeliminować przestępczości. Dużo efektywniejsza od surowości kar jest skuteczność w wykrywaniu przestępstw i nieuchronność kary. Najlepszym tego przykładem jest Nowy Jork za kadencji Giulianiego, gdzie dzięki konsekwentnemu i nieuchronnemu egzekwowaniu prawa, a nie zwiększaniu jego surowości, udało się radykalnie ograniczyć przestępczość. Niemniej argument konieczności zaostrzenia kar jest niezwykle nośny i wielu polityków posługując się taką retoryką stara się zyskać lub odzyskać popularność.

 

Zastanówmy się, czy można, jak sugeruje Patryk Jaki, dopatrywać się przyczyny zbrodni w zbyt niskiej karze, którą sąd wymierzył Stefanowi W. za poprzednie czyny. Podejrzany wcześniej dokonał rozbojów, za co wymierzono mu karę 5 lat pozbawienia wolności przy zagrożeniu ustawowym od 2 do 12 lat. Była to zatem kara ze środka skali ustawowego zagrożenia za ten typ czynu zabronionego. Trudno uznać ją za rażąco niską.

 

Co ciekawe, prokurator domagał się kary niższej, zaś sąd wymierzył karę ponad żądanie prokuratora, od czego prokuratura nie złożyła apelacji. Wymierzona kara miała być nie tylko odpłatą, lecz także miała spełnić funkcję resocjalizacyjną. Wiemy już, że funkcji tych nie spełniła, ale warto zadać pytanie – dlaczego.

 

Przez kilka ostatnich lat polityka Ministerstwa Sprawiedliwości koncentruje się na odwecie, minimalizując działania resocjalizacyjne. Przy tej polityce żaden wyrok nie zmieniłby sprawcy, zaś jego wyjście na wolność po dłuższej izolacji nie gwarantowałby odmiennych skutków niż zaistniałe, a raczej powodowałby, że skala złości i chęci odwetu byłaby w nim jeszcze większa. Jeśli nie zabiłby teraz, mógłby dopuścić się zabójstwa w przyszłości.

 

Jeśli w czasie odbywania kary stan psychiczny skazanego budził wątpliwości, obowiązkiem zakładu karnego była diagnostyka i leczenie. Nieprawdą jest to, co mówili przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, że z chwilą odbycia kary służba więzienna była bezradna. Obowiązujące przepisy przewidują, że jeśli osoba z zaburzeniami psychicznymi stwarza zagrożenie, może być po odbyciu kary za zgodą sądu poddana przymusowemu leczeniu w ośrodku zamkniętym. Inicjatywa w tym zakresie należała do zakładu karnego, który dodatkowo został uprzedzony o potencjalnym zagrożeniu przez policję zaalarmowaną przez matkę skazanego.

 

Zatem służby podległe Patrykowi Jakiemu miały wszelkie narzędzia, by zapobiec tragedii i nic w tym kierunku nie zrobiły. Stąd orzeczony wyrok jest nie do powiązania z tragedią, zaś proste rozumowanie, że gdyby w dniu zabójstwa Stefan W. znajdował się w zakładzie karnym, do przestępstwa by nie doszło, jest tłumaczeniem na poziomie siedmioletniego dziecka. Warto wobec powyższego rozważyć, co mogło być rzeczywistą przyczyną tragedii.

 

Z zakładu karnego wyszedł człowiek objęty psychiatrycznym leczeniem, wypełniony nienawiścią, i szukający odwetu i zemsty. Nienawiść może albo być piętnowana przez społeczeństwo i spotykać się z natychmiastową reakcją karną, albo być podsycana przez przedstawicieli władzy i nie podlegać realnej represji.

 

Zacznijmy od wzorców. W 1993 r. czołowi populistyczni politycy palą kukłę prezydenta. Od tego czasu podobne zachowania są na porządku dziennym. Klasycznymi przykładami są incydenty spalenia kukły Żyda, wieszanie portretów polityków na szubienicy, wystawianie cywilnych aktów zgonu, nawoływanie do aktów przemocy. Spektakularne są działania wymiaru sprawiedliwości, w tym głównie prokuratury, masowo umarzającej postępowania, czego przykładem jest kuriozalne postanowienie umarzające postępowanie karne w sprawie użycia przemocy wobec kobiet blokujących Marsz Niepodległości.

 

Powyższe działania kierowane były na ogół przez większość rządzącą i jej zwolenników wobec przeciwników politycznych. Do dyskredytowania tych osób i stwarzania ich negatywnego odbioru społecznego wykorzystane były publiczne media. Tym samym władza korzystając ze swojego autorytetu wskazywała, przeciwko komu nienawiść kierować. W przypadku prezydenta Adamowicza jego krytyki dokonywano w TVP. Prokuratura próbowała go powiązać z naruszaniem prawa, zaś pani poseł Wasserman przedstawiała go jako jedną z najczarniejszych osób związanych z Amber Gold.

 

Tym samym osoby spragnione zachowań powodowanych nienawiścią mogły utwierdzać się w przekonaniu, że takie zachowania nie tylko nie spotkają się z reakcją karną, lecz zostaną zaakceptowane, jeśli tylko zostaną skierowane przeciwko osobom pozostającym w opozycji do rządzących. Zatem jeśli osoba niezresocjalizowana opuszczała zakład karny z chęcią odwetu, w przestrzeni publicznej mogła znaleźć jasny przekaz, kto jest winien jej domniemanych krzywd.

 

Czy zatem trafna jest diagnoza populistycznych komentatorów, że zmiana prawa w zakresie polityki karnej uczyni nas bezpieczniejszymi i zapobiegnie podobnym przypadkom w przyszłości?

 

Jak zauważył Konrad Lorenz: surowe kary skłaniają do postulatów ich złagodzenia, a zbyt łagodne do postulatów ich obostrzenia. Warto o tym pamiętać. Obecne prawo ma wystarczające instrumentarium, by walczyć z przestępczością.

 

Do przestępstw wynikających z nienawiści dochodzi nie dlatego, że mamy złe prawo, lecz głównie z tego powodu, że państwo na nienawiść pozwala. Zamiast zmieniać prawo wystarczy w sposób rzetelny stosować to, które istnieje, doprowadzając do tego, by każde zachowanie naganne łączyło się nieuchronnie z represją.

 

By to osiągnąć, konieczne jest spowodowanie, że nie znajdą akceptacji społecznej choćby najmniejsze przejawy nienawiści w przestrzeni zarówno prywatnej, jak i publicznej. Wobec zaś sprawców i ich otoczenia równie ważne jak przypisywana karze funkcja odpłaty będzie działanie resocjalizacyjne, polegające na skutecznym tłumaczeniu naganności przestępnych zachowań i ich eliminacji. Zamiast skuteczności kar wskazana byłaby reforma procedur, by kara orzekana była szybciej i w przekonaniu społecznym była nieuchronna.

 

Problem polega na tym, że w 2015 r. PiS zlikwidował reformę prawa karnego, która miała przyspieszyć prowadzenie postępowań i nie zaproponowała w zamian żadnych rozwiązań.

 

Nie oznacza to oczywiście, że samo prawo nie wymaga zmian. Mowa nienawiści jest problemem całej Europy. Wszędzie trwają prace nad przepisami, które pomogą zwalczać to zjawisko. Jesteśmy na końcu peletonu.

 

Michel de Montaigne opisuje, jak do Antystenesa ktoś zgłosił się z pytaniem, co jest najlepszą nauką, na co filozof odparł: „Oduczyć się złego”. Żeby coś zmienić, trzeba najpierw wytłumaczyć rządzącym, że to oni są jądrem zła i zacząć od zmiany ich samych. Jest to trudne, bo umożliwiliśmy im stworzenie systemu, w którym mają bezpośredni wpływ na organy ścigania i pośredni na część sądów, co daje im poczucie bezkarności.

 

 

*Michał Zacharski jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym, doktorantem w dziedzinie nauk prawnych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2012 r. był stypendystą w University College London. Jest także członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy.



Autor


adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a następnie członek Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji…


Więcej

Opublikowany

21 stycznia 2019





Inne głosy w debacie



Inne artykuły tego autora

13.11.2018

Dubois i Zacharski: „O wrażliwości sądów na dane wrażliwe”

14.07.2018

Mowa adwokata Jacka Dubois do manifestujących przed Sądem Najwyższym w lipcu 2018 roku

22.11.2017

Ponad 1000 spraw sądowych za udział w manifestacjach



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200