Ziobro składa wniosek o wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej. Pokaz bezdusznej siły dzień po protestach kobiet

Udostępnij

Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".

Więcej

Na specjalnie zwołanej konferencji 25 lipca minister Zbigniew Ziobro oświadczył, że zapisy antyprzemocowej Konwencji Stambulskiej mogłyby... doprowadzić do wzrostu przemocy. I ogłosił, że składa wniosek o wypowiedzenie Konwencji. Tym razem rząd PiS się nie cofnie?



O wypowiedzeniu ratyfikowanej przez Polskę w 2015 roku Konwencji Stambulskiej politycy PiS marzą co najmniej od 2016 roku. Już wtedy informowaliśmy w OKO.press, że pomysł jest rozważany, a jego źródłem jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Cztery lata temu PiS się zatrzymał, prawdopodobnie na obozie władzy zrobiły wrażenie masowe protesty przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej.

 

Politycy obozu władzy regularnie dawali jednak do zrozumienia, że Konwencja im się nie podoba. „Przede wszystkim nie stosować” – mówił o Konwencji w lutym 2017 roku prezydent Andrzej Duda w jednej z najbardziej zdumiewających wypowiedzi w historii swojej prezydentury.

 

Wygląda na to, że po wygranych kolejnych wyborach parlamentarnych i prezydenckich radykałowie z rządzącej populistycznej prawicy nie chcą już zatrzymać się na słowach – chcą wypowiedzieć konwencję bez względu na bunt kobiet.

 

Dzień po protestach w całej Polsce (w Warszawie protestowało wg organizatorów 5 tys. osób) minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zwołał specjalną konferencję, by potwierdzić, że proces wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej właśnie się rozpoczyna.

 

Zachowanie ministra wygląda na przemyślaną ostentację: zaogniając konflikt dzień po społecznych protestach, pokazuje, że zupełnie się z nimi nie liczy, a władza zrobi swoje bez względu na konsekwencje.

 

Tymczasem rzecznik rządu Piotr Müller zapewnia: „Dotąd rząd nie podjął żadnych wiążących decyzji w sprawie wypowiedzenia konwencji stambulskiej”. RMF FM podaje, że część ostrej krytyki Konwencji, jaką słychać było z ust ważnych polityczek obozu władzy w ostatnich dniach to efekt… pomylonych przekazów partyjnych. Więcej o tym chaosie komunikacyjnym piszemy na końcu artykułu.

 

W przypadku ministra sprawiedliwości nie ma jednak mowy o pomyłce. Partia „Solidarna Polska”, której jest szefem, konsekwentnie stoi w tej kwestii tam, gdzie organizacje katolickich fundamentalistów.

 

Konwencja antyprzemocowa, którą chce wypowiedzieć Ziobro, zakłada m.in.:

 

  • ochronę kobiet przed wszelkimi formami przemocy oraz zapobieganie, ściganie i eliminację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej;
  • przyczynienie się do eliminacji wszelkich form dyskryminacji kobiet;
  • zacieśnianie międzynarodowej współpracy mającej na celu likwidację przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

 

„Polskie prawo jest wzorcem dla innych krajów Unii Europejskiej i innych krajów na świecie, jeśli chodzi o standard ochrony przed przemocą” – mówił Ziobro. I dodawał: „Zapisy Konwencji Stambulskiej dają możliwość do kwestionowania tradycji i religii i ukazywania ich jak przyczyn przemocy wobec kobiet”.

 

Argumenty Ziobry to demagogia zaczerpnięta z podręcznika religijnych radykałów.

 

Rząd PiS i przemoc: jedna dobra ustawa…

 

Rzeczywiście, 30 kwietnia 2020 Sejm przyjął niemal jednogłośnie przygotowaną w Ministerstwie Sprawiedliwości ustawę antyprzemocową, dzięki której sprawcy przemocy domowej będą natychmiast izolowani od swych ofiar. Projekt chwalili przedstawiciele i przedstawicielki wszystkich klubów parlamentarnych, bo pozwala on na szybką izolację sprawcy przemocy od ofiary.

 

„Nowe przepisy są pozbawione ideologii, jaka czasem towarzyszy takim ustawom na Zachodzie. Są to natomiast pragmatyczne i skuteczne rozwiązania. Trzeba odrzucić ideologię Konwencji Stambulskiej” – mówił wtedy w Sejmie wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski.

 

Dziś widać jeszcze wyraźniej, że ustawa została napisana jako pretekst do wypowiedzenia konwencji, właśnie taką linię argumentacji stosuje teraz Zbigniew Ziobro.

 

Jednak argument, że Konwencję Stambulską (i jakąkolwiek inną) trzeba wypowiedzieć, bo część jej zapisów znajduje się już w obowiązującym prawie, jest zupełnie absurdalny. Konwencję m.in. właśnie po to się przyjmuje i ratyfikuje, by ją stosować i ew. zmieniać prawo krajowe wedle jej zapisów.

 

Gdyby realizacja części zapisów jakiejkolwiek konwencji miałaby być dla polskiego rządu pretekstem do jej wypowiedzenia, byłby to bardzo oryginalny – i niebezpieczny zarazem – wkład Prawa i Sprawiedliwości w ład międzynarodowy.

 

To oczywiście dobrze, że rząd PiS znowelizował przepisy w ten sposób, by lepiej pomagać ofiarom przemocy domowej, ale wcześniejsze działania rządzących udowadniają, że strach środowisk kobiecych przed wypowiedzeniem Konwencji jest w pełni uzasadniony. Z polskiego ładu prawnego zniknie bowiem tarcza chroniąca kobiety przed przemocą i dyskryminacją.

 

Trudno też powiedzieć, skąd u Ziobry strach przed możliwym zakwalifikowaniem religii jako źródła przemocy. Konwencja mówi coś zupełnie przeciwnego:

 

„Wdrożenie przepisów niniejszej konwencji przez Strony, w szczególności środków chroniących prawa ofiar, zostanie zagwarantowane bez dyskryminacji ze względu na religię”

 

…i wiele groźnych działań

 

A jest przed czym się chronić. Oto kilka działań rządu PiS, które utrudniały walkę z przemocą domową.

 

W styczniu 2019 roku rząd w ostatniej chwili zatrzymał projekt ustawy, z którego wynikało m.in., że jednorazowa przemoc to nie przemoc. Nowelizacja zmieniała m.in.:

 

  • nazwę ustawy – z „ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie” na „ustawa o przeciwdziałaniu przemocy domowej”;
  • definicję przemocy – z definicji mówiącej, że przemoc to „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa, lub dobra osobiste” wykreślone zostało słowo „jednorazowe”;
  • procedurę zakładania Niebieskiej Karty – wprowadza konieczność uzyskania zgody ofiary na „wszczęcie procedury monitorowania przemocowej rodziny przez policję i pracowników socjalnych”.

 

Dwa lata wcześniej Ministerstwo Sprawiedliwości wykluczyło z konkursu grantowego Poradnię Telefoniczną „Niebieskiej Linii”. Numer 22 668 7000 zamilkł. Ucierpiały przede wszystkim starsze ofiary przemocy, spoza Warszawy, gorzej sytuowane.

 

Również w 2017 roku Ministerstwo Sprawiedliwości nie przyznało środków Fundacji Centrum Praw Kobiet, która od 22 lat pomaga kobietom – ofiarom przemocy w rodzinie. Argumentacja resortu nosiła znamiona dyskryminacji ogromnej grupy ofiar przemocy domowej: Centrum nie dostało pieniędzy, bo „zawęża pomoc tylko do kobiet”.

 

Jednocześnie w kwestii ochrony ofiar przemocy polskie prawo jest wciąż bardzo ułomne – wbrew temu co twierdzą przedstawiciele rządzącej od 5 lat Zjednoczonej Prawicy.

 

„Polska ustawa o przeciwdziałaniu przemocy nie uwzględnia przemocy ekonomicznej, w taki sposób, by można było ją traktować jako osobną formę przemocy i w związku z tym ścigać. Nie mamy też ochrony świadków przemocy, szczególnie dzieci. Nie mamy ochrony przed byłymi partnerami i mężami. Polskie prawo mówi o rodzinie, najbliższych i wspólnie zamieszkujących” – mówiła OKO.press Renata Durda z Pogotowia dla Ofiar Przemocy „Niebieska Linia”.

 

„O tym wszystkim, czego nam brakuje, mówi Konwencja, bo choć ją ratyfikowaliśmy, to przepisy wdrażamy bardzo, bardzo powoli” – mówiła Durda.

 

Jakie są dalsze kroki?

 

Bezspornym pozostaje fakt, że Konwencja Stambulska – choć w 2018 roku Amnesty International alarmowała, że pozostaje pod rządami PiS martwym prawem – stanowiła przynajmniej symboliczną zaporę przed wymierzonymi w kobiety działaniami obozu władzy. Po jej wypowiedzeniu rząd Mateusza Morawieckiego, znajdujący się pod coraz większym wpływem organizacji skrajnych w typie Ordo Iuris, będzie miał już całkowicie wolną rękę.

 

W sobotę 25 lipca Ziobro ogłosił, że kieruje do Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej wniosek o wypowiedzenie Konwencji Stambulskiej. Jaka jest dalsza procedura?

 

„Z art. 89 Konstytucji i art. 22 Ustawy o umowach międzynarodowych z 2000 roku wynika, że konwencję stambulską wypowiada prezydent po uzyskaniu zgody parlamentu” – tłumaczył OKO.press dr Paweł Filipek, prawnik z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich.

 

Zgoda Parlamentu oznacza, że ustawa wypowiadająca musi przejść przez Sejm i Senat, a na końcu zostać podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę.

 

Rząd PiS sam nie wie, czego chce

 

Czy jest nadzieja, że rząd PiS się zatrzyma? Trudno powiedzieć, bo rząd tonie w komunikacyjnym chaosie.

 

Już 16 lipca minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg zapowiedziała wypowiedzenie konwencji antyprzemocowej. Rząd PiS pierwszy raz powiedział to wtedy wprost. Jak twierdzi RMF FM, zapowiedź Maląg wzięła się stąd, że minister… pomyliła przekazy. Myślała, że powtarzany często przez polityków Solidarnej Polski radykalny sprzeciw wobec konwencji to przekaz całego rządu, który i ona musi powtarzać. „Dotąd rząd nie podjął żadnych wiążących decyzji w sprawie wypowiedzenia konwencji stambulskiej” – zapewnia rzecznik rządu Piotr Müller.

 

O tym, że plany są bardzo poważne, świadczyły też jednak wypowiedzi tych polityczek i polityków obozu władzy, którzy są uważani za jego bardziej umiarkowane skrzydło. „Konwencja budzi ogromne kontrowersje, jestem za jej wypowiedzeniem” – stwierdziła w piątej 24 lipca podczas rozmowy w Polsat News minister rozwoju Jadwiga Emilewicz z Porozumienia. Czy wicepremierka polskiego rządu też pomyliła przekazy?

 

Prawica przerażona genderem

 

Co jest takiego „kontrowersyjnego” w konwencji walczącej z przemocą? Wg PiS zapewne art. 4, który mówi m.in. wdrożenie przepisów, w szczególności środków chroniących prawa ofiar, zostanie zagwarantowane bez dyskryminacji ze względu na płeć kulturowo-społeczną.

 

Czyli mamy tutaj gender – traktowany przez prawicę jako diabelski wymysł. O tym podczas kilkutysięcznej warszawskiej demonstracji 24 lipca mówiła Magdalena Staroszczyk z Warszawskiego Strajku Kobiet:

 

„Jestem tutaj, bo mogę. Mogę mówić to, co chcę publicznie, choć jestem kobietą. Nie zawsze tak było i nie wszędzie tak jest, żeby osoby niebędące mężczyzną, mogły publicznie zabierać głos. Dlaczego? Z powodu gender. Bo w różnych miejscach i różnych czasach inaczej jest konstruowana płeć kulturowa. To jest właśnie ten straszny gender, którego tak boją się politycy PiS i fundamentaliści z Ordo Iuris”.



Autor


Pochodzi z Sieradza. Socjolog, redaktor, publicysta. Wieloletni dziennikarz i redaktor "Gazety Wyborczej".


Więcej

Opublikowany

27 lipca 2020







Inne artykuły tego autora

25.10.2020

Nie cmokaj z niesmakiem na krzyk „Wypierdalać!”. Wulgarna jest tortura, nie gniew

14.10.2020

Jarosław Le Pen-Kaczyński. Prezes porównał UE do ZSRR. To język polexitu

06.08.2020

W kampanii był niestety sobą. Polska Dudy katolicka, bez mniejszości, z dyktatem większości

20.06.2020

PiS obiecuje wozy strażackie za głosy w wyborach prezydenckich. To nie jest śmieszne, to groźne

07.06.2020

Przed koncertem Jana Pietrzaka zaatakowano fizycznie dziennikarkę OKO.press

18.05.2020

Wyborczy chaos wyjaśniony w 1000 słów. Kronika zapowiedzianej katastrofy

10.05.2020

Bez decyzji Sądu Najwyższego o wyborach prezydenckich. Analizujemy, co oznacza decyzja PKW

14.04.2020

Wrócił PRL-owski „Pan Władza”? Policja traktuje obywateli jak niesforne dzieci, a rządzący są nietykalni

03.04.2020

Gowin ignoruje konstytucję. Premierze, wybory w zgodzie z prawem można i trzeba przełożyć już teraz!



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200