Francuski prawnik: Władza prowadzi wasz kraj ku katastrofie. Polska słono zapłaci za oburzający pomysł ubezwłasnowolnienia sądów

Udostępnij

Publicysta, politolog i dziennikarz „Gazety Wyborczej”

Więcej

PiS poszedł za daleko, zapowiadając łamanie europejskiego prawa w bardzo jaskrawy sposób. Skutki tego będą dla Polski katastrofalne - mówi prof. Laurent Pech, francuski prawnik konstytucjonalista.



Prof. Laurent Pech, francuski prawnik konstytucjonalista, jest wykładowcą Middlesex University w Londynie.

 

Bartosz T. Wieliński: Rząd PiS twierdzi, że przepisy ustawy, która nakłada na sędziów knebel i zabrania im stosowania prawa europejskiego, została oparta na zapisach z Francji.

 

Prof. Laurent Pech: To bzdura. Polski rząd z francuskiego prawa wyciągnął tylko jeden artykuł, który wszedł w życie w 1958 r., wyrwał go z kontekstu, pominął inne przepisy dotyczące jego stosowania i w ogóle nie opisał jego znaczenia w systemie prawnym. Chodzi o art. 10 ustawy o statucie sądownictwa z 22 grudnia 1958 r., który nakazuje sędziom powstrzymanie się od wypowiedzi o politycznym charakterze i umiar w działaniach dotyczących polityki.

 

Przepis ten nie wprowadza jednak zakazu pod groźbą kary usunięcia z zawodu, co chce wprowadzić w Polsce PiS. Nie daje też prawa do kontrolowania sędziów ani ich orzeczeń. To jedynie wezwanie, by sędziowie korzystali ze swoich praw do wypowiedzi i uczestniczenia w życiu publicznym tak, by nikt nie miał podstaw do podważania ich bezstronności. Zgodnie z kodeksem etyki sędziów karane mogą być jedynie wypowiedzi obraźliwe, prowokacyjne lub takie, które podważają sędziowską niezawisłość.

 

Na podstawie francuskiego prawa nie można by ukarać sędziego za to, że chce chronić praworządność. Nie tylko dlatego, że nie ma takiego przepisu, ale też dlatego, że prawa sędziów chronią międzynarodowe konwencje i prawo Unii Europejskiej.

 

Sposób, w jakim polski rząd podparł się francuskim prawem, można porównać do sprzedawania samochodu na podstawie wyglądu jednego koła.

 

Polski rząd, opowiadając nieprawdę o francuskim prawie, próbuje wprowadzić obywateli w błąd i odwrócić uwagę od tego, że proponowane zmiany nie spełniają podstawowych wymogów zgodności z prawem europejskim, a poza tym są niezgodne z polską konstytucją, która gwarantuje sędziom niezawisłość.

 

Chodzi zapewne o to, że wielu Polaków nie jest w stanie sprawdzić obowiązujących we Francji czy Niemczech przepisów ani sprawdzić, jak tam gwarantuje się sędziom niezależność. Ludzie nie znają języka, nie mają wiedzy ani czasu, by dokonywać skomplikowanych analiz porównawczych. To po prostu wybieg.

 

Czy to znaczy, że sędziowie we Francji mogą nie być bezstronni i obiektywni?

 

– Ależ skąd! To, że sędziowie we Francji mogą się angażować w politykę i mogą działać w związkach zawodowych, nie oznacza, że wydają wyroki według swoich politycznych sympatii. Sędziowie są zobowiązani zachowywać w swojej działalności umiar, strzec tajemnicy postępowania, przestrzegać zasady domniemania niewinności i być bezstronnym oraz obiektywnym.

 

Bądźmy jednak szczerzy. Polskiemu rządowi nie chodzi o to, jak funkcjonuje sądownictwo we Francji. Chodzi o to, by stworzyć pretekst do ubezwłasnowolnienia sądownictwa w Polsce, tak by sędziowie nie mogli stosować orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. A przeprowadzane to jest w sposób zupełnie niezgodny z podstawowymi założeniami dotyczącymi niezależności sędziów i wolności słowa.

 

Jarosław Kaczyński mówi, że nowa ustawa ma jedynie zapobiec anarchii w sądownictwie.

 

– To rząd PiS od 2016 r., od pierwszych zabiegów mających na celu przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, tworzy chaos w polskim systemie prawnym. To polski rząd łamie konstytucję i narusza prawo europejskie. Podpalił dom, a teraz krzyczy, że trzeba walczyć z pożarem.

 

Co się stanie, gdy prawo kneblujące sędziów przejdzie przez parlament, zostanie podpisane przez prezydenta i wejdzie w życie. Co wtedy?

 

– Komisja będzie wówczas musiała natychmiast wdrożyć postępowanie przeciwnaruszeniowe. Jednocześnie będzie musiała złożyć w Trybunale Sprawiedliwości wniosek o zawieszenie tych przepisów do czasu rozstrzygnięcia. Polscy sędziowie na podstawie prawa europejskiego będą mogli nie uwzględniać nowego prawa. Będą mieli prawo go nie uznawać, bo stoi ono w sprzeczności z prawem europejskim.

 

A gdy kontrolowany przez PiS Trybunał Konstytucyjny uzna, że nowe prawo jest w pełni zgodne z polska konstytucją?

 

– To nie będzie miało znaczenia. Prawo unijne ma pierwszeństwo nad prawem krajowym. Jest też kwestia tego, czy kontrolowany przez PiS Trybunał, w którym do wyboru prezesa doszło z naruszeniem polskiego prawa, jest faktycznie niezależnym sądem w rozumieniu prawa UE. Zdaniem wielu prawników nie jest, a polscy sędziowie powinni o to zapytać TSUE, tak jak zrobili to w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Jeśli TSUE oficjalnie uzna, że rządzony przez nominatkę PiS Trybunał nie jest sądem, unieważnione zostaną jego wszystkie orzeczenia od stycznie 2017 r. Wtedy dopiero będzie chaos prawny.

 

Rozumiem, że polski rząd wpadł w panikę w związku z tym, że polscy sędziowie zaczęli wdrażać orzeczenie TSUE. Ale rząd, idąc na oślep, może sprowokować bardzo twardą reakcję instytucji europejskich, co może być dla Polski katastrofalne w skutkach. Tego rząd PiS nie zakrzyczy.

 

Czy tak faktycznie będzie? Polski rząd jest przekonany, że Ursula von der Leyen, nowa szefowa Komisji Europejskiej, ma u niego dług za poparcie przez europosłów PiS jej kandydatury. Von der Leyen do tej pory w sprawach Polski wypowiadała się wstrzemięźliwie

 

– Projekt nowych przepisów jest tak oburzający, że trudno mi sobie wyobrazić, by Komisja w tej sprawie milczała. Polityczne koszta dla von der Leyen byłyby ogromne. PiS poszedł za daleko, zapowiedział łamanie europejskiego prawa w bardzo jaskrawy sposób.

 

Europejscy liberałowie, zieloni, socjaliści a nawet Europejska Partia Ludowa, która wciąż się nie opowiedziała, czy wyrzuca ze swoich szeregów Viktora Orbána, czy nie, będą się domagać konkretnych działań. Von der Leyen nie będzie mogła udawać, że sprawy nie ma. Komisja będzie musiała działać. Jeśli nowe przepisy kneblujące sędziów wejdą w życie, inne państwa członkowskie także będą miały poważne problemy, bo gdy się okaże, że sądy w UE przestaną uznawać orzeczenia polskich sądów, przełoży się to na sytuację przedsiębiorców robiących w Polsce interesy. Koszty gospodarcze będą olbrzymie.

 

Wydaje mi się, że to działania rządu polskiego doprowadziły do przyspieszenia dyskusji o uzależnieniu wypłacania pieniędzy z unijnych funduszy od przestrzegania praworządności w danym kraju. I to Polska będzie pierwszym krajem, wobec którego ten mechanizm zostanie zastosowany.

 


 

Kwestie dotyczące praworządności w Polsce oraz w całej Unii Europejskiej będziemy dalej monitorować oraz wyjaśniać na łamach Archiwum Osiatyńskiego, a także – po angielsku – na stronie Rule of Law in Poland.

 

Podoba Ci się ten artykuł? Zapisz się na newsletter Archiwum Osiatyńskiego. W każdą środę dostaniesz wybór najważniejszych tekstów, a czasem również zaproszenia na wydarzenia.



Autor


Publicysta, politolog i dziennikarz „Gazety Wyborczej”


Więcej

Opublikowany

19 grudnia 2019







Inne artykuły tego autora

25.07.2020

Czego PiS nie mówi o szczycie UE. Praworządność i wartości europejskie to fundament, wytyczne szczytu nie są bezzębne

23.04.2019

Morawiecki w USA: Zmiany w sądownictwie jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200