Czego PiS nie mówi o szczycie UE. Praworządność i wartości europejskie to fundament, wytyczne szczytu nie są bezzębne

Udostępnij

Publicysta, politolog i dziennikarz „Gazety Wyborczej”

Więcej

Nie można udawać, że w konkluzjach szczytu UE nie ma zapisów o praworządności. Idą one nawet dalej i przeciwstawiają się też naruszaniu demokracji, pluralizmu praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości - mówi "Wyborczej" prof. Laurent Pech, specjalista prawa europejskiego



Bartosz T. Wieliński: Premier Morawiecki i politycy PiS twierdzą, że mechanizm, który miałby Polsce odbierać fundusze unijne z powodu łamania praworządności, jest bezzębny. To prawda?

 

Prof. Laurent Pech: Rada Europejska zadecydowała, że wypłata unijnych funduszy będzie zależeć od przestrzegania praworządności, a mechanizm będzie się opierał na konkretnej propozycji Komisji Europejskiej z maja 2018 r. Nie można udawać, że tych zapisów w konkluzjach nie ma. Nie są też bezzębne.

 

Pytanie, jak ten mechanizm będzie uruchamiany. Czy będzie tak, że do zamrożenia funduszy będzie potrzebna większość kwalifikowana w Radzie UE, czy taką decyzję będzie podejmować Komisja, a Rada większością kwalifikowaną będzie mogła mechanizm zatrzymać.

 

Druga opcja jest potencjalnie gorsza dla rządu PiS, bo oznacza, że trudniej będzie uniknąć konsekwencji. Ale Rada Europejska opowiedziała się za pierwszą opcją. To nie zamyka jeszcze dyskusji. W sprawie muszą się wypowiedzieć Komisja i Parlament Europejski, który domaga się, by mechanizm był bardziej surowy.

 

Instytucje w najbliższym czasie wypracują szczegóły. Widać, że pogląd, iż praworządność trzeba w specjalny sposób chronić, jest szeroko rozpowszechniony. Problem polega na tym, jak bardzo Komisja i Parlament Europejski będą chciały o to walczyć. Czas nie gra na korzyść praworządności. W Brukseli jest duża presja, by jak najszybciej przyjąć budżet i Fundusz Odbudowy, tak by kraje najmocniej dotknięte przez koronakryzys – jak Włochy czy Hiszpania – dostały pieniądze. Spór o to, jak ma działać procedura, może zaś wszystko przedłużać.

 

W konkluzjach ze szczytu zapisano jednak zdanie, że „Rada Europejska szybko powróci do tej kwestii”. Zdaniem polityków PiS oznacza to, że mechanizm musi zatwierdzić Rada Europejska, a Polska lub Węgry będą mogły go wetować

 

Większość uczestników szczytu, w tym Angela Merkel, kanclerz Niemiec, które w tym półroczu sprawują w UE prezydencję, uważa, że zapis ten oznacza tylko tyle, że na Radzie Europejskiej odbędzie się dyskusja i Polska lub Węgry będą mogły zgłaszać zastrzeżenia. Ale dyskusja nie oznacza, że cokolwiek będzie głosowane.

 

Jedyne głosowanie w tej sprawie odbędzie się na forum innej unijnej instytucji, Rady Unii Europejskiej (w jej skład wchodzą ministrowie krajów UE). Tam decyzje podejmuje się wyłącznie większością kwalifikowaną. Polska nie będzie mogła tam niczego zawetować. Jeśli rząd PiS będzie chciał zablokować wejście mechanizmu w życie, musi znaleźć wystarczająco dużo sojuszników, by propozycję odrzucić podczas głosowania. Ale to wydaje się nieprawdopodobne.

 

Po co w takim razie w konkluzjach zostawiono taki zapis?

 

Na pewno nie przez przypadek. Przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel i niemiecka prezydencja wiedzieli, co robią. Negocjacje trwały bardzo długo. Pod wieczór w poniedziałek szukano wyjścia z impasu. Znaleziono frazę, która nie jest do końca jednoznaczna. Z punktu widzenia prawa europejskiego nie będzie już żadnego weta, ale Polski rząd upiera się, że jest inaczej, by nie stracić twarzy w kraju.

 

W całej dyskusji umyka to, że Rada Europejska w konkluzjach ze szczytu poszła dalej, niż chciała Komisja Europejska. Komisja chciała bowiem wyciągać konsekwencje za łamanie praworządności. A z zapisów po szczycie wynika, że mechanizm będzie też dotyczyć łamania wartości europejskich zapisanych w art. 2 traktatu europejskiego. Oprócz łamania praworządności w grę wchodzi m.in. naruszanie demokracji, pluralizmu praw człowieka, w tym praw osób należących do mniejszości.

 

No właśnie. Jedną trzecią Polski zajmują obecnie „strefy wolne od LGBT”. Czy Bruksela będzie mogła karać samorządy, który podjęły uchwały dyskryminujące osoby homoseksualne?

 

Już w tej chwili przy rozdziale unijnych funduszy strukturalnych obowiązują przepisy zakazujące dyskryminacji. I już teraz można wstrzymywać finansowanie, tam gdzie dyskryminuje się osoby LGBT. Jeśli mechanizm zostanie przyjęty, będzie można w takiej sytuacji zawieszać wypłaty z wszystkich unijnych funduszy. Polski rząd ewidentnie przegapił te zapisy. Premier Morawiecki najpewniej był zadowolony, że słowo „praworządność” padło w konkluzjach ze szczytu tylko dwa razy. Tymczasem powiązanie wypłat z przestrzeganiem wszystkich unijnych wartości stawia rząd PiS w niekorzystnej sytuacji.

 

Politycy PiS twierdzili przed szczytem, że jakiekolwiek powiązanie wypłat z praworządnością będzie złamaniem traktatu europejskiego. Po szczycie jeden z wiceministrów założył się o 10 tys. zł, że Polska nie straci eurocenta…

 

Trudno dyskutować o łamaniu prawa z partią, która wielokrotnie dopuściła się łamania polskiej konstytucji. Trudno dyskutować też z nimi o traktacie. Pamiętam też wiceministrów PiS przekonujących, że forsowane przez nich zmiany w sądownictwie są zgodne z prawem unijnym. Zarzekali się, że nigdy nie przegrają sprawy przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Stało się inaczej. Za to, co polski rząd robi sędziom, unijne pieniądze powinny zostać odebrane natychmiast.

 

Ale wyobraża pan sobie sytuację, że Komisja Europejska pod przewodnictwem ugodowej Ursuli von der Leyen występuje o zamrożenie Polsce funduszy?

 

Tak. Jeśli uda się przeforsować zasadę, że mechanizm uruchamia Komisja, a Rada UE może go ewentualnie zablokować kwalifikowaną większością głosów, będzie to bardzo silne narzędzie do walki z naruszeniami praworządności i unijnych zasad. Rządy Polski i Węgier się tego boją, patrząc jak dużo wysiłku włożyły w walkę z uzależnieniem wypłat z budżetu od praworządności.

 

Ale jeśli mechanizm się w trakcie prac rozwodni i Komisja musiałaby za każdym razem szukać większości pośród członków UE, to myślę, że w przypadku łamania praworządności w Polsce taka większość i tak by się znalazła. Zwłaszcza że z Polski dobiegają sygnały, że nie będzie się stosować do wyroków TSUE.

 

Ale z drugiej strony Komisja musi szybciej reagować na kolejne przykłady łamania praworządności w Polsce i natychmiast wszczynać postępowania przeciwnaruszeniowe. Na przykładzie Węgier nauczyliśmy się już, że im więcej czasu daje się autokratom, tym trudniej będzie odwrócić efekty ich działań.

 

Wywiad ukazał się pierwotnie w „Gazecie Wyborczej”. Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość przedruku.



Autor


Publicysta, politolog i dziennikarz „Gazety Wyborczej”


Więcej

Opublikowany

25 lipca 2020







Inne artykuły tego autora

19.12.2019

Francuski prawnik: Władza prowadzi wasz kraj ku katastrofie. Polska słono zapłaci za oburzający pomysł ubezwłasnowolnienia sądów

23.04.2019

Morawiecki w USA: Zmiany w sądownictwie jak rozliczenie z francuskimi kolaborantami



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200