Unijna karta dań. Prof. Robert Grzeszczak dla „Gazety Wyborczej”

Udostępnij

dr hab., profesor nadzwyczajny Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie prawa Unii Europejskiej, prawa międzynarodowego publicznego i…

Więcej

W nowych ramach finansowych Komisja Europejska zaproponowała Polsce znaczne środki. Ale możemy otrzymać je w całości tylko w zamian za respektowanie unijnych wartości.



Robert Grzeszczak – profesor w Katedrze Prawa Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego, członek Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, Rady Programowej Programu Spraw Precedensowych Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego.

 

PAULINA MILEWSKA: Czy wypłaty z Funduszu Spójności powinny być związane z przestrzeganiem praworządności?

 

PROF. ROBERT GRZESZCZAK: Tajemnicą poliszynela jest, że to powiązanie już zaistniało. Problem polega tylko na tym, jak poddać je pod negocjacje i w jakim ostatecznie trybie zostanie to przyjęte. Taki system kija i marchewki będzie funkcjonować już od 2021 r.

 

W nowych siedmioletnich ramach finansowych Komisja Europejska zaproponowała nam dużo pieniędzy. Ale dostaniemy je w całości tylko wtedy, gdy Polska będzie uważana za kraj praworządny wedle unijnych standardów.

 

W innym przypadku wypłaty z budżetu dla Polski mogą zostać zmniejszone, zawieszone bądź nawet trwale zablokowane.

 

Na praworządność składają się różne wartości wymienione w traktacie o Unii Europejskiej, takie jak poszanowanie godności osoby ludzkiej, wolności, demokracji, równości, państwa prawnego, a także poszanowania praw człowieka, w tym osób należących do mniejszości. Czy państwa unijne mogą od nich odstąpić?

 

– Żeby Unia była stabilna, musi być silna wewnętrznie, dlatego jej wartości muszą być niezmienne. Gdybyśmy pozwolili na karuzelę wartości kierowaną przez aktualne koniunktury polityczne, Unia stałaby się kartą dań i przy każdym posiłku państwo członkowskie wybierałoby sobie coś innego. Tak być nie może.

 

Stąd tak duże i nieoczekiwane napięcia z państwami, które weszły później do Unii. Państwa te coraz bardziej odchodzą od unijnych wartości i ubierają to w dialektykę, że, owszem, są do nich przywiązane, ale rozumieją je inaczej.

 

Nigdzie w Europie nie można otwarcie stwierdzić, że nie jest się zwolennikiem demokracji, ale można przyznać, że rozumie się ją inaczej.

 

W słowie „demokracja” kryje się wiele elementów. Jeśli zgadzamy się co do fundamentów, możemy różnić się w szczegółach i współistnieć.

 

Co myśli pan o skuteczności kryteriów kopenhaskich, które muszą spełnić nowo wstępujące do Unii Europejskiej państwa? Przecież Polska i Węgry przeszły kiedyś przez wszystkie etapy sprawdzania praworządności.

 

– Unia może skutecznie wymagać od państw kandydujących, by te respektowały unijne wartości. Zawsze chce dowodów, że w danym państwie są dostateczne i trwałe mechanizmy obrony demokracji, np. wolne sądy, które kontrolują konstytucyjność poczynań władz.

 

Ważna jest też przynależność do Rady Europy i wierność jej standardom ochrony praw człowieka. Gdy państwo przedstawi dowody, że spełnia te warunki, może wejść do Unii. Ale ta z kolei traci wtedy możliwości dalszej kontroli. To paradoks integracji: UE może więcej przed akcesją niż po niej.

 

Czyli Wspólnotę zabija zaufanie?

– W Unii zakładano, że musimy sobie ufać, i to na wielu poziomach – gospodarczo, prawnie i w pewnym tylko sensie politycznie. Jednak to zaufanie zostało bezpowrotnie utracone, ponieważ głównie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej doszło do zdestabilizowania demokracji. W państwach starej Unii również możemy spotkać się z prawicowym populizmem, jednak tam nie kwestionuje się konstytucji czy niezależności sądów.

 

Próbuje się uruchomić procedury mające powstrzymać działania polskiego i węgierskiego rządu. Te procedury działały już wcześniej, np. w przypadku prawicowego rządu Jörga Haidera w Austrii czy we Francji w związku z bezprawnym odsyłaniem Romów w 2010 r., którym wręczano na drogę od 100 do 300 euro.

 

Zaprojektowano w efekcie mechanizm zawieszenia pewnych praw członkowskich (art. 7 traktatu o Unii Europejskiej), tyle że nikt nie myślał, że będzie on kiedykolwiek użyty. Jednak choć są państwa, które w sposób oczywisty nie przestrzegają prawa UE, mamy problem z ich dyscyplinowaniem. Bo inne kraje Unii same mają problemy, więc wolą unikać głosowania przeciwko innemu państwu.

 

Unia postawiła na nowe procedury. Nie będą oparte na zaufaniu jak dotąd. Będą tak zaprojektowane, by państwu nie opłacało się łamać prawa UE.

 

Stąd powiązanie wypłat z Unii z przestrzeganiem praworządności.

 

Za rok minie 15 lat od naszej akcesji do Unii. Jak pan ocenia miejsce Polski w układzie decyzyjnym w UE? Jeśli przyjrzymy się liście najbardziej wpływowych europosłów przygotowanej przez „Politico”, na 40 europosłów przypada jedna Polka – Danuta Hübner. Z kolei na liście 20 europosłów, za których należy się wstydzić, mamy dwóch Polaków. Czy nie wykorzystaliśmy szansy na aktywność w Unii?

 

– Wykorzystaliśmy tę szansę od wejścia do Unii aż do wyborów z 2015 r. Niestety, w Polsce do europarlamentu nie wybieramy ludzi, tylko partie. Teraz nasz skład w parlamencie UE jest bardzo słaby, czego dowodzą te rankingi.

 

W poprzedniej kadencji mieliśmy posłów, którzy w takich zestawieniach byli znacznie wyżej, ale już nie zasiadają w europarlamencie. Wtedy, choć nie byliśmy w strefie euro, nasz głos się liczył, bo Polska „trzymała nogę” na progu tej strefy. Obecnie nie mamy planu, by wejść do strefy euro, mimo że prawnie jesteśmy do tego zobowiązani.

 

Jesteśmy bardzo odosobnieni na arenie europejskiej.

 

Unia to system ciągłych negocjacji wszystkiego, zaś Polska koalicjantów nie szuka, a jeśli – to bezskutecznie, jak pokazały wybory przewodniczącego Rady Europejskiej i słynny wynik 27:1.

 

Co gorsza, Polska wchodzi do podręczników prawa europejskiego jako zakała integracji. To Polska po raz pierwszy w historii Unii nie zastosowała środka zasądzonego przez TSUE w sprawie Puszczy Białowieskiej, po raz pierwszy zastosowano wobec nas miękką procedurę ochrony praworządności, po raz pierwszy uruchomiono art. 7, pierwszy raz odwołano w trakcie kadencji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego (Polaka); przykładów jest więcej.

 

Fundusz Spójności uważany jest za jedną z unijnych strategii edukacyjnych. Wspierając biedniejsze regiony, UE chce wzmacniać również przywiązanie do wartości.

 

– Gdy kiedyś staniemy się zamożnym państwem, Fundusz Spójności przestanie być dla nas atrakcyjny. Natomiast zawsze ważna jest edukacja obywatelska, zaniedbywana przez kolejne rządy, od zmiany systemu w ’89. Ludzie muszą wiedzieć, dlaczego parlament jest ważny, co to jest lewica czy prawica, muszą przestać śmiać się z „lewaków” czy „katoli”. Musimy się szanować. Wtedy politykom trudniej będzie manipulować społeczeństwem.

 

Czy Unia zobowiązuje do edukowania obywateli na jej temat?

 

– To problem, Unia ma tylko tyle kompetencji, ile dostała od państw. A państwa zarezerwowały dla siebie programy edukacyjne i szkolnictwo. Był pomysł, by wprowadzić europejski przedmiot „przedsiębiorczość i kreacja”. W szkołach podstawowych na koszt UE miały być prowadzone zajęcia o kreatywnym myśleniu młodzieży. Ale pomysł zablokowały niemieckie landy, bo bały się, że będzie to przekazywanie Unii nowej kompetencji, w tym wypadku zarezerwowanej dla nich. I cały pomysł upadł.

 

Czy to znaczy, że nie ma unijnych pieniędzy na demokratyczną edukację?

 

– Są, ale nie jako bezpośrednie dopłaty, a bardziej w formie programów finansujących infrastrukturę edukacyjną. Z funduszy unijnych można starać się o wsparcie stworzenia nowych miejsc edukacji przedszkolnej. Są możliwe dofinansowania dla szkół różnych poziomów edukacji. Projekty dydaktyczne i wychowawcze można realizować zarówno w szkołach podstawowych, gimnazjach, jak i placówkach ponadgimnazjalnych – np. przez opłacenie pomocy szkolnych, sprzętu czy prac nad nowymi programami. I jest program Erasmus, z którego najczęściej w UE korzystają… polscy studenci.

 

 

                  

 

 

Rozmowę przeprowadziła Paulina Milewska. Wywiad opublikowany został w Gazecie Wyborczej w dniu 12.06.2018 roku. Dziękujemy Gazecie Wyborczej za możliwość jego publikacji na stronie Archiwum Osiatyńskiego. 

 

 



Autor


dr hab., profesor nadzwyczajny Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie prawa Unii Europejskiej, prawa międzynarodowego publicznego i…


Więcej

Opublikowany

13 czerwca 2018







Inne artykuły tego autora

19.12.2017

Praworządność jako zasada ustrojowa Unii Europejskiej i jej państw członkowskich

19.12.2017

Mechanizm z „nuklearnego” art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200