Ordo Iuris zastrasza studentów i zadamawia się na uniwersytetach dzięki Jarosławowi Gowinowi

Udostępnij

Redaktor Archiwum Osiatyńskiego. Doktorant na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent prawa, filozofii i artes liberales w ramach Kolegium Międzydziedzinowych…

Więcej

Ordo Iuris rozpoczęło kolejny etap walki o uniwersytety, w czym pomaga mu nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym. Ultrakonserwatywna fundacja wynosi spór w obrębie akademii na zewnątrz, zacierając granice autonomii uczelni i negując jej prawo do samodzielnego rozwiązywania konfliktów



24 maja 2020 ujawniono, że studenci powiązani ze skargą złożoną na prof. Ewę Budzyńską z Uniwersytetu Śląskiego byli przez wiele godzin przesłuchiwani przez katowicką policję w asyście prawników Ordo Iuris.

 

Takie są efekty presji wywieranej przez Ordo Iuris na środowiska akademickie. Organizacja, znana z propozycji ustawodawczych takich jak bezwzględny zakaz aborcji, zakaz edukacji seksualnej, usunięcie prawa do korekty płci, czy zmiany w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie (np. nieuznawanie za sprawcę przemocy osoby, która dopuściła się jej jednorazowo) od lat zabiega o wpływy na uniwersytetach w całej Polsce, zadomowienie skrajnych poglądów w przestrzeni publicznej i uprawomocnienie ich w dyskursie naukowym i prawnym.

 

Odnosi przy tym sukcesy. Jeden z założycieli Ordo Iuris, dr hab. Aleksander Stępkowski, który uczył m.in. przedmiotu doktryny prawne i polityczne na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, w maju objął funkcję „pełniącego obowiązki” Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Po powołaniu przez prezydenta Dudę prof. Małgorzaty Manowskiej na Pierwszą Prezes SN, Stępkowski został rzecznikiem prasowym tego sądu.

 

Przesłuchania „w swobodnej atmosferze”

 

W grudniu 2018 roku do władz Uniwersytetu Śląskiego trafiła skarga studentów socjologii na zajęcia prowadzone przez prof. Ewę Budzyńską na drugim roku studiów licencjackich. Zgodnie z sylabusem, zajęcia miały dotyczyć międzypokoleniowych więzi w różnych modelach rodziny na świecie.

 

Tymczasem stały się przestrzenią do propagowania skrajnych poglądów – homofobii, straszenia „ideologią gender”, komunizmem, mówienia o aborcji jako o morderstwie. Padały tam opinie, że posyłanie dzieci do żłobka to krzywda (żłobki porównywano do obozów koncentracyjnych). Przestrzegano przed oddawaniem spermy lesbijkom, ze względu na zagrożenie pozwem o alimenty w wypadku urodzenia przez lesbijkę dziecka.

 

Stanowisko studentów zostało potraktowane poważnie, choć bez pośpiechu. W 2019 roku rzecznik dyscyplinarny Uniwersytetu Śląskiego prof. Wojciech Popiołek skierował do komisji dyscyplinarnej wniosek o ukaranie prof. Budzyńskiej naganą.

 

Zarzucił jej, że: „formułowała wypowiedzi w oparciu o własny, narzucany studentom, światopogląd o charakterze wartościującym, stanowiące przejaw braku tolerancji wobec grup społecznych i ludzi o odmiennym światopoglądzie, nacechowane wobec nich co najmniej niechęcią, w szczególności wypowiedzi homofobiczne, wyrażające dyskryminację wyznaniową, krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży”.

 

W obronie prof. Budzyńskiej stanęły przede wszystkim środowiska katolickie. Ich zdaniem, postępowanie przeciwko Budzyńskiej godzi w wolność wyrażania poglądów, a także w swobodę badań naukowych i poszukiwania prawdy. „Trzeba murem stanąć za prof. Ewą Budzyńską” – zadeklarował na antenie Radia eM minister Michał Woś. Konfliktem zainteresował się także ówczesny minister nauki Jarosław Gowin.

 

W styczniu 2020 roku, kilka dni po ogłoszeniu odejścia prof. Budzyńskiej z uczelni, do prokuratury w Katowicach wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z postępowaniem dyscyplinarnym. Poszkodowaną miałaby być profesor, a przedmiotem przestępstwa (art. 235 kodeksu karnego) – sfałszowanie dowodów przeciwko niej.

 

Minister Michał Woś wyjawił, że autorką zawiadomienia jest działaczka Solidarnej Polski. Zbigniew Ziobro jako Prokurator Generalny polecił prokuraturze zbadać ten wątek.

 

Na podstawie art. 317 § 1 Kodeksu postępowania karnego prawnicy Ordo Iuris mogli uczestniczyć w roli pełnomocników prof. Budzyńskiej w przesłuchaniach studentów wezwanych na świadków rzekomego przestępstwa. Zdaniem Ordo Iuris, przesłuchania studentów stanowią rutynowe działanie organów, zaś samo postępowanie było prowadzone „z ogromnym taktem i w swobodnej atmosferze”.

 

Głównym celem wydaje się jednak być zastraszenie studentów. Przesłuchania studentów są długie i niezwykle szczegółowe. Na jednym z nich wezwany student w ciągu 3 godzin otrzymał aż 71 pytań.

 

Studenci wydali oświadczenieprezentujące inny obraz przesłuchań niż ten przedstawiany przez Ordo Iuris: „Czujemy się zastraszeni, a przesłuchania traktujemy jako sugestię, że nasze zarzuty są nieprawdziwe. Co więcej, presję przesłuchań postrzegamy jako próbę uciszenia nie tylko naszej grupy, ale również młodszych roczników. Ale nas nie da się uciszyć, bo wierzymy, że każdy przyzwoity człowiek winien sprzeciwiać się szerzeniu nienawiści. Dla większości z nas był to pierwszy kontakt z policją. Czuliśmy się jak winowajcy. A przecież to my stanęliśmy po stronie prawdy nie godząc się na szkalowanie muzułmanów, kobiet i dzieci.

 

Przymus uczestniczenia w przesłuchaniach odbił się na naszym zdrowiu psychicznym wywołując w jednej ze studentek traumę. Na pierwszych przesłuchaniach nie było z nikim z nas nawet pełnomocnika”.

 

Atakowany przez fundację za rzekome „rażące uchybienia proceduralne” rzecznik dyscyplinarny UŚ, prof. Popiołek, 9 czerwca ujawnił, że złożył pozew z powództwa cywilnego przeciwko Ordo Iuris.

 

Ostatnie przesłuchanie studentów odbyło się 10 czerwca.

 

Niebezpieczny precedens

 

Działania Ordo Iuris wobec studentów Uniwersytetu Śląskiego doprowadziły do pomieszania dwóch odrębnych porządków regulowania sporów: w obrębie wspólnoty akademickiej oraz na podstawie norm prawa karnego.

 

Precedens jest niebezpieczny – wyciąga studentów biorących udział w uczelnianym sporze z przestrzeni uniwersyteckiej i pozwala na tworzenie nowych mechanizmów zastraszania.

 

Przekaz dla młodych członków wspólnoty uniwersyteckiej jest jasny – nie wychylaj się, nie protestuj, możemy pociągnąć cię do odpowiedzialności lub przynajmniej uprzykrzyć życie.

 

Konstytucja RP zapewnia podstawy prawne do sprzeciwiania się wobec zaangażowania represyjnych sił zewnętrznych w wewnętrzne sprawy uczelni. Artykuł 70 ust. 5 Konstytucji zapewnia „autonomię szkół wyższych”, a artykuł 73 zapewnia każdemu „wolność (…) badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania (…)”.

 

Zwróciło na to uwagę Prezydium Komitetu Socjologii PAN: „Gdy konflikty i spory na uczelniach nie mają znamion przestępstwa, powinny być rozwiązywane w oparciu o procedury opisane w prawie o szkolnictwie wyższym i w statutach uczelni oraz o reguły utrwalone w akademickiej tradycji. Zaangażowanie represyjnych instytucji państwa było w tym przypadku niczym nieuzasadnione, nieproporcjonalne w stosunku do rangi sprawy i zwróciło się przeciwko konstytucyjnym wolnościom oraz zasadzie autonomii szkół wyższych”.

 

W podobnym tonie wypowiedzieli się prof. Ryszard Koziołek, prorektor ds. kształcenia i studentów Uniwersytetu Śląskiego (niedawno wybrany na rektora tej uczelni) oraz pracownicy naukowi Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego:

 

„Wyrażamy głęboki sprzeciw wobec ingerencji organów ścigania w autonomię uczelni wyższej. Przypominamy, że wynikająca z art. 73 Konstytucji RP wolność akademicka zawiera, obok wolności wypowiedzi naukowej, także przysługujące Akademii prawo do samodzielnego rozstrzygania ewentualnych konfliktów we własnym środowisku”.

 

Długi marsz przez uniwersytet

 

Ordo Iuris weszło i ugruntowało się w świecie uniwersyteckim działając według schematu. Na uniwersytetach organizowano wydarzenia, które były przedstawiane jako naukowe czy popularyzujące naukę, na przykład konferencje czy spotkania ze „znaną osobą”.

 

Trudno powiedzieć, że podczas tych spotkań prezentowano wyniki badań naukowych czy zapewniano pluralistyczną debatę – przedstawiano raczej manifesty światopoglądowe pozbawione charakteru naukowego, które miały np. wydźwięk homofobiczny. Dzięki takiej działalności Ordo Iuris mogło jednak utrzymywać, że współpracuje z czołowymi jednostkami akademickimi i badawczymi w Polsce. Fundacja organizowała wydarzenie pod własnym szyldem lub korzystała z pośrednictwa kół naukowych.

 

Żywiołowa debata miała miejsce w 2016 roku na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, gdzie Ordo Iuris próbowało zorganizować konferencję pod pozornie neutralnym tytułem „Prawa poczętego pacjenta: aspekty medyczne oraz prawne”. W programie znalazły się wystąpienia takie jak „Kiedy dziecko poczęte potrzebuje adwokata”. Warto dodać, że traktowanie płodu jako osobnego pacjenta w każdym etapie ciąży to kontrowersyjny bioetycznie pogląd, który niesie negatywne konsekwencje dla pacjentek będących w ciąży.

 

Przyczółkiem Ordo Iuris stała się Katedra Socjologii Prawa Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Kierownikiem tej jednostki badawczej jest założyciel fundacji, dr hab. Aleksander Stępkowski, do niedawna „komisarz” Andrzeja Dudy w Sądzie Najwyższym, teraz pełniący funkcję rzecznika prasowego SN.

 

Z inicjatywy Stępkowskiego w 2016 roku na Uniwersytecie Warszawskim odbyła się konferencja naukowa „Tożsamość małżeństwa i jej ekspresja jurydyczna”. Choć pozornie było to wydarzenie otwarte dla wszystkich, przez ustalenie wysokiej opłaty za wstęp (350 złotych), w praktyce uniemożliwiono pluralistyczną debatę w czasie tego wydarzenia.

 

Wywołało to protesty studentek i studentów. Jedna z protestujących, Monika Helak z Uniwersytetu Zaangażowanego, wyjaśniała wtedy: „To nie jest tak, jak się nam zarzuca, że my chcemy tylko lewicowych debat. Jesteśmy zwolennikami prawdziwej dyskusji akademickiej, w której prezentowane są różne poglądy, różne podejścia. Tylko jak można podejmować dyskusję na konferencji, jeżeli za samo wejście trzeba zapłacić 350 zł? To nie jest otwarta debata!”.

 

Stępkowski odmówił rektorowi UW, prof. Marcinowi Pałysowi, otwarcia konferencji dla szerszej publiczności, zasłaniając się między innymi kosztami cateringu czy potencjalnymi „bojówkarzami reprezentującymi subkulturę LGBT”.

 

Ten argument zdumiewa, zważywszy, że Ordo Iuris otoczyło opieką prawną (poprzez instytucję „opinii przyjaciela sądu”) nacjonalistycznych chuliganów, którzy w 2013 roku zakłócili wykład Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim.

 

Wątpliwości budzili także prelegenci. Wśród nich znalazły się osoby głoszące, że epidemia AIDS to „boża kara za grzech sodomii” oraz związki partnerskie są pierwszym krokiem w drodze żądań prawnej legalizacji relacji ze zwierzętami.

 

W 2017 roku Ordo Iuris za pośrednictwem Studenckiego Koła Nauk o Państwie i Prawie «Pro Patria» usiłowała zorganizować na Uniwersytecie Warszawskim spotkanie z Rebeccą Kiessling, amerykańską aktywistką antyaborcyjną bez znaczącego dorobku naukowego. W wyniku protestów studentów władze uczelni zdecydowały się odwołać spotkanie.

 

Już wtedy Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin sugerował, że Uniwersytet Warszawski dopuścił się cenzury („Z poglądami Pani Kiessling można się zgadzać lub nie, lecz zabranianie ich artykułowania jest niczym innym jak cenzurą” – mówił), co spotkało się ze zdecydowaną odpowiedzią rektorów UW i UJ dotyczącej różnicy między działalnością naukową a lobbystyczną.

 

Jeszcze przed odwołaniem spotkania z Kiessling, Ordo Iuris postanowiło pierwszy raz wkroczyć na wojenną ścieżkę z niepokornymi studentami. Ofiarami zostali organizatorzy petycji „NIE dla Ordo Iuris na Uniwersytecie Jagiellońskim”. Autorzy otrzymali od prezesa Instytutu mecenasa Jerzego Kwaśniewskiego wezwanie przedprocesowe wzywające „do zaniechania naruszeń dóbr osobistych oraz usunięcia skutków naruszenia”.

 

Ze względu na liczne wady prawne pismo to miało charakter wyłącznie zastraszający i propagandowy.

 

Gowin z odsieczą

 

W wyniku solidarnej reakcji studentów oraz pracowników uczelni, uniwersytety stały się czujniejsze i przestały zasłaniać się argumentem, że wyłącznie udostępniają przestrzeń, zatem nie są organizatorami wydarzeń sygnowanych przez Ordo Iuris.

 

W ostatnich latach strategia zadomowienia się Ordo Iuris na uniwersytetach stała się bardziej zniuansowana, prelegenci mniej kontrowersyjni, a same konferencje nabrały pozorów obiektywnej przestrzeni wymiany myśli z udziałem osób zajmujących się działalnością naukową.

 

Kluczowe były jednak zmiany w prawie o szkolnictwie wyższym, które zmniejszyły możliwości oporu społeczności akademickiej przed zakusami Ordo Iuris.

 

Władze uczelni nie mają już możliwości odmowy założenia koła naukowego. Wcześniej rektor mógł odrzucić wniosek w uzasadnionych sytuacjach. Obecnie uniwersytet jedynie rejestruje zgłoszenie powstania nowego koła, a interweniować może dopiero w przypadku rażących naruszeń powszechnie obowiązującego prawa lub wewnętrznych regulaminów uczelni. Dzięki temu na Uniwersytecie Śląskim na początku 2020 roku zarejestrowano Koło Naukowe „Ordo Iuris”, które odbyło na razie jedno spotkanie – w lutym, tuż przed epidemią COVID-19 i planuje wznowić działanie w nowym roku akademickim.



Autor


Redaktor Archiwum Osiatyńskiego. Doktorant na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent prawa, filozofii i artes liberales w ramach Kolegium Międzydziedzinowych…


Więcej

Opublikowany

12 czerwca 2020







Inne artykuły tego autora

18.08.2020

Koniec pewnej epoki internetu. TSUE chroni dane obywateli UE przed inwigilacją USA

27.07.2020

Standardy TVP w szkole. PiS chce tak zreformować edukację, by przerobić młodych w swoich wyborców

25.05.2020

Serca raperów, umysły profesorów. Nowe sposoby komunikacji



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200