Rozumienie, negocjacje, konsens

Udostępnij

prof. dr hab., profesor filozofii i nauk politycznych na SWPS Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią polityki, koncepcjami demokracji…

Więcej

Refleksje na marginesie przygotowywanej reformy sądownictwa



Jesień 2017 roku zapisze się w pamięci politycznej jako okres batalii o uchwalenie nowych ustaw. Na pierwszy ogień pójdą propozycje Prezydenta dotyczące zawetowanych przez niego ustaw o SN i KSR, ale pewno zaraz potem pojawią się dyskusje o ustawie medialnej czy dotyczącej instytucji kultury.

 

Ścieżki stanowienia prawa ustalane są, jak wiadomo, dość ściśle w dyskursie prawniczym, ale nasz kraj znajduje się obecnie, co też jest dobrze znane, w sytuacji szczególnej, która wymyka się precyzyjnym określeniom.

 

Nie jest to wciąż jeszcze stan wyjątkowy w takim sensie, o jakim za Carlem Schmittem mówią współcześni teoretycy polityki, ale nie jest to też normalna procedura demokracji liberalnej.

 

Z braku lepszych określeń można więc mówić o stanie semi- czy pół-wyjątkowym lub może bardziej dobitnie o pełzającym stanie wyjątkowym.

 

Z braku lepszych określeń można więc mówić o stanie semi- czy pół-wyjątkowym lub może bardziej dobitnie o pełzającym stanie wyjątkowym.

 

W rezultacie następuje gwałtowna i radykalna konfliktowa polityzacja sfer, które sfer, które pozostawały relatywnie wyłączone z obszaru bieżącej polityki. Warto więc wrócić do rudymentów teorii demokracji po to, by ostatnie wydarzenia umieścić w szerszej teoretycznej perspektywie.

 

Jedną z niewielu rzeczy, którą akceptują prawie wszyscy piszący o demokracji jest, że demokracja jest systemem opierającym się na dialogu. Wynika to samej natury tego systemu. Nie ma demokracji bez autonomicznych, wolnych jednostek, które swe działania harmonizują w wyniku konsensu, który jest wynikiem dialogu.

 

Przy tej powszechnej akceptacji dialogicznej istoty demokracji, ciekawe jest, że sam dialog nie stał się prawie nigdy przedmiotem zainteresowania teoretyków polityki, ze znaczącym wyjątkiem Jürgena Habermasa. Pokazał on, że samym języku zawarte są możliwości konsensu, o ile spełnione zostają pewne warunki prowadzenia konwersacji.

 

Można mieć jednak wątpliwości, czy rzeczywiście demokratyczny konsens jest w ogóle możliwy. Wątpliwość tę podnosili wrogowie demokracji, jak Carl Schmitt, ale także ci, którzy akceptując demokrację, stwierdzali, że do jej funkcjonowania wystarczy akceptacja formalnych reguł, przede wszystkim wyników głosowania. Zasadniczą różnicą więc między demokracją a reżimem totalitarnym czy autorytarnym byłoby to, że hegemonia jednej ze stron ma charakter czasowy, dopóki nie przegra ona wyborów. Jedną z konsekwencji tego stanowiska, nazywanego zwykle agonistycznym, jest, że w gruncie rzeczy mniejszość parlamentarna i pozaparlamentarna traci na znaczeniu. Jedyne co może zrobić, to czekać na kolejne wybory i liczyć w nich na odwrócenie sytuacji.

 

W swojej książce Polityka dialogu: demokracja niekonsensualna i wspólnota krytyczna (PWN 2015) pokazywałem wady i zalety obu stanowisk: konsensualnego i agonistycznego, przeciwstawiając im własną koncepcję demokracji niekonsensualnej.

 

Punktem wyjścia tej koncepcji jest traktowanie dialogu jako autonomicznej wartości demokracji a nie jako środka do osiągnięcia celu jakim jest konsens, porozumienie. Dialog jest więc wehikułem rozumienia a nie porozumienia.

 

Demokracja, moim zdaniem, potrzebuje rozumienia jako swego podstawowego budulca, wykraczając w ten sposób poza jedynie formalną akceptację reguł.

 

Demokracja, moim zdaniem, potrzebuje rozumienia jako swego podstawowego budulca, wykraczając w ten sposób poza jedynie formalną akceptację reguł.

 

Jednak, co warto szczególnie zaznaczyć, dlatego niezbędnym wymiarem demokracji jest wymiar etyczny, gdyż z tej perspektywy decyzja wejścia w dialog jest wyborem etycznym. Zdanie: „Nie akceptuję twych poglądów, ale rozumiem twoje motywy” nie wynika z logiki walki politycznej, ale bez niego walka ta przestaje być demokratyczna. Zdanie to pozwala też odróżnić prawdziwy dialog od różnych form pseudodialogu.

Jednym z jego emblematów jest zdanie: „Warto (trzeba) wszystkich wysłuchać”, które często pada w debacie politycznej. Sam akt słuchania niczego nie zmienia, wręcz przeciwnie, takie stwierdzenie wskazuje raczej, że mamy do czynienia z ukrytym monologiem, przebranym za dialog.

 

Sam akt słuchania niczego nie zmienia, wręcz przeciwnie, takie stwierdzenie wskazuje raczej, że mamy do czynienia z ukrytym monologiem, przebranym za dialog.

 

Ukryty monolog paradoksalnie styka się blisko ze swym pozornym przeciwieństwem czyli anarchizmem nieskoordynowanych głosów, którego politycznym wyrazem jest chaotyczna debata, która nie prowadzi do żadnych rezultatów, a decyzje podejmowane są zupełnie od niezależnie od niej. Taka koncepcja demokracji różna jest zarówno od antagonistycznego, jak też konsensualnego modelu. Od pierwszego różni się tym, że zakłada elementarną solidarność jako fundament demokracji, od drugiego zaś tym, że konsens traktuje jako rzadki przypadek w demokratycznym dyskursie, na plan pierwszy wysuwając rozumienie.

 

Negocjacje więc, demokratyczne negocjacje, nie mają z tej perspektywy polegać na znalezieniu konsensu, który uwzględniałby wszystkie punkty widzenia, gdyż jest to na ogół niemożliwe. Powinny się one zaczynać od prezentacji wszystkich stanowisk, co jest oczywiście warunkiem koniecznym ale niewystarczającym.

 

Drugim etapem jest uruchomienie procedury rozumienia, które znaczy dla mnie etyczną gotowość do włączania poglądów, kategorii innych we własny system pojęciowy. Takie włączanie nigdy nie jest pełne, gdyż zawsze dostosowujemy pojęcia używane przez innych do naszego własnego systemu pojęciowego.

 

To, co powstaje jest rodzajem hybrydy językowej. Rozumienie jest więc procesem spiralnym, który nigdy się nie kończy. Tutaj pojawia się oczywista sprzeczność, gdyż jest wiele obszarów życia politycznego i społecznego, które wymagają jednoznacznej decyzji. Sprzeczność ta jest jednak pozorna, o ile decyzja jest powzięta w jakimś momencie procesu rozumienia, prawdziwego dialogu. Decyzja oczywiście nie będzie odzwierciedleniem wszystkich punktów widzenia, ani też spotkanie się „wpół drogi”. Będzie natomiast wynikiem rozumiejącej refleksji nad motywami tych, którzy zaangażowani są w spór.



Autor


prof. dr hab., profesor filozofii i nauk politycznych na SWPS Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią polityki, koncepcjami demokracji…


Więcej

Opublikowany

25 października 2017





Inne głosy w debacie



Inne artykuły tego autora

08.03.2018

Społeczne poparcie dla nowelizacji ustawy o IPN świadczy o otwarciu kolejnej fazy w procesie przeformułowywania polskiej tożsamości



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200