Społeczne poparcie dla nowelizacji ustawy o IPN świadczy o otwarciu kolejnej fazy w procesie przeformułowywania polskiej tożsamości

Udostępnij

prof. dr hab., profesor filozofii i nauk politycznych na SWPS Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią polityki, koncepcjami demokracji…

Więcej

Polityczna i prawna strona kryzysu wokół ustawy o IPN jest jedynie wyrazem głębokiego kryzysu etycznego i to właśnie utrudnia lub wręcz uniemożliwia rozwiązanie sporu



Szeroko dyskutowana poprawka do ustawy o IPN wywołała kryzys, czyli moment, w którym sprawy dotarły tak daleko, że jedynym wyjściem jest przemyślenie na nowo całej sytuacji i znalezienie nowych rozwiązań. W kryzysie nie ma nic gorszego niż dalsze brnięcie drogą, która już okazała się ślepym zaułkiem i znanych jest niestety wiele sytuacji, w których postawa taka doprowadziła do tragicznego końca. Alternatywą dla nowych twórczych rozwiązań jest jedynie katastrofa, która też jest rozwiązaniem kryzysu, ale za wysoką, często dramatycznie wysoką, cenę.

 

Kryzys, który obserwujemy jest na pewno kryzysem politycznym, zaangażowane w niego są rządy i parlamenty. Do jego rozwiązania zmierzają służby dyplomatyczne państw uwikłanych w spór. Jest też kryzysem prawnym, zarówno w najbardziej banalnym sensie: ustawy napisanej tak, że zostawia pole do wielu interpretacji, jak też w głębszej warstwie, że dotyka samych postaw prawa, tego, co możemy prawem regulować, a co powinno pozostać poza normą prawną.  Sądzę jednak, że polityczna i prawna strona kryzysu jest jedynie wyrazem głębokiego kryzysu etycznego i to właśnie utrudnia lub wręcz uniemożliwia rozwiązanie sporu.

 

Na czym polega kryzys etyczny? Otóż, po to, by funkcjonować w społeczeństwie, wchodzić w relacje z innymi ludźmi na wszystkich możliwych poziomach od najbardziej intymnych do czysto służbowych musimy dysponować intuicjami etycznymi, które są podzielane przez innych ludzi. Inaczej nie moglibyśmy nigdy ustalić z nimi wspólnej perspektywy. Wydaje się, że strony uczestniczące w sporze zatraciły intuicyjny kompas etyczny, którym kierują się ludzie w swym postępowaniu. Te same kategorie moralne są inaczej rozumiane, co sprawia, że argumenty mijają się, a wypowiedzi osób zamieszanych w spór po jednej stronie stają nieczytelne dla drugiej strony.

 

Co nawet bardziej niebezpieczne, tezy jaskrawo nieetyczne konstruowane są w języku etyki wprowadzając zamieszanie nie tylko w dyskusję o prawdzie historycznej czy stosunkach polsko-żydowskich, ale w najgłębsze poziomy dyskursu moralnego. Może się to mścić nie tylko nieporozumieniami w chwili obecnej, ale też rzutować na przyszłość. Rzeczywistość społeczna jest budowana bowiem w dużej mierze przez język, więc skoro zostaną utrwalone błędne kategorie, to zniekształcony język będzie generował zniekształconą rzeczywistość. Znane są z historii straszliwe konsekwencje takiej sytuacji.

 

W dzisiejszej gorącej dyskusji mamy do czynienia, co najmniej z dwiema kategoriami, których rozumienie może budzić kontrowersje.

 

Pierwszą z nich jest oczywiście „odpowiedzialność.” Po polsku, jak w wielu innych językach, odpowiedzialność jest powiązana etymologicznie z „odpowiedzią.” Odpowiedzialność jest więc odpowiedzią na sytuację, ale przede wszystkim na czyjąś prośbę czy żądanie. Jest odpowiedzią, która oceniamy przede wszystkim w kategoriach etycznych i oczywiste jest, że nigdy nie jesteśmy w stanie w pełni odpowiedzieć na prośby i żądania innych, z tego powodu, że zawsze mogliśmy zrobić więcej, dać z siebie więcej, bardziej się nad kimś pochylić.

 

Innymi słowy, odpowiedzialność jest zadaniem, a nie stanem, nie możemy nigdy odpowiedzieć, że nie jesteśmy za coś odpowiedzialni, choćby z tego powodu, że przy całej dobrej woli, nie usłyszeliśmy wołania, nie zrozumieliśmy go albo nasza odpowiedź nie była w pełni satysfakcjonująca.

 

Zilustrujmy to przykładem rodziców, którzy dbali o swe dziecko, starali się o jego edukację, zapewniali mu dobre warunki życia. Niemniej jednak coś poszło w jego życiu nie tak i uważa, że rodzice odpowiadają za jego porażki, bo nie wsłuchali się wystarczająco w jego potrzeby, czy nie docenili jego problemów. Rodzice mogą myśleć, że byli pod każdym względem w porządku, ale nie zwolni ich to z odpowiedzialności. Jeżeli są wrażliwi i kochają dziecko, to będą musieli zmagać się z tą kwestią, właśnie jako z problemem etycznym, zastanawiać się, czy nie są winni temu, że mu się w życiu nie powiodło. Związane z odpowiedzialnością poczucie tego, że nie jest się w porządku ma ogromne znaczenie etyczne, staje się jednym z wyznaczników naszego człowieczeństwa. Wisława Szymborska ujęła to w wierszu Pochwała złego o sobie mniemania: „Nic bardziej zwierzęcego /niż czyste sumienie/ na trzeciej planecie Słońca.”

 

Drugą kategorią, która wprowadza zamęt do dyskusji jest naród. Odpowiedzialność, jak wskazywałem wyżej, jest zawsze konsekwencją decyzji i wyborów jednostki. Naród składa się z jednostek, które mają różne przekonania, wartości czy nastawienia, stąd właściwie nie można, w etycznym sensie tego słowa, mówić o odpowiedzialności narodu. Aby wybrnąć z tej trudności podkłada się pod kategorię narodu treści, które odnoszą się do zupełnie innego porządku społecznego i kulturowego. Najbardziej oczywistym ruchem jest utożsamienie narodu z państwem, bo bez wątpienia można mówić o odpowiedzialności państwa za takie czy inne sfery życia społecznego. Niemniej jednak odpowiedzialność instytucji państwa nie ma w zasadzie charakteru etycznego. Instytucje nie czują się winne, czy mają poczucie, że zawiodły zaufanie. Sensownie da się powiedzieć natomiast, że nie były one dostatecznie sprawne, przygotowane czy elastyczne, aby podołać stojącym przed nim zadaniom. Jeżeli tak się stało, to oczywiście możemy stwierdzić, że instytucje są odpowiedzialne za zdarzenia, które się w wyniku tego dokonały. Jednak, chciałem to jeszcze raz podkreślić, nie można utożsamiać narodu i państwa, każde z tych pojęć reprezentuje inny porządek rzeczywistości społecznej. Łatwość identyfikacji tych dwóch różnych pojęć wynika z atrakcyjności koncepcji państwa narodowego, która, mimo że jest stosunkowo nowym wynalazkiem, stała się czymś tak naturalnym, że zapomina się o długiej tradycji i współczesności państw wielonarodowych.

 

Drugim sposobem rozwiązania problemu odpowiedzialności narodu jest strategia „uśredniania” postaw w kwestii, którą dyskutujemy. Jeżeli większość Polaków angażowała się w pomoc Żydom, a tylko nieliczni postępowali inaczej, to „średnia” narodowa jest jednoznaczna. Takie stawianie sprawy rodzi jednak nieprzezwyciężalne trudności. Z jednej strony, taka narodowa „średnia” jest niemożliwa do wyliczenia szczególnie w tak mrocznej sprawie jak historia Holokaustu. Z drugiej strony, co ważniejsze, kwestie etyczne nigdy nie mogą „uśrednione.” Jeżeli już rozpatrujemy postawę etyczną jakieś grupy, to zawsze jej najsłabsze ogniwo musi być szczególnie brane pod uwagę. Cóż z tego bowiem, że z jakieś powiedzmy 10 osobowej grupy, 9 osób zachowała się przyzwoicie i tylko 1 skrajnie nieprzyzwoicie wyrządzając nieodwracalną krzywdę komuś spoza grupy. Jeżeli członkowie grupy podzielają te same wartości i postawy, to działania czarnej owcy rzucają cień na całą grupę. Powstaje pytanie, z którym się musi uporać, co było takiego w naszych przekonaniach, że zawiodły w tym jednym przypadku.

 

Dylematy te widoczne są chyba nawet dla tych, którzy strategię taką stosują i dlatego łączą ją oni z manipulacją definicją narodu. Ci, którzy postępowali nieetycznie nie są członkami narodu, bo…postępowali nieetycznie, a naród postępuje etycznie. Takie rozumowanie, choć obciążone wadą logiczną tzw. błędnym kołem w rozumowaniu, ma jednak dużą siłę perswazyjną i często mniej lub bardziej otwarcie pojawia się w publicznych dyskusjach jako niepodważalny argument.

 

Sądzę, że opisane przez mnie usterki etycznego rozumowania sprawiają, że prawne uregulowania w kontrowersyjnej ustawie nie będą mogły w dłuższej perspektywie funkcjonować.

 

Oczywiście, prawo to nie etyka i rozmijanie się tych dwóch dziedzin zdarza się dość często. Niemniej jednak, głęboki rozdźwięk między nimi, jaki obserwujemy w tym przypadku musi prowadzić do szeregu wątpliwych rozstrzygnięć i w konsekwencji do zmiany prawa.

 

Problemem jest jednak przede wszystkim poparcie, jakie projekt ustawy zdaje się cieszyć wśród w naszym kraju. Jeżeli miałbym w całym tym zamieszaniu widzieć jakieś pozytywne elementy, to paradoksalnie byłoby to właśnie poparcie. Wydaje się bowiem, że świadczy ono o otwarciu kolejnej fazy w bolesnym procesie przeformułowywania polskiej tożsamości. Po wojnie mieliśmy okres długiego milczenia, wzmocniony jeszcze przez niechęć władz komunistycznych do wchodzenia w takie trudne tematy. Na powierzchni dominowały wygodne klisze i stereotypy a pod powierzchnią rzucane mimochodem opowieści o straszliwych sprawach, które działy się w tamtych czasach. Drugim etapem było ujawnienie faktów, które nie zgadzały się z ustalonym modelem tożsamości. Spowodowało to burzliwą dyskusję i desperacką próbę ocalenia tożsamości poprzez reinterpretację faktów. To, oczywiście, nie mogło się powieść i teraz jesteśmy świadkami trzeciego etapu, czyli gwałtownego zaprzeczania. Stadium wyparcia zapowiada radykalną zmianę i świadczy o zmaganiu z problemem konstrukcji nowej tożsamości, której osią jest akceptacja etycznej odpowiedzialności. Ale trzeba na to czasu.



Autor


prof. dr hab., profesor filozofii i nauk politycznych na SWPS Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym we Wrocławiu. Zajmuje się filozofią polityki, koncepcjami demokracji…


Więcej

Opublikowany

8 marca 2018







Inne artykuły tego autora

25.10.2017

Rozumienie, negocjacje, konsens



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa


10 
20 
50 
100 
200