arrow search cross



Hanna Roman-Wyrobek

Udostępnij

„Gdyby każdy zrobił cokolwiek, chociażby drobną rzecz, żeby zaprotestować przeciwko zmianom, które rujnują nasz kraj, to może udałoby nam się zatrzymać PiS” – mówi Hanna Roman-Wyrobek.

 

Sama od grudnia 2017 roku codziennie zapala przed sądem we Wrocławiu trzy znicze na znak protestu. Kiedy wychodzi z domu, rodzina mówi: „Babcia znowu idzie sadzić marchewki”.

 

„Jest taki żart: zajączek zwierza się tacie, że chciałby zrobić coś dobrego dla świata. Ten mu odpowiada, żeby… posadził marchewki. No i ja też jestem trochę jak zajączek. Tylko zamiast marchewek mam znicze” – mówi Hanna Roman-Wyrobek.

 

Na protesty zaczęła chodzić, gdy PiS przegłosował wybór nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a prezydent w nocy ich zaprzysiągł. Powstawał wtedy KOD i to on organizował manifestacje w obronie Trybunału na pl. Solnym we Wrocławiu. Jak tylko pani Hanna przeczytała, że gdzieś protestują, to szła.

 

Choć wcześniej nie chodziła na żadne manifestacje. W strajku brała udział tylko w latach 80., kiedy pracowała jeszcze w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” przy ul. Hubskiej. Cały zakład popierał wtedy Solidarność, pani Hanna też, ale w działalność związku się nie angażowała.

 

„Dlaczego dopiero teraz tak mną ruszyło? To chyba przez tę bezczelność. Wszystkie reformy są przeprowadzane bez zastanowienia, po nocach, byleby coś zmienić. Nie mogę patrzeć na to, że rujnuje się system, który może nie był idealny, może wymagał poprawek, ale z pewnością nie postawienia na głowie. I tu nie chodzi tylko o sądy, ale też o reformę edukacji czy próbę wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Nie zgadzam się na to, żeby politycy decydowali o naszym życiu w tak szerokim zakresie” – mówi.

 

Hanna Roman-Wyrobek chodziła na czarne protesty, była także na każdej manifestacji w obronie sądów w lipcu 2017 roku, gdy Sejm uchwalił przepisy o nowelizacji sądów powszechnych, Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego. Zakładały one m.in. zmianę sposobu wyborów członków KRS, zwiększenie kompetencji Ministra Sprawiedliwości w powoływaniu i odwoływaniu prezesów, a także możliwość przeniesienia obecnych sędziów SN w stan spoczynku.

 

„Te protesty dały mi siłę, że my, zwykli obywatele mamy na cokolwiek wpływ. W końcu rządzący wycofali się z zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, a prezydent zawetował ustawę o KRS i Sądzie Najwyższym” – mówi.

 

Ale w grudniu 2017 roku, gdy Andrzej Duda ostatecznie podpisywał ustawy (po niewielkich poprawkach, nie zważając na decyzję Komisji Europejskiej, która uruchomiła wobec Polski art. 7.1 traktatu o UE, mówiący o ryzyku poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości Unii), protestujących tłumów pod sądami już nie było.

 

„To wtedy, przed świętami, po raz pierwszy przyszłam pod sąd ze zniczami, tak jak w lipcu przychodziliśmy, aby utworzyć łańcuch światła” – mówi pani Hanna.

 

Kupiła trzy znicze, bo jeden mógłby być za mało widoczny. Nad nimi powiesiła wycięte z kolorowego papieru rogi, a nad nimi kartkę z cytatem z Wyspiańskiego: „Miałeś, chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór: czapkę wicher niesie, róg huka po lesie, ostał ci się ino sznur”.

 

Kartkę ktoś zerwał, największy róg też, ale trzy mniejsze wiszą do tej pory.

 

„Od Nowego Roku 2018 jestem przed sądem codziennie, od poniedziałku do piątku. Raz się tylko zdarzyło, że nie byłam. Miałam gorączkę, rodzina zatrzymała mnie w domu. Mróz, deszcz czy śnieg nie są wymówką. Nie zastanawiam się, czy mi się chce iść, czy nie, po prostu idę” – tłumaczy.

 

Pod sąd przyjeżdża wieczorami rowerem. Zapala znicze i stawia je na murku, zawsze w tym samym miejscu na skrzyżowaniu Podwala z ul. Muzealną, a potem chodzi przed budynkiem, zwykle około godziny.

Zdjęcie numer 1 w galerii - Pani Hanna od grudnia codziennie zapala przed sądem trzy znicze na znak protestu

„W czasie lipcowych protestów władza nazywała nas spacerowiczami, to ja teraz też spaceruję” – mówi.

 

Raz tylko uciekła po kilku minutach, gdy po drugiej stronie manifestowali narodowcy.

 

„Mieli banery, że „Śmierć wrogom ojczyzny”, i skandowali, że „Na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” – wspomina. – Nie chciałabym się z nimi spotkać twarzą w twarz. Dla władzy są prawdziwymi patriotami, mają przyzwolenie, by robić, co chcą. Gdy zaatakowali Obywateli RP, to Obywatele odpowiadają przed sądem za blokowanie manifestacji”.

 

Zdarza się, że ktoś ją zagadnie. Na przykład pracownicy sądu, wychodząc po godzinach, dziękują, że o nich pamięta. „Mówią, że sami nie mogą protestować, ale dobrze, że ktoś to robi.”

 

Ale są też tacy, którzy rzucą do niej, by pieniądze wydała lepiej na cukierki dla wnuków, a nie głupoty.

 

„Znicze kupowałam zawsze w tym samym sklepie, aż wreszcie ekspedientka zapytała, po co mi ich aż tyle. Kiedy odpowiedziałam, i ona, i stojąca za mną klientka, patrzyły, jakbym zwariowała. ‚Znalazłaby sobie pani inne zajęcie” – usłyszałam. Już nigdy nie poszłam do tego sklepu – opowiada.

 

Zwykle nawet nie odpowiada na zaczepki, nie chce się z nikim kłócić. „Mam przyjaciół, którzy popierają PiS. Próbowałam czasem kogoś przekonywać, że to, co widzi w telewizji, to propaganda. Tłumaczyłam, które zdania z posiedzeń sejmowych zostały wyrwane z kontekstu albo jakie są konsekwencje konkretnych ustaw, ale to nic nie pomagało. Każdy i tak zostawał przy swoim zdaniu i tylko kłótnie z tego były. To przestaliśmy rozmawiać o polityce, takie wieloletnie znajomości są ważniejsze i bez względu na poglądy nie chciałabym ich stracić”.

 

To, co jej się w rządach PiS najbardziej nie podoba, to właśnie dzielenie społeczeństwa.

 

„Zawsze interesowałam się polityką, dużo czytam, oglądam programy informacyjne w telewizji, ale nie pamiętam, żeby kiedykolwiek tak dużo było agresji w wypowiedziach. Żeby protestujących nazywać zdradzieckimi mordami, to nawet w PRL-u się nie zdarzało” – mówi.

 

Organizatorzy protestów we Wrocławiu już panią Hannę Roman-Wyrobek rozpoznają. Czasem przez megafon podziękują jej za zaangażowanie. Trochę jej wtedy nieswojo, bo nie lubi skupiać na sobie uwagi. „Na manifestacji zagadnął mnie kiedyś dziennikarz, ale ani słowa nie umiałam z siebie wydusić. Przed tą rozmową też się bałam, bo co ja tam mam do opowiadania? Robię po prostu tyle, ile mogę” – mówi. – „Smutno mi, że na protestach jest coraz mniej osób. Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego tak jest. Może ludzie się przyzwyczaili albo myślą, że ich obecność niczego nie zmieni?”

 

Sama wierzy, że protestowanie ma sens: „Ostatnią nadzieja w Komisji Europejskiej, która może skierować ustawę o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Nie dopuszczam do siebie myśli, że tak się nie stanie”.

 

„A jeśli nie?” – pytam.

 

„To dalej będę przychodziła przed sąd, palić znicze”.

 

Autor filmu: Ewa Wilczyńska

 

Źródło filmu: Gazeta Wyborcza (Pani Hanna od grudnia codziennie zapala przed sądem trzy znicze na znak protestu)


Opublikowano:





Wesprzyj bunt!