Potrzebujemy mechanizmu uzyskiwania informacji o policjantach, którzy naruszają nasze prawa

Udostępnij

W Archiwum Wiktora Osiatyńskiego od 2017 roku dokumentujemy, analizujemy i objaśniamy zmiany w zakresie praworządności w Polsce.

Więcej

Czy możemy odpowiadać karnie lub cywilnie, jeśli udostępnimy w sieci dane osobowe policjanta lub profesora, który naszym zdaniem naruszył obowiązujące przepisy lub standardy zachowań, jakich od niego oczekujemy?



Autor – Grzegorz Kukowka – jest adwokatem, jednym z kilkudziesięciu prawników zaangażowanych w świadczenie pomocy prawnej zatrzymywanym demonstrantom, koordynowanej przez organizacje broniące praw człowieka, takie jak Kolektyw Antyrepresyjny SZPILA, czy Kampania Przeciw Homofobii.

 

Budzące wiele wątpliwości działania policji wobec demonstrantów powodują różne reakcje społeczne. Jedną z nich jest upublicznianie wizerunku i danych osobowych funkcjonariuszy mających naruszać prawo. Działanie to doczekało się już reakcji ministra sprawiedliwości, który zapowiedział wszczynanie postępowań karnych przeciwko osobom, które dane policjantów publikują.

 

Problem jest jednak szerszy i nie dotyczy tylko policjantów: przecież w ostatnich tygodniach byliśmy także świadkami wystąpień przedstawicieli władz kilku uczelni wyższych, którzy przestrzegali przed sankcjami dla studentów udostępniających nagrania z wykładów i innych zajęć prowadzonych online, na których nauczyciele akademiccy reagowali na zdjęcia profilowe studentów w sposób co najmniej nieprofesjonalny.

 

Czy w wypowiedziach tych jest ziarno prawdy i rzeczywiście możemy odpowiadać karnie lub cywilnie, jeśli udostępnimy w sieci dane osobowe policjanta lub profesora, który naszym zdaniem naruszył obowiązujące przepisy lub standardy zachowań, jakich od niego oczekujemy?

Na pytania mediów Ministerstwo Sprawiedliwości podało co najmniej kilka podstaw prawnych, które miałyby służyć karaniu osób ujawniających dane. Przeanalizujmy je krótko.

 

Odpowiedzialność karna

 

Prokuratura Krajowa i MS wskazują na możliwość naruszenia art. 255 kodeksu karnego, który za karalne uznaje publiczne nawoływanie do popełnienia przestępstwa.

 

Podstawa ta rzeczywiście mogłaby znaleźć zastosowanie, ale tylko wówczas, gdybyśmy udostępnili dane danej osoby, jednocześnie zachęcając do popełnienia wobec niej jakiegoś czynu zabronionego. Jego stosowanie do samego udostępnienia danych nie wydaje się możliwe.

Po pierwsze dlatego, że czyn ten można popełnić tylko w zamiarze bezpośrednim (zob. wyrok Sądu Najwyższego, IV KKN 464/98), czyli mówiąc prosto: publikując dane oczekujemy, że zostaną one wykorzystane do popełnienia przestępstwa.

 

Co więcej, w orzecznictwie sądów wskazuje się, że wymogiem zastosowania odpowiedzialności z art. 255 k.k. jest znaczny zasięg owego nawoływania do popełnienia przestępstwa, zaś trudno mówić o znacznym zasięgu, gdy publikacja następuje na własnym profilu społecznościowym i zasadniczo była skierowana tylko do kręgu znajomych.

 

Podobnie sam fakt publikacji nawet na internetowym forum ogólnodostępnym nie spełnia jeszcze sam z siebie waloru odpowiednio szerokiego upublicznienia (tak np. wyrok Sądu Rejonowego w Słupsku, II K 367/08).

 

Wydaje się więc, że odpowiedzialność z art. 255 k.k. jest mało prawdopodobna.

 

Podobnie rzecz ma się z art. 18 § 3 k.k., który przewiduje odpowiedzialność za pomocnictwo w popełnieniu czynu zabronionego przez inną osobę, np. ułatwiając jego popełnienie. Miałby on występować według stanowiska rządu łącznie z art. 255. Problem polega jednak na tym, że trudno mówić o pomocnictwie w popełnieniu przestępstwa bez właściwego przestępstwa (tutaj – z art. 255). W orzecznictwie polskich sądów dominuje pogląd, że pomocnictwo ma charakter skutkowy, czyli nie jest karalne, jeśli do przestępstwa w rzeczywistości nie dojdzie (np. wyrok Sądu Najwyższego III KK 149/07). Skoro zatem trudne byłoby przypisanie odpowiedzialności z art. 255, to tym bardziej z art. 18.

 

Wreszcie, w kontekście parlamentarzystów uzyskujących dane osobowe funkcjonariuszy, wskazuje się na możliwość kwalifikacji prawnej z art. 231 k.k., który dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Trudno jednak odgadnąć, jakie uprawnienia miałyby zostać nadużyte przez posłów lub senatorów dokumentujących naruszenia prawa przez policję i przekazujących osobom zainteresowanym dane funkcjonariuszy, którzy działali w ich sprawach. Z pewnością jednak nie da się zastosować tej podstawy do obywateli niebędących funkcjonariuszami publicznymi.

 

Może zatem… RODO?

 

Dodatkowo prokuratura wskazuje na możliwość naruszenia art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.

 

To chyba najbardziej zadziwiająca ze wszystkich kwalifikacji, dlatego, że raptem kilka dni wcześniej prokuratorzy w różnych częściach kraju hurtowo odmawiali wszczęcia postępowań z tego artykułu przeciwko osobom publikującym w internecie dane osobowe i adresy zamieszkania lokalnych działaczek Strajku Kobiet. Dlaczego zatem przepis ten miałby chronić policjantów i dotyczyć ujawniania danych funkcjonariuszy, ale już nie zwykłych obywatelek? Nie wiadomo.

 

Niezależnie jednak od dziwnie zmiennej interpretacji tego samego przepisu przez tę samą Prokuraturę Krajową, również ta podstawa odpowiedzialności karnej jest mocno naciągana.

 

Przede wszystkim, jak już wskazywał ostatnio np. dr Maciej Kawecki, przepisy RODO (a zatem i polskiej ustawy) generalnie nie znajdują zastosowania do tzw. prywatnego użytku danych, a właśnie taki charakter ma udostępnienie informacji na własnym profilu społecznościowym.

 

Z kolei w przypadku stron internetowych i facebookowych, korzystają one z klauzuli prasowej, która wyłącza stosowanie RODO do publikacji prasowych. Kwestia ta jest na tyle doniosła, że RODO odnosi się do niej już w preambule, w której motyw 153 stanowi, że „aby uwzględnić, jak ważna dla każdego demokratycznego społeczeństwa jest wolność wypowiedzi, pojęcia dotyczące tej wolności, takie jak dziennikarstwo, należy interpretować szeroko”.

 

Dobra osobiste

 

Obok przepisów karnych, których zastosowanie do opisywanych spraw wydaje się co najmniej karkołomne, nie można jednak zapominać, że dane osobowe, czy wizerunek, są chronione również przepisami prawa cywilnego.

 

I tak, art. 23 kodeksu cywilnego obejmuje ochroną m.in. dobra osobiste takie jak choćby wizerunek, cześć, czy nietykalność mieszkania. Przyjmuje się, że katalog ten nie jest zamknięty, zaś sądy wielokrotnie go rozszerzały. Art. 24 k.c. z kolei upoważnia do żądania zaniechania danego działania, a także usunięcia jego skutków (np. przeprosiny), wreszcie zapłaty zadośćuczynienia lub odszkodowania.

 

Przy publikacji danych funkcjonariuszy, czy nauczycieli akademickich, o naruszenie dóbr osobistych może być nietrudno. Przede wszystkim może dojść do tego wówczas, gdy przypiszemy danej osobie zachowanie, którego tak naprawdę się nie dopuściła, godząc w jej cześć, czy renomę. Podobnie może być w przypadku publikacji samego tylko adresu, jeśli dana osoba zacznie np. odbierać szereg niechcianych, dziwnych przesyłek. Do tego wszystkiego trzeba również pamiętać, że działania te mogą godzić nie tylko w samą osobę, której dane upubliczniamy, ale także w jej najbliższych, czy sąsiadów.

 

O ile możemy mieć uzasadnione przekonanie, że danym zachowaniem konkretny policjant czy wykładowca „zasłużył sobie” na dezaprobatę społeczną, o tyle należy zawsze zastanowić się, czy aby na pewno na podobną dezaprobatę zasługują jego dzieci, sąsiedzi itd.

 

Podjęcie decyzji zbyt pochopnie może narazić nas na odpowiedzialność cywilną, czyli najczęściej – konieczność zapłaty określonej kwoty pieniężnej na rzecz poszkodowanych naszym działaniem.

 

Jak działać, aby nie stracić?

 

Odpowiedzialność karna za publikację w sieci danych funkcjonariusza jest mało prawdopodobna (co nie oznacza, że wkrótce parlament nie wprowadzi nowych przepisów w tym zakresie. Ostatnio podobne przepisy wprowadzono we Francji, wywołując duże napięcia społeczne).

 

Możemy jednak odpowiadać cywilnie, jeśli publikacja ta doprowadzi do naruszenia dóbr osobistych osoby, której dane publikujemy, albo dóbr osób z jej otoczenia. Poza tym, wydaje się, że wskazana metoda wpływa jednak na poczucie bezpieczeństwa konkretnych osób, niekoniecznie tych, których dane publikujemy, ale zwłaszcza ich dzieci.

 

Myśląc właśnie o dzieciach funkcjonariuszy i akademików zdecydowanie odradzam publikację danych konkretnych osób w internecie.

 

Z drugiej strony, potrzebujemy mechanizmu uzyskiwania informacji o policjantach, którzy naruszają nasze prawa i nasze dobra osobiste. Choćby dlatego, zamiast wrzucić dane zidentyfikowanego przez nas funkcjonariusza, który np. użył gazu, gdy nie było ku temu podstaw, lepiej wysłać je na dedykowane skrzynki Strajku Kobiet lub grupy prawnej wspierającej demonstrantów.

 

Wówczas nie dokonamy ich upublicznienia, zaś skorzystać z nich będą mogły te osoby, które powinny mieć do niech dostęp – np. osoby, które chcą pozwać funkcjonariusza za jego brutalność wobec nich.

 

Wsparcia prawnego w przypadku zatrzymania podczas spontanicznych zgromadzeń można szukać m.in. kontaktując się z numerem antyrepresyjnym: +48 722 196 139. Nagrania i zdjęcia z zatrzymań oraz inne informacje związane z nieadekwatnymi działaniami policji można przesyłać na adres: [email protected]

 

Artykuł ukazał się pierwotnie w „Gazecie Wyborczej”. Archiwum Osiatyńskiego dziękuje za możliwość przedruku.



Autor


W Archiwum Wiktora Osiatyńskiego od 2017 roku dokumentujemy, analizujemy i objaśniamy zmiany w zakresie praworządności w Polsce.


Więcej

Opublikowany

1 grudnia 2020







Inne artykuły tego autora

21.02.2021

Nikita Grekowicz: Pokazówka Łukaszenki. Dziennikarki Biełsatu skazane na 2 lata więzienia

20.02.2021

Żadnych kompromisów. Jak przywrócić prawo po rządach PiS [Rakowska-Trela i Wawrykiewicz]

18.02.2021

Tęczowe Maryjki. Adwokat: „To proces o ograniczanie przez kościół praw człowieka” [Słowo w słowo]

18.02.2021

Podleśna: „Ja nie pozwalam, aby wiary czy religii używać do pognębiania człowieka” [Słowo w słowo]

12.02.2021

Nie ma zgody na uderzenie w media. Ponad 100 organizacji społecznych tłumaczy dlaczego. Wśród nich Archiwum Osiatyńskiego

12.02.2021

Prawnicy z inicjatywy „Wolne Sądy” laureatami nagrody Parlamentu Europejskiego

12.02.2021

Grodzki o podatku od mediów: musimy zatrzymać te autorytarne zapędy [ORĘDZIE SŁOWO W SŁOWO]

09.02.2021

Nie wystarczy przywrócić praworządności. Trzeba do demokracji przekonać „krytycznych demokratów”

03.02.2021

Adwokat Mikołaj Pietrzak: Państwo ograniczało prawa obywatelskie długo przed PiS

31.01.2021

Norweska posłanka zgłosiła Stowarzyszenie Sędziów „Iustitia” do pokojowej Nagrody Nobla

25.01.2021

Oświadczenie sędziów Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku z 24 stycznia 2021 r.

25.01.2021

Oświadczenie Sędziów Sądu Najwyższego: sprzeciw wobec szykan prokuratorów i sędziów oraz funkcjonowania Izby Dyscyplinarnej

25.01.2021

Komunikat Stowarzyszenia Prokuratorów „Lex Super Omnia” w przedmiocie delegowania przez Prokuratora Krajowego członków Stowarzyszenia do jednostek odległych od miejsc zamieszkania

13.01.2021

Prawa człowieka w Polsce po odejściu Adama Bodnara

12.01.2021

Sędzia Tuleya: Instytucje europejskie to wielkie rozczarowanie. Można odnieść wrażenie, że nie traktują Polski jak części UE

11.01.2021

Ile razy podważa Konstytucję, prawo i rozsądek mandatowa rewolucja PiS? Prawnik wylicza po kolei

26.12.2020

Adam Strzembosz popiera Rudzińską-Bluszcz na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich

17.12.2020

Zatrzymanie posła opozycji. Policja: to nie było zatrzymanie. Prokuratura: zatrzymanie było zasadne

05.12.2020

RPO do Morawieckiego: polski kandydat na sędziego TSUE powinien być wybrany w konkursie

29.11.2020

Histeria PiS po orędziu Grodzkiego. „Nóż w plecy”, „hołd brukselski”, „ośmiesza Senat”. Czyli trafił



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200