Kaczyńskiemu nie mieści się w głowie, że sędzia może być uczciwy. Więc lepiej wziąć swoich

Udostępnij

W Archiwum Wiktora Osiatyńskiego od 2017 roku dokumentujemy, analizujemy i objaśniamy zmiany w zakresie praworządności w Polsce.

Więcej

Czy "im" chodzi tylko o samą władzę? W co wierzą, jak myślą ci nieliczni prawnicy i sędziowie, którzy wspierają PiS?



Tekst Dominiki Wielowieyskiej ukazał się pierwotnie w Magazynie Świątecznym „Gazety Wyborczej” dnia 1 lutego 2020 roku. Archiwum Osiatyńskiego serdecznie dziękuje za możliwość przedruku.

 

Jest wiele fundamentów ideowych wojny PiS z sędziami, ale ten jest bardzo ważny.

 

Argumentacja w depeszowym skrócie wygląda tak:

 

Środowisko sędziowskie nie do końca się oczyściło. Wielu czynnych w III RP sędziów orzekało w stanie wojennym w sprawach przeciwko opozycjonistom. Nie zostali rozliczeni, także ze względu na postawę Sądu Najwyższego, którego skład został ukształtowany za czasów prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego i dwukrotnych rządów SLD. Siłą rzeczy był to skład niechętny uchylaniu immunitetów sędziom stanu wojennego. I to SN uniemożliwił osądzenie osób, które można było oskarżyć o przestępstwa sądowe w czasach PRL. Zresztą w samym SN zasiadali sędziowie, którzy skazywali w stanie wojennym. Niektórzy mieli kilkadziesiąt wyroków na koncie. To oni w Izbie Wojskowej SN blokowali rozliczenia sędziów i prokuratorów stalinowskich. To był ewidentny konflikt interesów, bo nie powinni orzekać w takich sprawach.

 

Część skompromitowanych sędziów odeszła sama już na początku III RP. Części odebrano uposażenie, które przysługuje w stanie spoczynku, ale żaden z nich nie został ukarany w postępowaniu dyscyplinarnym. Nie wiemy, co o tym zdecydowało, bo – jak pisała w „Wyborczej” Ewa Siedlecka – rozprawy te były niejawne.

 

Ocena sędziów stanu wojennego nie jest łatwa. Wielu uniewinniało oskarżonych albo orzekało jak najniższe wyroki. Przyświecała im idea, aby jak najmniej szkodzić.

 

Poza tym – wbrew temu, co twierdzi PiS – taki a nie inny stan rzeczy w III RP nie wynikał z decyzji i woli zamkniętego środowiska sędziowskiego. Był też efektem decyzji polityków. Wpływ na skład KRS i SN mieli przez dwie kadencje prezydent Kwaśniewski i rządy SLD. A Kwaśniewski – tak jak SLD – wygrywał w demokratycznych wyborach. Można rzec, używając retoryki PiS, że suweren tak wybrał.

 

O ile problem „komunistycznego uwikłania” można uznać za istotny 10 czy 20 lat temu, o tyle dziś nie ma to dużego znaczenia. Tu chodzi raczej o wyładowanie złości na nowej generacji sędziów z braku prawdziwych winnych pod ręką. Na około stu sędziów Sądu Najwyższego pozostało trzech orzekających w stanie wojennym, zresztą cenionych za swoją wiedzę. Nawet sam prezydent Duda powierzył jednemu z nich, Józefowi Iwulskiemu, kierowanie SN pod nieobecność prof. Małgorzaty Gersdorf.

 

Bo jak uznać oczyszczenie sądownictwa za realny powód zmian, skoro średnia wieku sędziów jest niska, wynosi niewiele ponad 40 lat? W latach 80. byli nastolatkami.

 

Co na to PiS? – To środowisko się replikowało. Przychodzili ludzie, którzy byli w jakiś sposób powiązani. Ta zamknięta korporacja nie dokonała samooczyszczenia – ocenił czołowy polityk PiS Marek Suski.

 

Nadmierny korporacjonizm

 

Słowa Suskiego są charakterystyczne. PiS i ludzie bliscy jego myśleniu uważają, że żadna korporacja nie powinna rządzić wyłącznie sama sobą, potrzebny jest wpływ polityków z demokratycznym mandatem.

 

Rzeczywiście układ, w którym korporacja zawodowa ma nadmierną władzę i jest zamknięta na zewnętrzne wpływy, może prowadzić do patologii. Tyle że to nie przypadek Polski. W naszym systemie prawnym sędziów powołuje prezydent. I Lech Kaczyński, i Andrzej Duda odmawiali nominacji.

 

Sprawa tej kompetencji prezydenckiej była obiektem sporu. Jednak w 2012 r. Trybunał Konstytucyjny (prawdziwy, a nie atrapa) umorzył ją i to przesądziło o tym, że głowa państwa takie prawo ma, a co za tym idzie – polityk z mandatem demokratycznym, wybrany w powszechnych wyborach może mieć olbrzymi wpływ na nominowanie sędziów. Bardzo dyskusyjna jest zasada, że prezydent nie musi uzasadniać swojej decyzji. Można blokować kariery sędziowskie tylko wedle jakiegoś politycznego widzimisię. Ale na pewno nie ma mowy o zamkniętej kaście, która rządzi się sama, bez ingerencji z zewnątrz.

 

PiS od początku swego istnienia zwalczał korporacjonizm, a więc silne samorządy zawodowe, które ukrywały patologie, blokowały konkurencję i dopływ świeżej krwi do zawodu. Tak było w przypadku zawodów prawniczych, np. adwokatów i notariuszy. To właśnie dzięki determinacji PiS, do którego dołączyła PO, operacja otwarcia zawodów prawniczych się powiodła. „Wyborcza” ją wspierała.

 

Dziś obsesja PiS zakrzywia czasoprzestrzeń. Zwiększając jeszcze bardziej wpływ polityków na powoływanie sędziów, obóz rządzącej prawicy zmierza właśnie ku PRL, kiedy sędziowie byli zależni od woli politycznej. Dobra, choć miejscami przesadzona, diagnoza jest motorem działań radykałów i ten radykalizm sprawia, że realizacja ich słusznych celów zamienia się w patologię. Zbigniew Ziobro gniewnie krzyczy o bezkarnej kaście sędziowskiej, a tak naprawdę sam tworzy własną kastę, rzeczywiście bezkarną. Tak zazwyczaj kończą się gwałtowne rewolucje.

 

PiS zarzuca sędziom, że są zbyt pobłażliwi wobec siebie nawzajem. Nie jest w tym odosobniony. Prof. Andrzej Rzepliński był rzecznikiem bardziej demokratycznej struktury sądownictwa i reform, które poprawiłyby jakość pracy i orzekania oraz morale sędziów. Opisał to w artykule w „Wyborczej”, na który Zbigniew Ziobro się często powołuje.

 

W tym kontekście PiS przywołuje też przypadek sędziego, który ukradł z supermarketu części do wkrętarki o niewielkiej wartości, a jednak nie został wydalony z zawodu. I tu opinia publiczna może mieć wątpliwości: jak może sądzić człowiek, który ma na koncie kradzież? Ten jeden przypadek ma być uzasadnieniem dla rozwalania sądownictwa. Inne przykłady podawane przez PiS są nieaktualne, np. dotyczą sędziów, którzy od dawna nie orzekają.

 

Rzepliński zdawał sobie sprawę z tego, jak środowisko sędziowskie postrzega społeczeństwo. Podsuwał konkretne rozwiązania, ale nie proponował recept sprzecznych z konstytucją. Projekty sanacji leżą dziś na stole. Wystarczy rozpocząć dialog. Poprawa postępowań dyscyplinarnych nie musi oznaczać chaosu i łamania konstytucji.

 

Tymczasem PiS, wbrew deklaracjom i szczerym intencjom wielu jego zwolenników, straszy lub ściga tych sędziów, którzy wydają wyroki niezgodne z oczekiwaniami władzy. Przykład: Patryk Jaki, były szef komisji weryfikacyjnej, zapowiedział sprawę dyscyplinarną wobec sędziego, który wydał wyrok w jednej ze spraw reprywatyzacyjnych. Sędzia zwrócił komisji do poprawy jedną z jej decyzji, bo komisja Jakiego popełniła błędy. Polityk chce się więc odegrać za pomocą dyscyplinarki.

 

Mamy moralne prawo

 

Zachowanie Jakiego jest też przykładem innego przekonania, wynikającego nie tylko z żądzy władzy: tylko my, rządzący, centralnie sterując wszystkimi decyzjami, możemy zapewnić jedynie słuszny kierunek zmian. Bez niezależnych instytucji, bez obywateli.

 

Atak na Trybunał Konstytucyjny i sądy wynika z wiary Jarosława Kaczyńskiego, że władza wykonawcza jest w Polsce słaba i w złej wierze blokowana przez instytucje niezależne od polityków. A przecież to Kaczyński wie najlepiej, co jest potrzebne Polsce.

 

Nie ma powodu, aby liczył się ze zdaniem wyborców, którzy na niego nie głosowali. Sięga po większą władzę – w swoim mniemaniu – w imię skuteczności.

 

Nie pamięta (nie chce pamiętać?), że zbyt wielka władza, nawet z najbardziej szlachetnymi intencjami, demoralizuje. I takiego procesu demoralizacji nie da się powstrzymać ani kontrolować. Właśnie po to wymyślono bezpieczniki, które władzę ograniczają.

 

Kłopoty z awansem i merytoryczni słabeusze

 

Dlaczego zmiany PiS mają poparcie niewielkiej grupy prawników? Rewolucja PiS to dla wielu z nich – naturalnie nie wszystkich – jedyna okazja uzyskania awansu. Ze względu na kiepski poziom merytoryczny w innych warunkach szansa na karierę nie była zbyt wielka. A tu warunkiem jest „tylko” podporządkowanie się woli Jarosława Kaczyńskiego i bezwzględna lojalność.

 

Tę grupę reprezentuje Julia Przyłębska. Nie ma tytułu profesorskiego. W innych warunkach nie dostałaby nominacji do Trybunału Konstytucyjnego. Gdy po przerwie w orzekaniu chciała wrócić do sądu, Kolegium Sądu Okręgowego w Poznaniu w 2001 roku oceniło jej pracę bardzo krytycznie. Sędziowie w opinii wymieniają aż 43 błędy, m.in. przy czterech jej sprawach „nie przeprowadzono żadnego postępowania dowodowego”. W innych zauważono „ustalenia sprzeczne z materiałem dowodowym” czy „dowolną ocenę dowodów”. Pytanie, czy Julia Przyłębska może bezstronnie oceniać spór środowiska sędziowskiego z PiS, odsuwając na bok swoje doświadczenia.

 

Do tej grupy trzeba też zaliczyć sędziego Przemysława Radzika, którego Zbigniew Ziobro uczynił zastępcą rzecznika dyscyplinarnego. Radzik awansował także na prezesa sądu rejonowego. Jest bardzo zawzięty w ściganiu nieprawomyślnych sędziów. Ale zanim jego kariera rozkwitła, miał postępowanie dyscyplinarne za wydawanie wyroków z naruszeniem procedury karnej.

 

Inna wariacja tego typu motywacji: Stanisław Piotrowicz. Jego życiorys jako prokuratora stanu wojennego oraz prokuratora, który firmował umorzenie sprawy księdza pedofila, powinien dyskwalifikować go nie tylko zawodowo. Ale Jarosław Kaczyński potrzebował takich ludzi ze skazą, lojalnych wobec władzy, która da im nową szansę. Bo oni zawsze wykonają bez szemrania najtrudniejsze zadania, i Piotrowicz to robił. A Jarosław Kaczyński to docenił: zrobił go sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

 

Ciekawym przypadkiem z tej serii jest Łukasz Piebiak. Jego liczne kłopoty i spory z przełożonymi, a następnie długotrwałe postępowanie dyscyplinarne wytworzyły w nim poczucie krzywdy i chęć odwetu na kolegach. Ostatecznie sąd dyscyplinarny uwolnił go od większości zarzutów, ale uznał za słuszny ten dotyczący oddawania uzasadnień wyroków po terminie i unikania obowiązków, byleby się wybrać na zagraniczne szkolenie. W przypadku Piebiaka problemem był jego charakter, brak umiejętności współpracy z ludźmi, bo jego praca od strony merytorycznej była oceniana dobrze. W postępowaniu dyscyplinarnym broniło go stowarzyszenie Iustitia. A potem przeciwko członkom tego stowarzyszenia Piebiak rozkręcił aferę hejterską.

 

Troje bliskich współpracowników Piebiaka też miało sprawy dyscyplinarne: brak współpracy z kolegami, złe relacje z przełożonymi, zła jakość pracy. Ludzie we własnym przekonaniu skrzywdzeni są gotowi pójść na wojnę z własnym środowiskiem, nie zawahają się i będą oddani sprawie.

 

Na marginesie, to paradoks, że ci sędziowie, którzy mają usprawnić sądownictwo, sami byli oskarżani o przewlekłość postępowań i ociąganie się w wykonywaniu obowiązków. I ci sędziowie, którzy walczą o surowsze postępowania dyscyplinarne, sami się jakoś wywinęli, przynajmniej częściowo. Mogliby być przykładem nadmiernej pobłażliwości sądów dyscyplinarnych.

 

Takie właśnie grono prawników plus młodzi adepci polityki o bardzo radykalnych poglądach prawicowych sprowadzili debatę do szermierki na coraz bardziej szczegółowe argumenty prawne. Tak zamulają dyskusję kruczkami prawnymi, że zwykły człowiek odpada już po pięciu minutach. I o to chodzi. Nie ma faktów, nie ma prawdy i rzeczywistego stanu rzeczy: są tylko opinie, a te mogą być różne. Przy takim stawianiu sprawy rzeczowy dialog i ewentualny kompromis są niemożliwe.

 

Światopogląd jest silniejszy

 

Ważnym fundamentem myślenia prawicowych prawników i młodych polityków jest przekonanie, że wyroki są zbyt łagodne. Według prawicowej ideologii receptą na całe zło są bardzo surowe kary i powszechnie stosowane areszty przed wyrokiem skazującym. Jedno i drugie zdaniem prawicy skutecznie odstrasza potencjalnego złoczyńcę. Ale odstraszanie i przykład nie działają, bo – jak wierzy środowisko PiS – większość sędziów ma poglądy centrowe, liberalne lub lewicowe. A to ma wpływ na orzecznictwo. A może problem leży gdzie indziej? W słabości biegłych, nieudolności źle wyposażonej policji i prokuratury, która nie potrafi dostarczyć twardych dowodów? Nie, tego PiS raczej nie bierze pod uwagę.

 

Ludzie o prawicowych poglądach często mają tendencję do mierzenia wszystkiego swoją miarą. Skoro my w naszych zawodowych decyzjach kierujemy się poglądami, inni na pewno też. Ale ich poglądy nie są słuszne, szkodzą społeczeństwu i państwu. Dlatego chcemy, aby większość sędziów miała poglądy prawicowe. Dlatego musimy przeprowadzić rewolucję.

 

Zdarzają się wyjątkowe sytuacje, kiedy światopogląd sędziów ma wpływ na ich orzecznictwo. Nie da się ukryć, że poglądy sędziów Trybunału Konstytucyjnego – raczej konserwatywne – mogły mieć wpływ na orzeczenie stwierdzające, że liberalne przepisy o aborcji są niezgodne z konstytucją. Ale lewica nie podjęła w związku z tym ofensywy w celu wysadzenia Trybunału w powietrze. Przeczy to tezie o powszechnej „lewackości” elit sędziowskich. A jeśli chodzi o surowość wyroków, przypomniała mi się rozmowa z Igorem Tuleyą, ikoną oporu sędziów. – Mam u siebie w sądzie ksywkę „rzeźnik”, bo podobno wydaję surowe wyroki – mówił mi niedawno.

 

Były przypadki, gdy sąd był zbyt łagodny. Ale nie ma systemów idealnych, w których sędziowie nie popełniają błędów. Po to są kolejne instancje, by te błędy poprawiać, a sprawy badać wnikliwie.

 

Sędzia jest zobowiązany do bezstronności. Nie może się kierować sympatiami politycznymi. I tak się dzieje. Sędzia Weronika Klawonn, znana ze swego krytycyzmu wobec zmian w sądownictwie, wydała wyrok na korzyść Jarosława Kaczyńskiego, a na niekorzyść Lecha Wałęsy. Kaczyński wytoczył Wałęsie sprawę za twierdzenie, że to prezes PiS jest odpowiedzialny za katastrofę smoleńską. Sąd orzekł – i to w dwóch instancjach – że Wałęsa musi przeprosić.

 

Sędzia Wojciech Łączewski, którego PiS obwołał wrogiem numer 1, zasłynął wyrokiem skazującym Mariusza Kamińskiego, b. szefa CBA, obecnego ministra. Ale w innej sprawie dotyczącej Smoleńska ten sam Łączewski wydał wyrok, który PiS się bardzo podobał. Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie organizacji lotów premiera i prezydenta do Smoleńska. Łączewski orzekł, że śledztwo jednak powinno być wznowione. – Widać, że sąd bardzo rzetelnie zbadał całą sprawę mimo jej ogromnej objętości i wskazał na to, co najważniejsze – powiedział dziennikarzom mecenas Bartosz Kownacki reprezentujący rodziny ofiar katastrofy, dziś poseł PiS.

 

Tak się dzieje, ale PiS to się nie mieści w głowie.

 

Urazę trzeba pomścić

 

Istotę poglądów PiS ujął prof. Ryszard Legutko, europoseł tej partii, od wielu lat jeden z nielicznych intelektualnych partnerów Kaczyńskiego. „Sędziowie przyzwyczaili się do władzy absolutnej, która jak każda władza absolutna demoralizuje absolutnie. Dlatego coraz większa liczba skandalicznych, arbitralnych wyroków. Tego się nie da łatwo zmienić. Jakimś sposobem może być coś w rodzaju parytetu różnych środowisk i orientacji. Bo teraz stan sędziowski jest zdominowany przez ludzi o poglądach liberalnych i lewicowych”.

 

Wypowiedź profesora pasuje idealnie do uchwalonej „ustawy kagańcowej”: łatwo będzie wyłowić sędziów niepasujących do koncepcji; wystarczy, że taki sędzia zapyta o status innego sędziego powołanego przez KRS i – zgodnie z „ustawą kagańcową” – może pakować manatki. Choć sędzia zazwyczaj realizuje wniosek jednej ze stron: adwokat chce wykorzystać wszystkie środki, broniąc klienta.

 

Ale jakie myślenie stoi za tymi słowami?

 

Rzekome skrzywienie ideologiczne wyjaśniliśmy akapit wyżej. Co do władzy absolutnej środowiska – wspomniałam już o dużym wpływie prezydenta na nominacje sędziowskie. Lecz to bez znaczenia, bo tok rozumowania wielu ludzi prawicy sprowadza się do wyciągania całościowych wniosków na podstawie własnego subiektywnego przypadku: jeśli sędzia wydał wyrok nie po naszej myśli, to zrobił to niecnie, kierując się złymi intencjami, a więc całe sądownictwo źle działa i należy je przebudować.

 

Grunt jest grząski, jak to w przypadku motywacji psychologicznych, niemniej istnieje ciekawa koincydencja, że zazwyczaj krytycy sądownictwa mają na swoim koncie przegrane procesy. I to ma duży wpływ na ich postrzeganie rzeczywistości. Prof. Legutko przegrał proces z maturzystami. Dotknęło go to do żywego.

 

Jesienią 2009 roku maturzyści z wrocławskiego liceum poprosili dyrektora o usunięcie symboli religijnych z sal. Nawiązali do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Legutko, wówczas wrocławski europoseł, nazwał uczniów „rozwydrzonymi smarkaczami”, a ich działania „typową szczeniacką zadymą”. Dwoje z nich go pozwało. Profesor zasłaniał się immunitetem. Sprawa dotarła do Sądu Najwyższego, który orzekł, że polityk, zwłaszcza filozof i profesor UJ, nie może naruszać godności osób, które krytykuje.

 

Sędziowie kazali europosłowi przeprosić licealistów. Legutko wciąż uważa wyrok za absurdalny.

 

PiS w sprawach sądownictwa wspiera Jan Rokita, ceniony przez obóz PiS, bo jako były ważny polityk PO uwiarygadnia posunięcia władzy. Wiele lat temu Rokita oskarżył Konrada Kornatowskiego o to, że jako prokurator tuszował w PRL zbrodnię popełnioną przez milicjantów. Sądy, włącznie z SN, kazały Rokicie przeprosić. Nie miał dowodów na swoje twierdzenia, ale nie chciał wykonać wyroku. Do akcji wkroczył komornik, zaczęły się kłopoty finansowe. Zwolennik silnego państwa, Rokita, odczuł na własnej skórze, jak silne państwo egzekwuje wyroki. A wystarczyło wycofać się z oskarżeń, na które nie ma się dowodów.

 

Niemożność przyznania się do błędu i krytycznego spojrzenia na własną działalność czy wypowiedzi powoduje, że politycy dorabiają rozbudowaną ideologię do swoich niepowodzeń sądowych.

 

Dziś te wszystkie indywidualne uprzedzenia jednocześnie wzmacnia i uzasadnia logika wojny. Potrzeba pognębienia przeciwnika, w tym przypadku sędziów, potężnieje. Pojawia się sprzężenie zwrotne – przekonanie, że trzeba postawić na swoim, nie wolno okazać słabości, trzeba narzucić system opornej części społeczeństwa. To część prawicowo-radykalnego widzenia świata.

 

Bo środowisko PiS nie toleruje słabości i głęboko wierzy, że skutek przynosi nie rozmowa czy przekonywanie, lecz twarda bezwzględna siła. A wrzenie społeczne i ostry konflikt pomagały Jarosławowi Kaczyńskiemu wygrywać wybory. A jednocześnie prezes pragmatycznie zakłada – i znajduje potwierdzenie w sondażach – że to się wyborcom PiS podoba.

 

To prawda, że ostatnio pojawiają się w obozie PiS wątpliwości. Może wojna totalna aż tak nie mobilizuje elektoratu, może przyniesie straty Andrzejowi Dudzie? Ale na razie Jarosław Kaczyński nie zarządził zmiany kursu.

 


 

Kwestie dotyczące praworządności w Polsce oraz w całej Unii Europejskiej będziemy dalej monitorować oraz wyjaśniać na łamach Archiwum Osiatyńskiego, a także – po angielsku – na stronie Rule of Law in Poland.

 

Podoba Ci się ten artykuł? Zapisz się na newsletter Archiwum Osiatyńskiego. W każdą środę dostaniesz wybór najważniejszych tekstów, a czasem również zaproszenia na wydarzenia.



Autor


W Archiwum Wiktora Osiatyńskiego od 2017 roku dokumentujemy, analizujemy i objaśniamy zmiany w zakresie praworządności w Polsce.


Więcej

Opublikowany

9 lutego 2020







Inne artykuły tego autora

28.03.2020

RPO: TSUE potwierdził niedopuszczalność „dyscyplinarek” sędziów za zadanie pytań prejudycjalnych

24.03.2020

RPO: nie można organizować wyborów 10 maja

19.03.2020

Jak sądy mają działać podczas pandemii, by gwarantować prawa obywateli? Pyta RPO

16.03.2020

Prezydium NRA apeluje o wypracowanie rozwiązań dot. funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości

09.03.2020

Paweł Juszczyszyn: Ta walka jest do wygrania

09.03.2020

Polskie kobiety dostają 20 proc. mniej od mężczyzn za tę samą pracę. „To nielegalne, niezgodne z Konstytucją”

23.02.2020

Profesor w czasach zarazy

21.02.2020

Koronawirus z Wuhan, Greta Thunberg i św. Augustyn. Obłędne zdanie odrębne do uchwały SN

18.02.2020

Klaka Rady Sądownictwa. Szef neo-KRS wiwatował na cześć Kaczyńskiego. Jak się tłumaczy? Kłamie

11.02.2020

22 sędziów TK w oświadczeniu bez precedensu: Pawłowicz i Piotrowicz w składzie orzekającym to naruszenie prawa

09.02.2020

Jest twarzą rewolucji sądowej, ściga sędziów. Mówi: Nie nadużywam władzy

07.02.2020

Prof. Strzembosz o prześladowcach sędziego Juszczyszyna: “Będą się tego bardzo wstydzić”

07.02.2020

Międzynarodowa Komisja Prawników „zaalarmowana gwałtownie rozwijającym się kryzysem rządów prawa w Polsce”

05.02.2020

Tylko w OKO.press. Niezwykły list do Jourovej: Ma Pani mandat do reprezentowania wszystkich polskich obywateli UE

30.01.2020

Stanowisko Sądu Najwyższego w sprawie sporu kompetencyjnego zainicjowanego wnioskiem Marszałka Sejmu

29.01.2020

„We are good”, a u was zabijają demonstrantów i wycinają łechtaczki. PiS w Strasburgu dał Europie popalić

27.01.2020

Wójcik: Argumenty zawarte w uzasadnieniach wyroku NSA oraz wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z dnia 29 sierpnia 2018 r. są oczywiste i przekonywujące

25.01.2020

Lista dla obywateli: 384 sędziów zarekomendowanych przez neo-KRS i powołanych przez prezydenta Dudę

25.01.2020

Fundacja Helsińska: Rząd zaprowadził Polskę na peryferia demokracji. Uchwała SN daje mu szansę na odwrót

24.01.2020

Prof. Mikuli: Pogląd Ministerstwa Sprawiedliwości jest tragikomiczny



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200