arrow search cross



Justyna Koska-Janusz

Udostępnij

„Każdemu z nas dozwolone jest to, co nie jest zabronione ustawą. Ale w przypadku podmiotu publicznego, władzy publicznej, jest odwrotnie. Im nie wolno wszystkiego. Władzy wolno tylko tyle i aż tyle, ile wynika z ustawy. Każde jej działanie musi mieć podstawę ustawową”.

 

Sędzia Justyna Koska-Janusz pozwała Zbigniewa Ziobro za naruszenie dóbr osobistych. To precedens w historii polskiego sądownictwa – orzekająca i pracująca sędzia wystąpiła do sądu przeciwko ministrowi nadzorującemu wymiar sprawiedliwości. I to w czasie, gdy podporządkowuje on sobie system wymiaru sprawiedliwości i zyskuje coraz większą kontrolę nad sądami.

 

Sędzia domagała się przeprosin za odwołanie z pracy w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Żądała wycofania oświadczenia wydanego 4 października 2016 r. przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w którym resort poinformował że „miała się wykazać wyjątkową nieudolnością” i że nie poradziła sobie „z prowadzeniem prostej, choć głośnej sprawy”.

 

Te zarzuty – powtórzone zresztą za tabloidami – dotyczyły roztropnej decyzji sędzi, by przed osądzeniem sprawdzić poczytalność Izabelli Ch., która wjechała samochodem do przejścia podziemnego w centrum Warszawy. Kobieta została zatrzymana przez policję i trafiła do tzw. sądu 24-godzinnego. Tego dnia dyżur miała sędzia Koska-Janusz, wówczas pracująca w sądzie rejonowym. Po przesłuchaniu Izabelli Ch, stwierdziła, że rozprawy nie można prowadzić w trybie przyspieszonym, bo były wątpliwości, czy Izabella Ch. jest poczytalna. Co ważne – więcej nie zajmowała się tym przypadkiem.

 

Ale tak naprawdę postawione zarzuty były tylko pretekstem do zemsty za inną sprawę. Chodzi o proces z prywatnego oskarżenia Zbigniewa Ziobry. Polityk (wówczas jeszcze nie minister sprawiedliwości) oskarżył o zniesławienie Jaromira Netzla, byłego prezesa PZU. Chodziło o sugestie, że za poprzednich rządów PiS – jako prokurator generalny – Ziobro  „zadbał” o to, by zaginął zapis z podsłuchów rozmów Netzla w sprawie przecieku o specjalnej akcji CBA w tzw. aferze gruntową, która miała zniszczyć Andrzeja Leppera, ówczesnego wicepremiera w rządzie PiS, LPR-Samoobrona. Ziobro proces przegrał. W dodatku podczas jednej z rozpraw sędzia Koska-Janusz nałożyła na niego 2 tys. zł grzywny za spóźnienie. Takiego „bezprawia” i „niesprawiedliwości” Prawo i Sprawiedliwość nie zapomina.

 

Oficjalnie minister Ziobro odwołał sędzię Justynę Koska-Janusz w związku z pierwszą ze spraw. Już po jej awansie do Sądu Okręgowego w Warszawie miał się dowiedzieć, że sędzia „nieudolnie” i z „pobłażliwością wobec oskarżonej” prowadziła w 2013 r. sprawę Izabelli Ch. Tyle tylko, że miała z nią styczność przez … trzy godziny.

 

A proces? Ziobro – zwolennik przyspieszenia pracy sądów – przewlekał sprawę, jak mógł. Ale proces przegrał. Wyrok ogłoszono 30 marca 2018 roku. Sąd przypomniał sprawę Izabelli Ch. I podkreślił, że biegli psychiatrzy uznali, że jest ona chora i nie może odpowiadać za swój czyn. Sąd rozważał, czy ministerstwo mogło powołać się na prawo do wolności wypowiedzi i krytyki władzy.

 

W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia warszawskiego Sądu Okręgowego Andrzej Kuryłek podkreślił, że „minister mógł mieć własne zdanie i je rzeczowo zakomunikować, ale nie za pomocą tego typu wypowiedzi, które w ewidentny sposób obniżały poczucie wartości wewnętrznej, czci i naruszały dobre imię powódki”.

 

„Każdemu z nas dozwolone jest to, co nie jest zabronione ustawą. Ale w przypadku podmiotu publicznego, władzy publicznej jest odwrotnie. Im nie wolno wszystkiego. Władzy wolno tylko tyle i aż tyle, ile wynika z ustawy. Każde jej działanie musi mieć podstawę ustawową” – uzasadniał sędzia Kuryłek. I dodał: „To wynika z artykułu 7 Konstytucji, który mówi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.

 

Sąd uznał, że zostały naruszane dobra osobiste sędzi Justyny Koski-Janusz. Zgodnie z decyzją Ministerstwo Sprawiedliwości musiało usunąć ze swojej strony komunikat w sprawie skrócenia delegacji Justyny Koski-Janusz do sądu wyższej instancji oraz przeprosić sędzię.

 

„Ten wyrok pokazuje, że władzy nie wolno wszystkiego, że władza wykonawcza powinna działać w granicach prawa, podobnie jak wszystkie inne władze, czy ustawodawcza, czy sądownicza. Skład orzekający wyraźnie i dobitnie tę okoliczność podkreślił, że zarówno ministrowi, jak i sądowi, jak i ustawodawcy wolno tylko tyle, na ile pozwala konstytucja – skomentowała swoją wygraną Sędzia Koska-Janusz

 

Justyna Koska-Janusz podtrzymuje wiarę w odwagę cywilną sędziów.

 

 

Autor tekstu: Piotr Pacewicz, Jakub Stachowiak

 

(EK)

 

Źródło: Oko.press („17 kobiet, które wstrząsnęły PiS-em. Moja lista nadziei na Nowy Rok”  oraz „News OKO.press. Ziobro pozwany przez sędzię, którą zdegradował„)

 

Przeczytaj również:

 


Opublikowano:





Wesprzyj bunt!





Warning: Use of undefined constant php - assumed 'php' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/ao/domains/archiwumosiatynskiego.pl/public_html/app/themes/ao/single-wpis_alfabetbuntu.php on line 309