Demokracja liberalna, społeczeństwo obywatelskie i rozliczanie władzy. System naczyń połączonych demokracji

Udostępnij

prof. Jan Kubik - socjolog, badacz społeczeństwa obywatelskiego. Profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Rutgersa w Stanach Zjednoczonych. Dyrektor Centrum Studiów…

Więcej

Rola społeczeństwa obywatelskiego nie ogranicza się tylko do bezpośredniego „sprawdzania” poczynań władzy. Ludzie angażujący się w różne inicjatywy, współpracujący nad rozwiązywaniem wspólnych problemów, uczą się demokracji, uczą się polegać na sobie, budują więzi zaufania, nabywają kompetencji obywatelskich.



Esej profesora Jana Kubika z października 2017 r. pozostaje aktualny. Przypominamy go z okazji publikacji Kalendarium społeczeństwa obywatelskiego.

 

W anglojęzycznych rozważaniach o jakości demokracji nie ma chyba ważniejszego pojęcia niż accountability. Niestety nie ma dobrego polskiego odpowiednika, który by oddawał istotę tego, co najistotniejsze w tym pojęciu.

 

Odpowiedzialność, jak czasami się to tłumaczy, oddaje zaledwie cząstkę znaczenia. Lepszym terminem, choć językowo rażącym, jest rozliczalność, chodzi bowiem o rozliczanie rządzących z wykonywania powierzonej im władzy. Bo władza jest bardzo niebezpiecznym narkotykiem. Jak zauważył Lord Acton, „władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie.”

 

Dyktatorskie zapędy funkcjonariuszy demokracji

 

Ci, którzy władze posiadają często jej nadużywają, czasami niemal bezwiednie, bo pokusa, by ludzi „porozstawiać” jest wielka.

 

Dzieje się tak i w demokracjach, choć tu „rozstawianie” jest utrudnione wszelkiego rodzaju barierami zbudowanymi właśnie po to, by nadużycia władzy poskramiać. Mając to na uwadze trzeba uznać, że istotą demokracji nie jest po prostu władza ludu, ale system ograniczeń władzy.

 

Architekci systemu amerykańskiego, szczególnie Madison, doskonale sobie z tego zdawali sprawę. Nie chodziło li tylko o odebranie władzy królowi i oddanie jej w ręce ludu; chodziło również o taką architekturę instytucji władzy, w której dawałoby się poskramiać systematycznie i efektywnie dyktatorskie zapędy funkcjonariuszy demokracji.

 

Liberalny system ograniczeń władzy

 

Władza ludu, czy mówiąc dokładniej władza większości pochodząca z prawidłowo przeprowadzonych wyborów, jest oczywiście niezbywalną częścią demokracji. Ale władza większości może obrócić się w tyranię.

 

Obawiał się tego już Arystoteles i od niego zaczyna się długa lista myślicieli i praktyków, którzy proponowali różne sposoby na ograniczanie tyrańskich zapędów, czy to pojedynczych władców czy parlamentarnej większości. Demokracja liberalna to właśnie taki system, w którym ogromna część energii politycznej skupia się na szukaniu najbardziej efektywnych sposobów okiełznania władzy do kogokolwiek by nie należała. Liberalizm ma oczywiście kilka znaczeń, ale tu znaczy system ograniczeń; system zapewniający jak najdalej posuniętą rozliczalność władzy.

 

Rozliczalność ma dwie podstawowe formy: wertykalną i horyzontalną.

 

Rozliczalność horyzontalna to system wzajemnego „szachowania się” przez w znacznej mierze autonomiczne organy władzy: prawodawczej, wykonawczej, i sądowniczej. To wielki pomysł Monteskiusza.

 

Rozliczalność wertykalna ma źródło w innych instytucjach systemu demokratycznego, głównie w społeczeństwie obywatelskim. Szczególną rolę mają tu odegrania organizacje patrzące władzy na ręce, po angielsku zwane watchdog organizations.

 

 

Siła społeczeństwa obywatelskiego

 

Ale rola społeczeństwa obywatelskiego nie ogranicza się tylko do bezpośredniego „sprawdzania” poczynań władzy. Ludzie angażujący się w różne inicjatywy, współpracujący nad rozwiązywaniem wspólnych problemów, uczą się demokracji, uczą się polegać na sobie, budują więzi zaufania, nabywają kompetencji obywatelskich.

 

Od wielu już lat staramy się z Grzegorzem Ekiertem i Michałem Wenzelem pokazać, ze polskie społeczeństwo obywatelskie nie jest tak słabe jak się to często uważa. Nie jest może zbyt silne, ale według naszych badań plasuje się gdzieś w środku w rankingu europejskich społeczeństw obywatelskich.

 

Na czym więc polega „siła” społeczeństwa obywatelskiego, nie tylko jako mechanizmu rozliczania władzy, ale – bardziej ogólnie – jako niezbywalnego fundamentu systemu demokratycznego? (Nie ma chyba teoretyków, czy badaczy demokracji odrzucających założenie, iż jakość demokracji jest w znacznej mierze zależna od jakości społeczeństwa obywatelskiego.)

 

Nie jest to proste do zdiagnozowania. Społeczeństwa obywatelskie w różnych krajach różnią się między sobą, czasem znacznie, ale ich siła (lub słabość) da się ocenić porównawczo na co najmniej czterech wymiarach:

1. konstrukcji przestrzeni publicznej, czyli ramach prawnych i regulacjach w ramach których organizacje działają;

2. rozkładowi i natężeniu orientacji normatywnych (ideologii);

3. kompozycji sektorowej;

4. dominującym sposobom działania organizacji i ruchów społecznych.

 

 

Polski system praw i regulacji. Co chce zmajstrować PiS?

 

Od wielu lat polski system praw i regulacji był ustawiony nie najgorzej i pozwalał na sprawne funkcjonowanie społeczeństwa obywatelskiego.

 

W różnych klasyfikacjach międzynarodowych Polska, razem z innymi krajami Europy Centralnej, plasowała się wysoko. Na przykład w ocenie Fundacji Bertelsmanna w 2015 r. wszystkie kraje postkomunistyczne, które znalazły się w Unii Europejskiej osiągnęły ocenę 9-10 w kategorii „prawo do zebrań i uczestnictwa w organizacjach”. By to zobaczyć we właściwej perspektywie, trzeba przypomnieć, że wśród 129 analizowanych krajów przechodzących „transformacje” ustrojowe, tylko 25 procent uzyskało tak wysoki wynik w tym roku.

 

PiS-owskie majstrowanie przy tym systemie zabezpieczającym autonomie organizacji pozarządowych jest zatem bardzo niepokojące. Ustawa z 27 czerwca 2017 r., powołująca Narodowy Instytut Wolności – Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego przypomina niestety to, co już dobrze znamy z manewrów rządowych mających na celu zdławienie niezależności społeczeństwa obywatelskiego w Rosji Putina, Turcji Erdogana, czy na Węgrzech Orbana.

 

Rządząca partia nie tylko chce zwiększyć władzę nad organizacjami głównie poprzez kontrolowanie ich finansów, ale i poprzez kampanie oszczerstw, zohydzającą, przynajmniej w oczach części społeczeństwa, działania niektórych organizacji. Wstrząsające na przykład są ataki polityków PiS-u i innych formacji prawicowych na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, będącą – dla wielu obserwatorów – chlubą polskiego społecznikostwa. Osłabianie ramy prawnej i samodzielności instytucjonalnej organizacji społecznych musi odbić się bezpośrednio na ich efektywności w rozliczaniu władzy, a pośrednio na sile całego społeczeństwa obywatelskiego, a wiec na jakości polskiej demokracji.

 

 

Radykalizmy ideologiczne nie służą demokracji

 

W większości prac o społeczeństwie obywatelskim nie mówi się o ideologii, tak jakby ta sfera życia publicznego była a-ideologiczna. Nie jest. Jest targana konfliktami kulturowymi i ideologicznymi tak samo jak system partyjny.

 

Ideałem jest oczywiście wielorodne społeczeństwo obywatelskie, pluralistyczne, w którym jest miejsce na organizacje reprezentujące rozmaite opcje ideologiczne, z wyłączeniem lub ograniczeniem możliwości działania opcji jawnie antydemokratycznych, takich jak komunizm czy faszyzm.

 

Nie jest oczywiście łatwo ustalić, w którym momencie czyny i oświadczenia bardziej radykalnych organizacji lewicowych, czy prawicowych stają się zagrożeniem dla demokracji. Ale nie ma wątpliwości, że demonizowanie przeciwników ideologicznych, odmawianie im prawa do istnienia, czy wręcz grożenie unicestwieniem („Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”) nie sprzyja umacnianiu demokracji, dla której cnotą kardynalną jest powściągliwość.

 

Intensyfikacja konfliktów ideologicznych, także w społeczeństwie obywatelskim, prowadzi do polaryzacji całej sfery życia publicznego, a niejednokrotnie i prywatnego, a to nie jest nigdy dobre dla demokracji. A taka sytuacja pojawiła się w Polsce w ostatnich latach.

 

 

Społeczeństwo im bardziej różnorodne, tym silniejsze

 

Czy siła lub słabość społeczeństwa obywatelskiego zależy od jego kompozycji sektorowej? Trzeba pamiętać, że na społeczeństwo obywatelskie składają się NGO-sy, ruchy społeczne, organizacje zawodowe, ruchy para-polityczne, związki zawodowe, ale i sieci nieformalne, świetnie nazwane przez prof. Gizę-Poleszczuk chałupniczym społeczeństwem obywatelskim.

 

Za silne można uznać społeczeństwo obywatelskie, które jest różnorodne: im bardziej różnorodne tym silniejsze. Kompozycja sektorowa polskiego społeczeństwa obywatelskiego zmieniła się ogromnie od 1989 roku. Jeszcze w latach 90-tych wielką rolę odgrywały związki zawodowe, aktywne na wielu frontach i często skutecznie walczące z rządem. Wystarczy przypomnieć, ze rząd Suchockiej upadł głównie z powodu naporu związku Solidarność”. Ale ciągle powstawało mnóstwo organizacji pozarządowych, pojawiały się wielorakie inicjatywy społeczne.

 

Od pewnego czasu zaczęła się też organizować prawa strona społeczeństwa obywatelskiego, czy to w Rodzinach Radia Maryja czy Klubach Gazety Polskiej. Taka różnorodność jest niewątpliwe pożyteczna dla demokracji, ale ważne jest by nie przeradzała się w polaryzację. A ta intensyfikuje się wraz ze wzrostem radykalizmu ideologicznego. Dla demokracji liberalnej dobrze jest zatem, gdy w różnorodnym społeczeństwie obywatelskim panuje umiar ideologiczny. Czy tak jest w dzisiejszej Polsce? Niestety nie, o czym była mowa powyżej.

 

 

Cnota umiaru i manifestacje

 

Zostają do rozpatrzenia środki działania. W literaturze specjalistycznej i w podręcznikach dla działaczy dyskutuje się wiele o „właściwych” środkach działania. Które środki są niebezpieczne dla demokracji?

 

Nie ma tu łatwych odpowiedzi. Ludzie ignorowani przez władzę, choćby tylko w ich własnym mniemaniu, sięgają po destrukcyjne metody: niszczą budynki i ulice, palą samochody, atakują przedstawicieli władzy. Ale jak sugerowała Hannah Arendt, w polityce środki są celami, więc radykalizm środków działania, choć czasami zrozumiały, nie jest pożądany dla demokracji, bo zaognia emocje, co nie ułatwia praktykowania cnoty umiaru, kluczowej podstawy kulturowej systemu demokratycznego.

 

W Polsce, jak pokazuje nasze badania, w latach 90-tych było dużo strajków. Później ich natężenie zaczęło spadać, rozrósł się sektor NGO-sów, które działały perswazją, dyskusją, budowaniem nacisków typu lobbystycznego. Ale od pewnego czasu obserwujemy wzrost natężenia demonstracji ulicznych, zazwyczaj wstrzemięźliwych w swoich metodach. Niestety coraz częściej pojawia się na nich agresja – w słowach i czynach – szczególnie, gdy organizatorami są grupy radykalnie prawicowe, takie jak ONR, czy Młodzież Wszechpolska.

 

 

Delikatna „równowaga demokratyczna”

 

Jakie wnioski płyną z tej wstępnej, nieco pobieżnej analizy? Suwerenne społeczeństwo obywatelskie jest niezbywalnym elementem architektury demokracji. Na ile jest w stanie demokrację wspierać i wzmacniać zdaje się zależeć od trzech czynników: stanu prawa (czy szerzej jakości rządów prawa), ideologii, i metod działania.

 

Prawo musi chronić autonomię społeczeństwa obywatelskiego, a ideologia musi umacniać liberalną demokrację, która opiera się na poszanowaniu prawa. Z kolei autonomia społeczeństwa obywatelskiego jest jednym z gwarantów poszanowania prawa.

 

Tak działa, czy powinien działać, swoisty system naczyń połączonych demokracji liberalnej; formy demokracji, która zapewnia obywatelom najbardziej efektywny system ochronny przed zakusami autorytarnych „demokratów”.

 

Jednocześnie organizacje społeczeństwa obywatelskiego powinny powstrzymywać się od używania metod radykalnych i agresywnych, bowiem ich stosowanie przyczynia się do rozemocjonowanej polaryzacji, czego w demokracji jest lepiej unikać.

 

Społeczeństwo obywatelskie to efektywne narzędzie „wertykalnego” rozliczania rządzących, a zatem jeden z filarów dobrze naoliwionej demokracji liberalnej. Ale by to narzędzie sprawnie działało, państwo musi utworzyć prawny parasol ochronny nad autonomią organizacji pozarządowych. Te, z kolei, powinny zachować umiar w propagowanych ideologiach i stosowanych środkach. Każda ze stron może tę delikatną „równowagę demokratyczną” zakłócić. Rząd przez osłabianie prawnych podstaw autonomii społeczeństwa obywatelskiego, a społeczeństwo obywatelskie przez nadmierną radykalizację idei lub metod działania.

 

Co więcej,  ponieważ polityka demokratyczna jest systemem interaktywnym, każda akcja jednej ze stron wywołuję reakcję drugiej strony. Wiec gdy rząd zaczyna osłabiać system prawny, jak to ma miejsce w Polsce, cierpliwość obywateli może się wyczerpać. I już się zaczęła wyczerpywać.

 

Lipcowe demonstracje pokazały nie tylko imponujące możliwości mobilizacyjne polskiego społeczeństwa obywatelskiego, ale też jego powściągliwość. Postulaty dotyczyły konkretnych problemów (ochrona zagrożonego porządku konstytucyjnego), a metody były pokojowe.

 

Ale umiar może przerodzić się w radykalizm, gdy władza będzie dalej podminowywać podstawy demokracji liberalnej. Radykalizacja – już wyraźna po stronie partii rządzącej – może się pogłębiać, po obu stronach, a to doprowadzi do osłabienia, czy wręcz uwiądu demokracji.



Autor


prof. Jan Kubik - socjolog, badacz społeczeństwa obywatelskiego. Profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Rutgersa w Stanach Zjednoczonych. Dyrektor Centrum Studiów…


Więcej

Opublikowany

14 lutego 2018







Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200