16-letni Imanali zginął, bo myśliwy „myślał, że to dzik”. Jest prawomocny wyrok w tej sprawie

Udostępnij

brak opisu autora

Więcej

Myśliwy Dariusz Ch., który oddał strzał, zastosował klasyczną i popularną wymówkę: „myślałem, że to dzik”. A kiedy zorientował się, że strzelił do człowieka, uciekł z miejsca. Teraz pójdzie do więzienia.     Dobiegła końca sprawa myśliwego, który zastrzelił chłopca w sadzie pod Opolem Lubelskim. „[Babcia chłopca] Pani Zeinekul nie będzie już miała siły dalej walczyć. […]



Myśliwy Dariusz Ch., który oddał strzał, zastosował klasyczną i popularną wymówkę: „myślałem, że to dzik”. A kiedy zorientował się, że strzelił do człowieka, uciekł z miejsca. Teraz pójdzie do więzienia.

 

 

Dobiegła końca sprawa myśliwego, który zastrzelił chłopca w sadzie pod Opolem Lubelskim. „[Babcia chłopca] Pani Zeinekul nie będzie już miała siły dalej walczyć. Nie, nie ma poczucia sprawiedliwości” – skomentowała mec. Karolina Kuszlewicz, która reprezentowała rodzinę 16-letniego Imanaliego.

 

 

Myśliwy został prawomocnie skazany na 4 lata i 9 miesięcy pozbawienia wolności. Babci chłopca będzie musiał zapłacić nawiązkę o wysokości 110 tys. zł.

 

 

 

Imanali zginął w sadzie

 

 

1 listopada 2020 roku. Imanali, 16-latek z Kazachstanu uczący się w Polsce, miłośnik programowania, biegle mówiący po angielsku i polsku, wymknął się z internatu zespołu szkół zawodowych w Kluczkowicach (woj. lubelskie) z trójką kolegów. Poszli do przyszkolnego sadu, by nazbierać jabłek. Było już ciemno, po 20:00.

 

 

Nagle usłyszeli dźwięk silnika samochodu. Auto zatrzymało się, a osoba, która z niego wysiadła, zaczęła oświetlać sad latarką. „Myśleliśmy, że to ochrona sadu” – zeznałpodczas procesu jeden z chłopców. Razem z kolegami ukryli się pod drzewami. „Przez parę minut ktoś świecił, a potem padł strzał. Imanali krzyknął. Miał krew na piersiach i nodze. Zaciągnęliśmy go do internatu. Samochód odjechał” – dodał kolega Imanaliego, przesłuchiwany w styczniu 2022 w Sądzie Okręgowym w Lublinie.

 

Mimo prób reanimacji i wezwania karetki do internatu, Imanaliego nie udało się uratować. Późniejsza sekcja wykazała, że obrażenia były rozległe: pocisk uszkodził nerkę, wątrobę i płuca. Miał rany na udzie i kolanie.

„Myślał, że to dzik”

 

 

Policji szybko udało się ustalić, że w samochodzie, który przyjechał do sadu, siedział (wówczas) 51-letni myśliwy Dariusz Ch. – były policjant i rzecznik prasowy komendy policji w Opolu Lubelskim. Jak się później okazało, Dariusz Ch. cierpi na zaburzenia związane z kontrolowaniem agresji, a za znęcanie się nad rodziną ma założoną Niebieską Kartę.

 

 

Był czynnym członkiem Koła Łowieckiego nr 47 Bekas z Opola Lubelskiego. Towarzyszył mu kolega, 41-letni Marcin B., strażak ochotnik, kościelny i grabarz. To on zauważył Imanaliego pod drzewem i – jak twierdzi – „myślał, że to dzik”.

 

 

„Krzyknął »dzik«, więc zatrzymałem samochód i oświetliłem teren. Zobaczyłem czarną plamę bez nóg. Też stwierdziłem, że to dzik. Byłem pewny na tysiąc procent. Ta plama wyglądała na tył odyńca. Nie ruszała się, a one tak czasem robią. Cel był jakieś 70 metrów ode mnie. Oddałem strzał. Wtedy obiekt stanął na dwie nogi” – mówił podczas procesu Dariusz Ch.

 

 

Kiedy mężczyźni zorientowali się, że Dariusz postrzelił człowieka, mieli spanikować. Wsiedli do samochodu i uciekli z miejsca zdarzenia. Myśliwy ukrył się w swoim domku letniskowym, a razem z kolegą ustalili wspólną wersję: byli w pobliżu sadu, bo szukali zaginionego psa. Podczas procesu Marcin B. przyznał się jednak do winy. Dariusz Ch. tego nie zrobił.

 

 

 

PZŁ nie chce mieć z tym nic wspólnego

 

 

Polski Związek Łowiecki się od tej sprawy odciął. W oświadczeniu opublikowanym zaraz po zdarzeniu Związek pisze, że polowanie nie było zgłoszone i legalne. „Sprawca zdarzenia w momencie popełnienia czynu nie wykonywał polowania, lecz kłusował. Dodatkowo złamał wszelkie obowiązujące myśliwych zasady bezpieczeństwa, jak i normy etyczne” – czytamy w stanowisku PZŁ.

 

 

„Dynamika sytuacji sprawiła, że nie wpisałem się do książki [ewidencji polowań – od aut.]” – mówił Dariusz Ch. Dodał, że przeprasza za odjechanie z miejsca. „Należy zadać sobie pytanie, czy gdyby oskarżony nie miał wcześniej pozwolenia na broń, wyjechałby w teren oddać strzał? Moim zdaniem – nie. Więc próba odcinania się PZŁ od tej sprawy jest moim zdaniem po prostu nie fair” – mówiła w rozmowie z OKO.press mec. Karolina Kuszlewicz.

 

W swojej mowie końcowej, po zakończeniu procesu podkreślała: „Oskarżony powiedział jasno: pojechałem tam jako myśliwy, nie kłusownik, żeby wykonać polowanie. To, że oskarżony, umawiając się z drugim mężczyzną, znając przepisy prawa łowieckiego, rozumiejąc niebezpieczeństwo związane z używaniem tak silnej broni palnej, która jest w stanie zabić duże zwierzę, w warunkach kiedy jest ciemno, decyduje się na oddanie strzału, nie mając stuprocentowej pewności, do kogo strzela, jest zachowaniem nagannym, którego skutki w tej sprawie widzimy”.

 

 

Zaznaczyła również, że obaj mężczyźni należeli do Ochotniczej Straży Pożarnej. „Takie osoby musza być przeszkolone m.in. z niewpadania w panikę, kiedy komuś dzieje się krzywda. Wiedzą, jak udzielać pomocy” – mówiła.

 

 

Biegły ds. łowiectwa, powołany w trakcie procesu, wyjaśniał z kolei, że w sadzie w ogóle nie powinno się polować – ze względu na ukształtowanie terenu, przez które trudno jest ocenić cel strzału. W sądzie wyjaśniał, że „pocisk ze sztucera ma zasięg 1,5 km i istniało niebezpieczeństwo nie tylko dla chłopca w sadzie, ale i na całej linii strzału. Poszkodowany był w takim miejscu, gdzie nie powinien zostać oddany strzał”.

Nieumyślne spowodowanie śmierci, czy zabójstwo z zamiarem ewentualnym?

 

 

Sąd Okręgowy w Lublinie 24 lutego wydał wyrok: Mariusz B. został skazany na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i grzywnę 2,5 tys. zł. Dariusz Ch. został uznany za winnego nieumyślnego spowodowania śmierci i nieudzielenia pomocy. Karą za to miało być sześć lat pozbawienia wolności i 25 tys. zł nawiązki dla babci chłopca.

 

 

To i tak łagodniejsza kara, niż ta, której domagała się prokuratura. Zdaniem prokuratora Dariusz Ch. dokonał zabójstwa z zamiarem ewentualnym, a karą powinno być 15 lat więzienia.

 

 

„Uważamy, że było to zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Skoro Dariusz Ch. wyjaśniał, że strzelał do dzika, to powinien mieć pewność. Nie zrobił jednak nic, żeby to sprawdzić” – argumentował prokurator.

 

 

„Dariusz Ch. nie zachował zasad ostrożności”

 

 

Prokuratura, a także pełnomocniczka babci Imanaliego Karolina Kuszlewicz, odwołali się od wyroku lubelskiego sądu. Odwołanie złożył również obrońca Dariusza Ch.

 

 

25 sierpnia 2022 sprawa trafiła w Sądu Apelacyjnego. Obrońca myśliwego przekonywał, że kara jest zbyt surowa. „Oskarżony to emerytowany policjant o nieskazitelnej opinii (podczas procesu była mowa o problemach z kontrolowaniem agresji i znęcaniu się nad rodziną – od aut.), nigdy nie był karany, współpracował podczas postępowania, a jego skrucha była szczera” – mówił adwokat Paweł Wierzba. Prokuratura zaś utrzymywała, że Dariuszowi Ch. należy się 15 lat więzienia za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Wnioskowała również o wyższą nawiązkę na rzecz babci Imanaliego.

 

 

„Obowiązkiem myśliwego jest osobiste rozpoznanie celu. Jeśli są jakiekolwiek wątpliwości, myśliwy nie ma prawa oddać strzału. Sąd okręgowy słusznie przyjął, że Dariusz Ch. nie zachował zasad ostrożności” – mówił podczas rozprawy w Sądzie Apelacyjnym sędzia Leszek Pietraszko. Podtrzymał opinię sądu pierwszej instancji – jego zdaniem w tej sprawie nie mogło być mowy o zabójstwie, a jedynie o nieumyślnym spowodowaniu śmierci.

Czterokrotnie wyższa nawiązka

 

 

Finalnie sędzia Pietraszko skazał Dariusza Ch. nie na sześć lat (jak postanowił sąd pierwszej instancji), a na cztery lata i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności. „Sąd Apelacyjny, podobnie jak Okręgowy, w całości oddalił moje wnioski, z którymi występowałam od początku procesu w 1 instancji, czyli o zasądzenie na rzecz babci chłopca zadośćuczynienia w kwocie 400 tys. zł” – poinformowała na Facebooku mec. Kuszlewicz.

 

 

„Jedyne rozstrzygnięcie na naszą korzyść to zasądzenie nawiązki (zamiast zadośćuczynienia) dla babci Imanaliego w kwocie łącznej 110 000 zł. I to jest istotne, gdyż ta kwota jest ponad cztery razy wyższa niż ta w postanowieniu pierwszej instancji. Sąd Apelacyjny uznał, że poprzednia była rażąco niska” – napisała na swojej stronie „W imieniu zwierząt i przyrody – głosem adwokatki”.

 

 

Wyrok jest prawomocny. Kasację w tej sprawie mogą złożyć jedynie prokurator generalny i Rzecznik Praw Obywatelskich.








Inne artykuły tego autora

19.07.2022

Kolejna rozprawa o „utrudnianie polowania”. Oskarżona chciała uratować ptaki, grozi jej więzienie

25.11.2021

Mirosław Wróblewski z biura RPO: „System skarg do ETPCz staje pod znakiem zapytania”



Wesprzyj nas!

Archiwum Osiatyńskiego powstaje dzięki obywatelom i obywatelkom gotowym bronić państwa prawa.


10 
20 
50 
100 
200