arrow search cross



Dawid Winiarski

Udostępnij

„Nie zaangażowałem się w protesty z idealistycznych pobudek niesienia zbawienia społeczeństwu. Chciałem jedynie zagłuszyć wyrzuty sumienia mówiące, że tyle czasu biernie przyglądałem się łamaniu prawa”.

 

Dawid Winiarski – jeden z najaktywniejszych uczestników demonstracji sprzeciwu względem PiS. Brał udział w protestach przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, przeciw nowej KRS, przeciw zmianom w prawie o sądach i wielu innych. Blokował marsze nacjonalistów. Próbował blokować ekshumacje smoleńskie. Wielokrotnie zatrzymany przez policję podczas protestów (patrz linki poniżej). Nie związany z żadną organizacją ani ruchem politycznym.

 

 

 

Dlaczego zaangażowałeś się w protesty?

 

Nie podobało mi się to, co politycy robią z tym krajem. Nie tylko politycy PiSu, choć to właśnie oni pogłębili wcześniejsze problemy i wciąż dostarczają nowych. Łamią prawo na nieprawdopodobną skalę. PiS popycha system władzy ku autorytaryzmowi, depcząc przy tym ostentacyjnie prawa kobiet i mniejszości. A przy tym wszystkim Kościół Katolicki zyskał jeszcze bardziej uprzywilejowaną pozycję.

 

Rządy PiS są efektem zaniedbań, jakie zostały poczynione po transformacji ustrojowej. Zamiast budować świadome i solidarne społeczeństwo obywatelskie, wybraliśmy model późnego kapitalizmu, w którym człowiek konkuruje ze swoimi sąsiadami i bliskimi. O jak najwyższy status społeczny wyrażany w zarobkach, ładniejszym samochodzie i egzotycznych wakacjach. Wybraliśmy udział w urojonym wyścigu, podczas gdy kraj był kolonizowany przez korporacje międzynarodowe.

 

Stanąłem więc na rozdrożu – albo zostaję w kraju i angażuję się w działalność obywatelską, albo wyjeżdżam do Florencji sprzedawać pocztówki. W trudniejszych momentach wciąż pielęgnuję w sobie tę sielankową wizję. Ale potem przypominam sobie, że ucieczka nie jest rozwiązaniem, bo w nowym miejscu natrafię na nowe problemy. A uciekać nie można w nieskończoność. Tak więc skończyłem na ulicy warszawskiej, a nie włoskiej. Z transparentami zamiast pocztówek.

 

 

Możesz opisać najważniejsze dla siebie doświadczenia związane z „byciem na ulicy”?

 

Pierwszym było przegłosowanie pakietu ustaw o Sądzie Najwyższym i ustroju sądów powszechnych w lipcu 2017 roku. Dla mnie to był jednak jeszcze anonimowy protest. Byłem po prostu częścią tłumu i nie do końca wiedziałem co więcej mogę zrobić w tej sytuacji.

 

 

Od czasów szkolnych byłem dość dużym legalistą, potem studiowałem kilka lat prawo. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że aparat państwowy mojego kraju mógłby stanowić prawo w sposób bezprawny. Wtedy zostało przetrącone moje naiwne przekonanie o obowiązujących nas wszystkich regułach.

 

 

Miałem też wyrzuty sumienia, że tyle czasu biernie przyglądałem się łamaniu prawa. Decyzja o bardziej czynnym udziale w protestach była więc próbą ich zagłuszenia. Nie chciałem idealistycznie zbawiać społeczeństwa.

 

Od tego czasu szukałem dla siebie miejsca na protestach. Ale też nigdy nie czerpałem satysfakcji z chodzenia ulicą i śpiewania o “kaczorze dyktatorze”. To przeciwskuteczne.

 

A inne ważne momenty?

 

7 grudnia 2017 roku. Tego dnia rano odrzucono złożone przez opozycję wotum nieufności wobec Beaty Szydło. A wieczorem premier składała urząd w siedzibie partii. Było to bardzo wyraźne upokorzenie władzy konstytucyjnej.

 

Odbyliśmy więc spontaniczny spacer spod Sejmu na ul. Nowogrodzką. Szliśmy ulicą niosąc biało-czerwone flagi, a policja starała się nas okrążyć i zatrzymać. Udało im się tego dokonać w kotle na ul. Wilczej. Trzymano nas wówczas kilka godzin zamkniętych pomiędzy dwoma kordonami policji. Aż, w końcu, każdą z ponad 100 osób wylegitymowano i próbowano ukarać mandatem. To było moje pierwsze starcie z policją.

 

Ważna dla mnie była też kwietniowa noc 2018 roku na Powązkach, gdzie odbywała się ekshumacja Jolanty Szymanek-Deresz. Spędziłem kilka godzin pomiędzy grobami nasłuchując nadjeżdżających samochodów. Po północy pojawili się grabarze. Zaczęli ściągać wiązanki i znicze, które ustawiono w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Zażądaliśmy, by przestali. Stanęliśmy w siedem osób pomiędzy nienaruszonym jeszcze nagrobkiem a policją i grabarzami. Byliśmy ostatnią przeszkodą na drodze do zabrania ciała wbrew woli rodziny. Byliśmy tam prawie dwie godziny.

 

 

Bezsilność, którą czułem w starciu z tą nikczemną przemocą aparatu państwa będę prawdopodobnie pamiętał do końca życia. I tę przerażającą świadomość, że gdy obudzę się następnego dnia, to ten grób będzie pusty, bo nie mogłem nic zrobić.

 

 

Po tamtej nocy byłem jeszcze przy dwóch ekshumacjach.

 

Czy nie obawiasz się represji związanych z Twoim zaangażowaniem? Sporo ryzykujesz.

 

Doskwiera mi jedynie utrata prywatności. Nie myślę o represjach ze strony władzy. Nie lubi mnie, to chyba jasne. To chyba dobrze, ponieważ oznacza, że dobrze wypełniam obywatelskie obowiązki.

 

Otwartą wrogość spotykam jedynie ze strony policji. Wielokrotnie miałem okazję przekonać się, iż stosuje metody faszystowskie i bez wahania egzekwuje monopol na przemoc.

 

 

Policja nie lubi, gdy ktoś – jak ja – staje jej na drodze. I mówi, że funkcjonariusze nie mogą czegoś zrobić, bo to niezgodne z procedurami. A ja te procedury znam bardzo dobrze.

 

 

Co powiedziałbyś młodym aby zachęcić ich do zaangażowania się w protesty? Albo by poszli na wybory?

 

 

Organizujcie się i protestujcie na swoich zasadach.Nie pozwólcie, by reguły protestu narzucali wam ludzie, którzy uważają, że mają do tego prawo.

 

Tylko dlatego, że są na ulicy dłużej niż wy. Nawet jeśli mają brodę, donośny głos i lubią uciszać innych. Macie takie samo prawo być na ulicy i wyrażać swój sprzeciw.

 

Idźcie do wyborów zagłosować zgodnie ze swoim przekonaniem. Nie wierzcie w bajdurzenie, że Grzegorz Schetyna to mniejsze zło. On jest takim samym nowotworem, jak Kaczyński. Tyle że na wcześniejszym stadium. Gdyby wszyscy młodzi się ruszyli do urn, to duopol PO-PiS w końcu by upadł.

 

Czy – ostatecznie – z rządów PiS może wyniknąć coś dobrego?

 

Jednym z moich najważniejszych doświadczeń związanych z zaangażowaniem w protesty było uświadomienie sobie, jak wiele różnych środowisk staje obok siebie na ulicy, by wyrazić swój sprzeciw wobec władzy PiS. Pękła bańka, w której się wychowałem i prowadziłem dotychczasowe życie. Nagle otworzyłem się na zupełnie nowe osoby i środowiska.

 

 

Więc jeśli można mówić o jakimś pozytywnym aspekcie rządów PiS, to uważam, że ich efektem jest spontaniczne tworzenie się obywatelskości. Nawiązywanie nici porozumień pomiędzy środowiskami, które wcześniej nie miały ze sobą styczności. Wymiana między nimi doświadczeń oraz umiejętności. To niezwykle cenne. I będzie miało jeszcze większą wagę, gdy środowiska te zyskają polityczną siłę sprawczą – już po odejściu PiS od władzy.

 

 

 

 

 

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Gieczys-Jurszo 2 października 2018 roku

 

 

Przeczytaj również:

 


Opublikowano:





Wesprzyj bunt!





Warning: Use of undefined constant php - assumed 'php' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/ao/domains/archiwumosiatynskiego.pl/public_html/app/themes/ao/single-wpis_alfabetbuntu.php on line 309