arrow search cross



Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków

Udostępnij

„Lista ulic do dekomunizacji to kilkadziesiąt adresów. Wśród nieprawomyślnych patronów są ludzie, którzy ginęli, organizując ruch oporu w getcie, albo mordowani przez gestapo. To skandaliczne, że chce im się odebrać ulicę za to, jakie mieli poglądy polityczne. Trzeba docenić ich czyny”.

 

II RP odebrała im obywatelstwo, PRL mitologizował, choć zamykał ich w więzieniach. Po 1989 r. wymazano ich z Grobu Nieznanego Żołnierza. Obecna władza nazywa ich jeźdźcami komunistycznej apokalipsy, wiernymi żołnierzami Stalina. Mowa o żołnierzach Brygad Międzynarodowych, walczących podczas wojny domowej w Hiszpanii.

 

Groźba usunięcia tabliczki z nazwą ulicy ich imienia wywołała w Warszawie wielkie poruszenie. Wszystko za sprawą inicjatywy ‚Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków’, której działacze postanowili bronić przed zakusami dekomunizatorów nazwy ulicy i przypomnieć fakt, że dąbrowszczacy walczyli ‚za wolność naszą i waszą’.

 

W czerwcu 2015 roku znajdująca się na warszawskiej Pradze ulica znalazła się na celowniku radnych PiS, prowadzących ignorancką akcję usuwania antybohaterów propisowskiej polityki historycznej nie tylko z tabliczek z nazwami ulic, ale również z cokołów i innych miejsc pamiątkowych.

 

Mieszkańcy ulicy Dąbrowszczaków postanowili zaprotestować przeciwko zmianie nazwy ulicy argumentując swój sprzeciw tym, że nie chcą ponosić kosztów wymiany dokumentów, pieczątek i wpisów w oficjalnych rejestrach. Poza mieszkańcami do protestu przyłączyli się też Jeremi Galdamez i Maciej Sanigórski. To oni powołali inicjatywę ‚Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków’. Przy praskiej ulicy nie mieszkają, nie są też spokrewnieni z żołnierzami Brygad Międzynarodowych. O dąbrowszczaków upominają się ideowo. Ich celem jest wskrzeszenie pamięci o historycznych bohaterach.

 

Maciej Sanigórski:

 

– Jesteśmy związani z ruchem lewicowym, interesujemy się historią. Dąbrowszczacy to jej mało znana część, a przecież powinniśmy być z niej dumni. Brygady Międzynarodowe jako pierwsze przeciwstawiły się faszyzmowi w Europie. Ochotnicy z Polski byli drugą co do wielkości mniejszością walczącą po stronie republiki.

 

Jeremi Galdamez:

 

– Dąbrowszczacy zdawali sobie sprawę, że Hiszpania to poligon, test dla narastającego w Europie faszyzmu. Rozumieli, o co walczą. Powtarzali, że „jeśli padnie Madryt, padnie Warszawa”.

 

Kiedy w mediach pojawiły się pierwsze zapowiedzi dekomunizacji warszawskich ulic, założyli na Facebooku grupę „Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków!”. I rozpoczęli kampanię. Organizowali protesty, spotkania i wydarzenia kulturalne. Podpisy pod petycją przeciwko zmianie nazwy ulicy zbierali na samej ulicy i przez internet. Wyrazy poparcia wysłały organizacje upamiętniające brygady narodowe z Hiszpanii, Anglii czy Francji.

 

Maciej Sanigórski:

 

– Na Zachodzie tym żołnierzom stawia się pomniki. Ludzie nie mogą zrozumieć, że w Polsce chce im się odebrać ulicę.

 

Organizowane przez nich manifestacje pod Instytutem Pamięci Narodowej miały szczególny charakter. To opinią IPN podpierają się radni, którzy chcą zdekomunizować ulicę na Pradze. W krótkiej notce na stronie IPN dąbrowszczacy określani są jako „komuniści i socjaliści”. Jej autor podkreśla, że Polacy w czasie wojny w Hiszpanii „pełnili m.in. funkcje komisarzy politycznych, tworzonych przy poszczególnych jednostkach wojskowych według wzorców stalinowskich”. Dąbrowszczaków nazywa wprost „realizatorami polityki stalinowskiej na Półwyspie Iberyjskim”.

 

– To skrajnie zmanipulowana opinia. To absurd, że jedyny wiążący głos wychodzi od instytucji, która wspiera wyłącznie jedną opcję polityczną – mówi Maciej Sanigórski.

 

Aktywiści inicjatywy „Łapy precz od ul. Dąbrowszczaków!” dalej zamierzają przychodzić na posiedzenia komisji nazewnictwa.

 

Maciej Sanigórski:

 

– Lista ulic do dekomunizacji to kilkadziesiąt adresów. Wśród nieprawomyślnych patronów są ludzie, którzy ginęli, organizując ruch oporu w getcie, albo mordowani przez gestapo. To skandaliczne, że chce im się odebrać ulicę za to, jakie mieli poglądy polityczne. Trzeba docenić ich czyny.

 

Jeremi Galdamez:

 

– Chodzi nam też o sposób wprowadzania zmian. Teraz o patronie ulicy decyduje się odgórnie, nie biorąc pod uwagę lokalnej społeczności, pamięci. Mieszkańców nie pyta się o zdanie.

 

 

Zobacz również:

 


Opublikowano:





Wesprzyj bunt!