arrow search cross



Anna Prus

Udostępnij

„Jako kobiety kochamy się w wolności, kochać się w WOLNOŚCI jest rzeczą niewieścią – bo nie musimy sobie nawet wyobrażać, jak to jest być jej pozbawianymi. Robimy to wszystko wiedząc, że w razie przegrania tej bitwy, właśnie my mamy najwięcej do stracenia”

 

Anna Prus – była aktywistka Warszawskiego Strajku Kobiet (od niedawna, jak mówi, „wolny elektron” – bez przynależności organizacyjnej). Jedna z najważniejszych postaci protestów przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Uczestniczka protestów antyfaszystowskich, protestów w obronie wolnych sądów i wielu innych. Organizatorka akcji ulicznych. Brała też udział w blokadach ekshumacji smoleńskich. Inni aktywiści demonstracji ulicznych mówią o niej zgodnie: „Anka jest pierwsza do działań bezpośrednich, bardzo zaangażowana, charyzmatyczna, świetna mówczyni”.

 

 

Przychodzi taki moment w życiu, kiedy dochodzi się do wniosku: o nie, nie jest okej, trzeba wyjść na ulicę. W moim przypadku taki moment nastąpił w kwietniu 2016 roku. Poszłam na manifestację organizowaną przez Partię Razem.

 

 

Potem związała się z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet. Brała udział w warszawskim Czarnym Poniedziałku. Później protestowała przed domem Jarosława Kaczyńskiego, po tym jak prezes PiS oświadczył w wywiadzie dla PAP: „Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię. Chcemy, by było to możliwe ze względu na realną pomoc, która będzie udzielana także ze środków publicznych. Oczywiście mowa tylko o tych przypadkach trudnych ciąż, gdy nie ma zagrożenia życia i zdrowia matki”.

 

Pod domem Kaczyńskiego zebraliśmy się spontanicznie. Byłam tam z koleżankami. Uznałyśmy, że skoro on pakuje się w nasze życie z butami, to my pójdziemy i zajrzymy do jego domu przez płot, żeby poczuł, jak to jest, kiedy się komuś ingeruje w prywatne życie. Bo to, co powiedział poprzedniego dnia, było skandaliczne. Kaczyński, człowiek, który prawdopodobnie nie wychował żadnych dzieci, nie wie, jak to jest towarzyszyć kobiecie w ciąży zagrożonej, mówi, że najważniejsze, żeby kobiety takie dzieci rodziły, żeby tylko je ochrzcić, żeby Kościół katolicki zarejestrował kolejną duszyczkę.

 

Protest odbył się 13 października 2016. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt osób.

 

1 października 2017 roku przed białostockim sądem okręgowym wystąpiła w obronie praworządności i niezawisłego sądownictwa. W przemówieniu do zebranych nawiązała do protestów w obronie demokracji, jakie przetaczały się w tym czasie przez Polskę:

 

Błaszczakowi i szeregowemu posłowi Kaczyńskiemu nie podoba się, że ktoś stoi po drugiej stronie barykady. Nie tylko za trzymanie transparentu podczas miesięcznic smoleńskich można dostać wezwanie na policję pod zarzutem zakłócania pokojowej demonstracji. Wystarczy krzyknąć: „Lech Wałęsa!”, żeby być przesłuchiwanym w charakterze podejrzanego. Nasze protesty w Warszawie są nagrywane i kiedy następnym razem protestujemy, policja już wie, do kogo podejść, kogo spisać. To jest dyktatura.

 

W październiku 2017 roku w Białymstoku współorganizowała „Czarny Wtorek”. Jej manifest napisany tuż przed tym wydarzeniem obiegł internet (przeczytaj tutaj). Traktuje w przejmujący sposób o problemach kobiet w Polsce. Zaczyna się zdaniem: „To nigdy nie była wyłącznie kwestia prawa do przerwania ciąży”. Anna Prus:

 

To była kwestia chęci dominacji nad kobietami. Nasze prawa zostały przehandlowane w 1989 roku, już podczas Okrągłego Stołu. Wtedy, kiedy tworzyła się nowa, wolna Polska, o kobietach wszyscy zapomnieli. I ten stan trwa. Kolejne rządy traktowały sprawy kobiet jako drugo-, a nawet trzeciorzędne. Dopiero teraz zaczyna się mówić, że bez praw kobiet nie ma demokracji, że to są podstawowe prawa człowieka. Nasi oponenci widzą w nas kobiety zajmujące się „promocją aborcji”. Samo w sobie to sformułowanie jest już dziwaczne. Myślą, że chodzi nam tylko, aby aborcja była legalna. (…) Chodzi o to, aby samo słowo aborcja nie budziło lęku, strachu.

 

Anna Prus nie ma wątpliwości, że PiS postanowił odebrać kobietom prawa do samostanowienia:

 

Wszystkie rządy zapominały o naszym istnieniu, ale PiS postanowił nas po prostu udupić. Postanowił nam odebrać nasze prawa. „Zasługą” PiS jest właśnie to, że kobiety wyszły na ulicę. Zaczęły pisać do prezydenta, monitorować sytuację w parlamencie. Wcześniej o tym wszystkim byśmy nie pomyślały. Ja też bym nie pomyślała, ale doszłam do wniosku: przecież to i mnie dotyczy. Przemoc wobec kobiet nie jest jedynym efektem polityki obecnego rządu. To jest też przemoc wobec obcokrajowców, osób niebinarnych, LGBT…

 

Pytana, co ją motywuje do działania, mówi:

 

Nie uważam się za patriotkę. Szarpię się o to wszystko nie dlatego, że uważam, że są jakieś przywileje które się “nam, Polakom” należą. Ludzka godność (tak, ta przyrodzona i niezbywalna) nie ma narodowości, a do godności wszystko – mam wrażenie – się sprowadza. Chcę społeczeństwa zbudowanego na wzajemnym szacunku. Ale też pragnę skuteczności, a nie tylko symboliki. Od okrzyku “nie przejdziecie” wolę działania które sprawią, że neofaszyści rzeczywiście nie przejdą.

 

Podczas protestów Anna Prus wielokrotnie spotykała się z brutalnością ze strony policji. Była szarpana, popychana. 27 kwietnia 2018 brała udział w blokadzie Prokuratury Krajowej, gdzie odbywało się pierwsze posiedzenie nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Doszło wówczas do jednej z najbrutalniejszych akcji policji wobec protestujących. Annie Prus funkcjonariusze uszkodzili rękę. „Zostałam skuta i poturbowana, a na policji nawet nie ma protokołu z tego zdarzenia”.

 

 

W odpowiedzi na agresywne działania policji 28 kwietnia 2018 roku odbyła się pikieta pod komendą na ul. Malczewskiego, gdzie 27 kwietnia przewieziono zatrzymanych. Protestujący przynieśli transparent „Przepraszam, czy tu biją?” a na budynku komendy umieścili napis „Biją, bo wolno”. Anna Prus wzięła udział w proteście, zaskarżyła również policję do prokuratury za poniesione obrażenia.

 

 

To nie jedyny protest przeciw policji, którego była współorganizatorką. 9 sierpnia 2018 roku Warszawski Strajk Kobiet zorganizował marsz spod komendy przy przy ul. Nowolipie do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Manifestowali przeciw wykorzystywaniu funkcjonariuszy policji przez władzę w celach politycznych oraz przeciw stosowaniu przez policję przemocy wobec obywateli. Organizatorki marszu apelowały:

 

Protestujemy. Przeciw nierównemu traktowaniu przez policję różnych sił politycznych na zlecenie ministra spraw wewnętrznych. Przeciw stawianiu polecenia przełożonego ponad ochroną konstytucjonalnych praw obywatelskich. Przeciw używaniu policji do politycznych interesów ministra Brudzińskiego czy jakiegokolwiek innego przedstawiciela obecnej władzy i każdej władzy w przyszłości.

 

 

13 lipca 2018 roku na Placu Zamkowym Anna Prus wygłosiła porywające przemówienie, które zapisze się w historii czasu rządów dobrej zmiany. Zgromadzenie (nagranie dostępne TU) odbyło się w 550 rocznicę polskiego parlamentaryzmu, jako sprzeciw i alternatywa wobec oficjalnych obchodów, które na Zamku Królewskim zorganizował PiS. Publikujemy poniżej całe przemówienie Anny Prus:

 

„To już rok. Właśnie mija rok od dnia, w którym Warszawski Strajk Kobiet współorganizował miasteczko namiotowe pod budynkiem polskiego Sejmu. Rok od pamiętnego lipca, w którym kobiety za dnia i w nocy wykonywały przy Wiejskiej – często w cieniu sceny, na drugim planie, bo przecież dla wyższego dobra – ogromną pracę na rzecz zagospodarowania energii tysięcy ludzi. Ludzi, którzy rozumieli wtedy, że stoimy u progu przerażających zmian, a ich odwrócenie może być niemal niewykonalne.

 

Rok temu to właśnie my, napędzane siłą pochodzącą z siostrzeństwa i energii tłumu, krzyczałyśmy przez kilkanaście godzin pod Senatem, byłyśmy szarpane w zakątkach Górnośląskiej, przetrzymywane przy Nowogrodzkiej.

 

I krzyczymy tak nadal. I ciągle to między innymi nas się dusi, nam wykręca się stawy i zakuwa w kajdanki; my także stajemy przed sądami rozliczając się z absurdalnych zarzutów o przestępstwa i wykroczenia. Ale nie traktujcie tego jako skargę.

 

Mówimy o tym głośno nie po to, żeby się żalić. Chcemy abyście były świadome i świadomi, że za każdą informacją o karygodnym zatrzymaniu, za każdą sygnaturą sprawy sądowej, za każdym paragrafem stoją ludzie, których dziś możecie zobaczyć wokół siebie.

 

Dla nas zmiany w ustawach o sądownictwie oznaczają nie tylko gwałt na trójpodziale, na wartościach chociaż istotnych, to nie tak namacalnych jak choćby zarzut popełnienia tzw. przestępstwa przeciwko wolności, gdy kierowani ludzkim odruchem stajemy nad rozkopywanym grobem osoby ekshumowanej wbrew woli rodziny. Kto popełnia przestępstwo przeciwko wolności, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. I możemy zapomnieć o zaświadczeniu o niekaralności.

 

Mówimy o tym, bo jesteśmy świadome czystości swoich intencji oraz tego, że działamy w stanie wyższej konieczności, o którym mówi art. 26 kodeksu karnego.

 

Bo nareszcie jako kobiety przestajemy się bać wspominać o przemocy, jaka spotyka nas na wielu płaszczyznach – a to po prostu jeden z przejawów braku tego strachu.

 

Jako kobiety kochamy się w wolności, kochać się w WOLNOŚCI jest rzeczą niewieścią – bo nie musimy sobie nawet wyobrażać, jak to jest być jej pozbawianymi. Robimy to wszystko wiedząc, że w razie przegrania tej bitwy, właśnie my mamy najwięcej do stracenia.

 

Jesteśmy ofiarami przemocy fizycznej i seksualnej, które w sądach twarzą w twarz spotykają swoich uniewinnianych oprawców.

Jesteśmy dziewczynkami, które od komunistycznego prokuratora słyszą, że ksiądz, który dotyka ich intymne miejsca przejawia zdolności bioenergoterapeutyczne.

Jesteśmy matkami, których dzieci nie zasłużyły na alimenty.

Jesteśmy osobami nieheteronormatywnymi, którym podły przedsiębiorca może wbrew prawu, ale według własnego widzimisię odmówić świadczenia usługi. Jesteśmy opiekunkami osób z niepełnosprawnościami, których system wolałby nie widzieć.

Jesteśmy żonami, którym utrudnia się odejście od mężów stosujących przemoc.

Jesteśmy pracownicami na śmieciówkach, które prawo do zasiłku wygrywają dopiero w Sądzie Najwyższym.

Jesteśmy osobami w ciąży, od których bez względu na wyznanie, kościół katolicki siłą przejął możliwość decydowania o ich ciałach.

Jesteśmy lokatorkami, działaczkami stowarzyszeń, przemocą usuwanymi z mieszkań.

Jesteśmy emerytkami, traktowanymi jak bezpłatny kapitał opiekuńczy.

Jesteśmy tymi, których ciała są głównym narzędziem do ulicznej walki z neofaszystowską ideologią.

Jesteśmy strajkiem kobiet”.

 


Opublikowano:





Wesprzyj bunt!





Warning: Use of undefined constant php - assumed 'php' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/ao/domains/archiwumosiatynskiego.pl/public_html/app/themes/ao/single-wpis_alfabetbuntu.php on line 309