arrow search cross



14 kobiet na moście

stanęły z transparentem "Faszyzm stop" na przeciw ONR


Udostępnij

„Jedynym sposobem, żeby cokolwiek zrobić, było działać ze środka marszu. Dołączyłyśmy na samym początku na Rondzie Dmowskiego. Byłyśmy tam już o 13.45, stałyśmy dwójkami, nie rozmawiając ze sobą, żeby nie zwracać niczyjej uwagi.”

11 listopada 2017 roku po raz kolejny ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości. Jego uczestnicy wyruszyli z Ronda Dmowskiego i udali się przez most Poniatowskiego na błonia Stadionu Narodowego. Na trasie przemarszu stanęła grupa kobiet z transparentem ‚Faszyzm stop’. Były to:

 

  • Lucyna Łukian (lat 57, prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą),
  • Agnieszka Markowska (lat 51, pracownica firmy ubezpieczeniowej),
  • Kinga Kamińska, lat 69 (pracowała jako bibliotekarka na Politechnice Warszawskiej, później na UW, była starszym kustoszem w IPN),
  • Elżbieta Podleśna (lat 49, psychoterapeutka, kierowniczka ośrodka terapii uzależnień),
  • Krystyna Zdziechowska (lat 54, lekarka anestezjolog),
  • Ewa Błaszczyk (lat 43; prowadzi własną działalność gospodarczą),
  • Beata Geppert (lat 62, tłumaczka języka francuskiego kabinowa i literacka),
  • Maria Bąk-Ziółkowska (lat 63, architekt wnętrz),
  • Zofia Marcinek (lat 23, tłumaczka),
  • Izabela Możdrzeń (lat 36, specjalistka ds. zintegrowanego systemu zarządzania przedsiębiorstwem),
  • Monika Niedźwiecka (lat 43, nauczycielka języka polskiego),
  • Agnieszka Wierzbicka (lat 42, doradca podatkowy),
  • Katarzyna Szumniak (lat 53, wydawczyni i księgarka),
  • Katarzyna Kwiatkowska (lat 45, informatyk).

 

O przebiegu wydarzeń z tego dnia opowiedziała OKO.press Kinga Kamińska, Obywatelka RP:

„Było nas osiem Obywatelek RP, dołączyło pięć dziewczyn z Warszawskiego Strajku Kobiet. Akcję wymyśliła z 10 dni wcześniej Ewa Błaszczyk [aktywistka Obywateli RP], od razu podchwyciłyśmy pomysł Agnieszka Markowska i ja.

Werbowałyśmy w głębokiej tajemnicy, nie używając telefonów, poza mieszkaniami, które mogą być na podsłuchu. Tylko jedna osoba nam odmówiła, powiedziała, że gdyby nas było więcej to tak, ale w tak małej grupie, to ona rezygnuje.

Obywatele RP mieli demonstrować przy Rondzie de Gaulle’a, tam gdzie w 2016 roku, ale było jasne, że ledwie się ustawią przy trasie marszu, to ich wyniosą. Nie zgłaszamy już naszych zgromadzeń, bo bojkotujemy ustawę PiS, a Marsz Niepodległości ma przywilej jako „cykliczny”.

 

Jedynym sposobem, żeby cokolwiek zrobić, było działać ze środka marszu. Dołączyłyśmy na samym początku na Rondzie Dmowskiego. Byłyśmy tam już o 13.45, stałyśmy dwójkami, nie rozmawiając ze sobą, żeby nie zwracać niczyjej uwagi.

 

Dlaczego same kobiety? Bo facetów to by roznieśli, byłaby jatka, a z Obywateli, może poza Kasprzakiem [Paweł Kasprzak, jeden z liderów Obywateli RP] nikt by nie wytrzymał, żeby nie reagować, jak będą bić.

 

Liczyłyśmy na to, że nas może trochę skopią, ale nic więcej. Tylko Paweł się bał, że nas jednak pobiją.

 

Tylko głupi by się nie bał, ale jak już się zdecydowałam, to niech będzie, co ma być. Strasznie się tylko bałam dekonspiracji, że nie zdążymy tego zrobić.

 

Zna nas m.in. Robert Bąkiewicz, przewodniczący Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Przed 11 listopada 2016, przed zgłoszoną przez nas kontrdemonstracją, spotkaliśmy się w warszawskim ratuszu, oni wymuskani, w garniturkach z mieczykami Chrobrego, i my, banda podstarzałych rewolucjonistów w swetrach.

 

Teraz więc poszłam bez okularów, pomalowałam usta, czego nigdy nie robię, zostawiłam też kulę, bo czekam na operację biodra, po tej kuli od razu by mnie rozpoznali, a poza tym mam taki lęk, że zabiorą mi tę kulę i zaczną nas okładać. Miałam też perukę.

 

Jola Urbańska, która pierwsza złożyła wniosek o delegalizację ONR, za co spotyka ją stały hejt, a jeszcze FB zamyka jej konto za… propagowanie faszyzmu: „Stałyśmy na rondzie Dmowskiego i musiałyśmy słuchać tych koszmarnych przemówień Bąkiewicza, kogoś z Forza Nuova, jakiegoś Słowaka, Hiszpana, Węgra, wszystko tłumaczone, tłum skandował, w międzyczasie przyszli ludzie z kościoła św. Barbary.

 

Zastanawiałyśmy się, gdzie się włączyć do marszu. Nie za bardzo z przodu, gdzie jest większa kontrola. Szłyśmy mniej więcej w środku, w jednej linii, ale wciąż nie rozmawiałyśmy.

 

Byłyśmy umówione, że jeśli którąś rozpoznają, to reszta idzie dalej, udajemy, że się nie znamy, co by się nie działo.

 

Jak minęłyśmy skrzyżowanie Alej Jerozolimskich z Marszałkowską, to zadzwonił Piotrek Wójcik z „Wyborczej”, gdzie ma się ustawić, żeby nas sfilmować. Marzyłam o tym, żeby już dojść i żeby się zaczęło.”

 

Ewka Błaszczyk była w kontakcie z dziewczynami z Warszawskiego Strajku Kobiet. Wybrałyśmy miejsce w okolicach przystanku przed samym wjazdem na Most Poniatowskiego, po prawej stronie, gdzie zwęża się jezdnia. Ewa powiedziała: no to już. Koleżanka wyciągnęła z plecaczka baner „Faszyzm stop”, o dziwo, udało nam się go rozwinąć. Dobiegły dziewczyny z WSK, ustawiły się między nami.

 

Stałyśmy twarzą do maszerujących, tak ze trzy minuty, może pięć, marsz nas omijał, zablokowałyśmy jedną trzecią ulicy, baner miał z 7 metrów.

 

Kaśka Kwiatkowska z Wrocławia, też Obywatelka, filmowała nas smartfonem. Miała na sobie żółtą kamizelkę, to był akurat mój pomysł, żeby ją chronić. Takie kamizelki noszą media, a także obserwatorzy z Amnesty International czy Fundacji Helsińskiej, tym razem ich nie widziałam.

 

Szła na nas masa młodych mężczyzn, niektórzy pili wódkę z „małpek” po 200 gram, zapamiętałam je, bo w 2016 rzucali w nas tymi buteleczkami. Ale byli też  ludzie z małymi dziećmi, jakiś facet niósł córeczkę na barana, kiepski pomysł w tych koszmarnych wrzaskach, wybuchach, ogniach. Były też starsze panie, starsze małżeństwa, i młodsze, ale większość tych patriotów to byli nagrzani młodzi faceci, trochę pijanych, strasznie agresywnych.

 

Wołali do nas: „wypierdalać”, „młodość, wiara, nacjonalizm”. Niektórzy mitygowali: „Idźcie bokami, zostawcie je”, „jakie one brzydkie są, ja pierdolę”, „olejcie je”. Ale popychali nas z obu stron, trzymałyśmy się baneru.

 

Skandowałyśmy: „precz z faszyzmem” i „kobiety przeciw faszyzmowi”. A także „nacjonalizm, to się leczy”.

 

Takich bardziej zwyczajnych ludzi może była jedna czwarta, wszyscy zachwyceni marszem. Jak zaczęli na serio atakować, to usiadłyśmy. Trwało to jeszcze może z 10 minut, nie miałam poczucia czasu. Wrzeszczeli, doskakiwali do nas. Pozrywali nam biało-czerwone opaski, które kupiłyśmy na początku marszu, po 15 zł sztuka!

 

„Raz sierpem, raz młotem” i znowu „wypierdalaj stąd”.

 

My na to: „wolna Polska kolorowa”.

 

Jakaś starsza pani – pewnie zresztą w moim wieku, zaraz kończę 70 lat – mnie opluła, pewnie przyszła na marsz prosto z kościoła. Inna pani machała na nas krzyżykiem. Wiele osób podtykało nam biało-czerwone flagi pod nos. Wyrwali nam baner, podarli go na strzępy. Siedziałam cała spocona w tej swojej koszmarnej ceratowej kurtce, w kapturze na peruce, bo bałam się, że mi ją zerwą.

 

Doskakiwali do nas kolejni młodzieńcy, szarpali, deptali, czasem któryś kopnął. W końcu nas nie pobili, no może trochę. Pierwszy raz w życiu upubliczniłam (na FB) kawałek własnego tyłka, bo mam wielkiego siniaka, od kopniaka. Dopiero na drugi dzień odkryłam, że mam też spuchniętą lewą goleń, bo poza kopaniem, chodzili po nas i któryś z tych facetów musiał mi stanąć na nogę.

 

Na szczęście pojawiła się straż marszu, bez żadnych kamizelek, dowódca miał megafon. Próbowali nas ochraniać, ale było ich za mało, żeby nas szczelnie otoczyć. Wołali do swoich, żeby nas zostawić, „Idźcie dalej, zostawić ich”, a także „przestań, kurwa!”. Odpychali atakujących. Kaśkę Kwiatkowską zapytali, czy jest z Obywateli. „To pani może filmować”. Swoim nie pozwalali. „To nie jest cyrk, to nie jest cyrk”.

 

Ochrona brała udział w wynoszeniu nas. To było byle jakie wynoszenie, nie tak fachowe jak robi policja. Upuścili Kasię Szumniak, uderzyła głową o asfalt. „Udaje, udaje” – ktoś się śmiał. Ale zaraz: „Dzwoń po karetkę, może nie udaje?”. „Robimy miejsce, kurwa!”. Ochrona spanikowała, wezwała pogotowie, służby medyczne marszu.

 

Kaśka na moment straciła przytomność, ratownicy okryli ją folią. Straż marszu powtarzała przez megafon: „Nic się nie stało, idziemy dalej”. Przyjechała karetka na sygnale. Kasia poczuła się lepiej, odmówiła jazdy do szpitala.

 

Jak już nas znieśli na bok, jeden ze straży marszu podszedł do nas i pyta z troską: „I jak? Dobrze się czujemy?”.

 

Ewa Błaszczyk zadzwoniła po policję. Przez całą drogę nie widziałyśmy ani pół policjanta. Taką mają strategię, że chowają się w bocznych uliczkach, żeby nie prowokować maszerujących. Podczas rozmów w ratuszu w 2016 roku komendant z Wilczej, nazywa się Piekut [Sławomir, komendant rejonowy] chwalił się, że rozróby na marszach się skończyły odkąd policji nie widać, i dlatego nie mogą nas chronić na Rondzie de Gaulle’a.

 

Krzyknęłam wtedy na niego, czy nie widzi, jaki to absurd, że policja nie broni obywateli, żeby nie prowokować narodowców?

 

Policja jest z miesiąca na miesiąc bardziej agresywna, co widać po tym, jak nas wynoszą. Ja osobiście największej agresji do tej pory doznałam jednak od straży sejmowej, kiedy 16/17 grudnia 2016 rozbujali mnie jak worek z ziemniakami i przerzucili przez barierkę w tłum. Do dziś mam zarzut, że przemocą wdarłam się na teren Sejmu.

 

Czekaliśmy na policję długo, „robokopy” pojawiły się po pół godzinie, jak już dawno przeszedł marsz, wszystko po to, żeby nie prowokować patriotów. Ich dowódca, znany nam, mówi „Pani Kingo, to znowu pani?”.  Dziewczyny ze Strajku Kobiet zwinęły się, wolą nie mieć do czynienia z policją, my dałyśmy się spisać, bo będziemy skarżyć policję o to, że nie zabezpieczyła marszu i doszło do przemocy.

 

Wracając do miasta powtarzałyśmy sobie „Rany boskie, udało nam się”.

 

To była  jedyna akcja 11 listopada,  która naprawdę wypaliła. A mogło się skończyć tak, że cały dzień byłby tylko nazistowski, a tu baby zrobiły im szpasa.

 

Pojechałyśmy jeszcze na Dzielną, bo tam zamknęli naszych, a potem z Lucynką Łukian i Agnieszką Markowską poszłyśmy się odstresować przy kieliszku. Nie mogłam zasnąć do dziewiątej rano”.

 

Autor tekstu: Piotr Pacewicz

 

Źródło: OKO.press („Mogło się skończyć tak, że cały dzień byłby tylko nazistowski, ale my, baby, zrobiłyśmy im szpasa”)

 

Zdjęcie: Gazeta Wyborcza (na zdjęciu siedzą od lewej: Agnieszka Wierzbicka, Elżbieta Podleśna, Beata Geppert, Agnieszka Markowska, Kinga Kamińska, Ewa Błaszczyk, Izabela Możdrzeń)

(EK)

Przeczytaj również:

 


Opublikowano:





Wesprzyj bunt!